Ojciec 1500+
Ojcowie, nie drażnijcie dzieci, ale wychowujcie je stosując dyscyplinę i nauczając je tego, co się podoba Panu. Ef 6.4
16 obserwujących
58 notek
131k odsłon
  4777   9

Mam koronawirusa - jestem bardzo wkurzony i bardzo szczęśliwy

Po czasie podświadomego rozluźnienia i łamania zdroworozsądkowych reguł w "długi weekend" 11-14 listopada przyszedł czas pojawiania się ognisk koronawirusa. Dwa z nich pojawiły się wśród moich Najbliższych - jedno u moich Sióstr w Tomaszowie Mazowieckim, a drugie w moim domu - zarówno ja zaszczepiony jak i moja niezaszczepiona Żona mamy pozytywne testy na obecność COViD-19. W związku z tym jestem z jednych powodów bardzo wkurzony i jednocześnie z innych powodów bardzo szczęśliwy. 

Dlaczego jestem bardzo wkurzony? 

  • Bo mordercy wymyślający kłamstwa o rzekomych strasznych doczesnych i wiecznych skutkach zaszczepienia się przeciw COViD-19 omal nie zabili mi Siostry - tak Ją nastraszyli, że za nic na świecie nie chciała się zaszczepić, a teraz potwornie cierpi, otarła się o śmierć, na długo straciła zdrowie i gryzie się myślą czy nas nie pozarażała (niesłusznie - koronawirusa mógł przynieść każdy - równie dobrze moje Dzieci które zachorowały w tym samym czasie). 
  • Bo moje Dzieci oblały egzamin z przestrzegania zasad higieny - podłapałem koronawirusa gdy poczęstowały mnie "bombą biologiczną" odkładając nadgryzione i obślinione kanapki na ogólny talerz. Jak nie wymuszę na nich przestrzegania tych zasad, a na Żonie konsekwentnego ich wymagania, to przy bardziej zgryźliwych mutacjach chorób niechcący pozabijają nas i siebie nawzajem. 
  • Bo sam oblałem z kretesem egzamin moralny z przewidywania i odpowiedzialności - po pozytywnym wyniku testu u mojej Żony wprawdzie jako osoba zaszczepiona nie zostałem objęty kwarantanną, ale mogłem się domyślić, że mój lekki katar nie jest zwykłym katarem, a mimo to zanim zdążyłem zrobić sobie test wcześniej poszedłem na szybkie zakupy - szczęśliwie w maseczce, ale i tak mogłem zarazić kolejne osoby stając się nieświadomym mordercą. 
  • Bo pierwszy test u Żony dał wynik negatywny gdy już czuła się wyraźnie przeziębiona. Albo ten wirus jest aż tak podstępny albo część testów jest do d... dając wynik fałszywie negatywny. Sugerując się tym testem mogłem nieświadomie zarazić lub posłać na kwarantannę wiele osób - w tym personel przychodni specjalistycznej w której mój Synek (już zdrowy... ale ja miałem katar będąc wskutek negatywnego testu Żony w 100% przekonanym że to jest zwykły katar - w końcu ja jestem zaszczepiony, a Żona nie) miał badanie na które czeka się w kolejce pół roku. 
  • Bo podejście pracowników "służby zdrowia" do szczepień potwierdza przysłowie "najciemniej jest pod latarnią" - Żona (pracuje w szpitalu) niezaszczepiona, jej Koleżanka z pracy - niezaszczepiona, Pani Technik przeprowadzająca badanie mojego Synka - niezaszczepiona (honor ratuje Pani Profesor analizująca badanie - zaszczepiona trzema dawkami). Jeśli jakaś stosunkowo niewielka, ale bardzo hałaśliwa grupa lekarzy takich jak prof. Kuna bez żadnych badań i bez żadnego doświadczenia w wirusologii i epidemiologii podważa zdanie swoich kolegów specjalizujących się w tych dziedzinach, a ogromna grupa średniego personelu medycznego wcale się nie szczepi, bo bardziej ufa internetowym szarlatanom niż ponad stuletniej pracy nad rozwojem szczepionek, to jak się dziwić, że ci szarlatani potrafią skutecznie wystraszyć osoby takie, jak moja Siostra? 
  • Bo jak upominałem kogo się da na Facebooku (włącznie z obecnie ciężko chorującą Siostrą i tymi, co ją w ten antyszczepionkowy syf wrobili) aby nie straszyć siebie nawzajem szczepionkami, nie zachęcać siebie do demonstracyjnego bojkotu maseczek itp... to pół miasta plotkowało o mnie, że obrażam rodzinę i niedługo nikt już się nie będzie do mnie odzywał. Okazało się, że jednak lepiej być "chamskim" przyjacielem niż "miłym" klakierem. 

Dlaczego jestem bardzo szczęśliwy? 

  • Bo moja Siostra żyje i Jej stan się powoli poprawia - to jest najważniejsze. Kocham Ją i życzę Jej jak najlepiej!
  • Bo mimo "bomby biologicznej" jaką poczęstowały mnie Dzieci żyję i czuję się fizycznie świetnie - niedogodności typu kilka dni kataru, jeden dzień gorączki, kaszel z rana to jest nic w porównani z tym co przechodziłem półtora roku temu (nie wiem czy wtedy to był koronawirus COViD-19 czy grypa AH1N1, bo pierwsze mógł przywlec zakatarzony Kumpel z Niemiec, a drugie wyraźnie chore Dzieci z przedszkola... a wtedy system testowania był w powijakach), a tym bardziej nic w porównaniu do tego, co przechodzi moja Siostra. 
  • Bo druga moja Siostra też żyje i czuje się fizycznie świetnie, choć również podłapała COViD w wersji "light" dla zaszczepionych, zaś trzecia chyba tym razem wcale go nie podłapała (po ciężkim przechorowaniu go rok temu a później przyjęciu dwóch dawek szczepionki teraz ma odporność "po byku"). 
  • Bo Żona wprawdzie czuje się dużo gorzej ode mnie, ale jak na tę chorobę i fakt, że nie jest zaszczepiona, to i tak ma przebieg relatywnie lekki.
  • Cieszę się z tego, że nikt tym razem nie umarł (w samym roku 2020 nasza Rodzina straciła więcej osób niż przez całą II Wojnę Światową).
  • Bo kiedy dotarło do mnie, że mogłem pozarażać i pozabijać ludzi lub skazać Dzieci czekające jak mój Sewerynek pół roku na badanie na to, że będą czekały jeszcze dwa tygodnie dłużej, to był to dla mnie jakiś szok. Czyli w całym tym moralnym galimatiasie z jakim mamy do czynienia w naszym kraju (jedni księża namawiają do rygorystycznego przestrzegania w kontekście pandemii przykazania "nie zabijaj", drudzy do łamania obostrzeń i nieprzyjmowania szczepionek, jedni do obrony polskich granic, drudzy do pomagania szturmującym je imigrantom...) zachowałem jeszcze resztki sumienia - wprawdzie zrobiłem źle, ale dotarło do mnie, że zrobiłem źle i czuję się z tym paskudnie - nigdy więcej nie chcę tak postąpić. 

Co mnie w tej historii najbardziej smuci i denerwuje?

Lubię to! Skomentuj201 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości