Były artysta estradowy Kukiz zajął się zawodowo polityką, równie były Hołdys udziela się w domenie publicznej komentarzami politycznymi. Temu drugiemu dostało się, że zdradza ideały własnej twórczości i to za szmal, tak kiedyś pogardzany. Jest w tym sporo „łapania za konsekwencje”, którego doświadczała Szymborska za parę wierszy z lat 50-tych
Popatrzmy na ten problem ogólnie, a nie przez konkretne, szczegółowe pretensje do Hołdysa.
Dawno temu Krzysztof Klenczon wyśpiewał taki manifest rockmanów:
Nie przejdziemy do historii szumni jak w piosenkach
Nie będziemy stali w glorii z gitarami w rękach
Rozedrgane nasze cienie żółty kurz otuli
Jak toczące się kamienie z niebotycznej góry
Dorastające dzieciaki, każdego pokolenia, szukały u swoich estradowych idoli wzorców postaw i zachowań – niejako z automatu nie oddzielając życia artysty od przesłania prezentowanych utworów. Mało tego, dochodziło do identyfikacji z bohaterami (kreatorami) naszej wyobraźni. Naśladowaliśmy ich stroje i zaobserwowane zachowania - czy te z estrady i teledysków, czy te podpatrzone w codzienności.
Z czasem wyrastaliśmy z takiej subkulturowej mimikry fanów tego czy innego idola, ale pozostawały w nas na trwałe jakieś elementy tamtych postaw i poglądów, z przylepionymi przez pamięć fragmentami znaczących tekstów (specyficznie dla każdego z nas).
Nasza młodzieńcza apoteoza tamtych prezentacji zbudowała w nas azyle dla ówczesnych wizerunków tamtych wzorców. W jakiejś części złożyły się na tożsamość każdego z nas – głównie sfery emocjonalnej, ale nie tylko. To, co wtedy zaczerpnęliśmy, stało się nasze i osobiste - oczywiście według osobistego odbioru i miary akceptacji każdego z nas.
Czas biegł i biegnie, ale azyl dla fascynacji młodości trwał i trwa w każdym z nas po dziś dzień. To, co dla tamtych artystów było efemeryczne, nam zdarzyło się utrwaliło w nas na wieczność.
W piosence Nie przejdziemy do historii Klenczon manifestował przemijanie przesłania rockowych prezentacji. Porażającą świadomość tymczasowości artystycznego bytu i przekazu podkreślił gorzko w refrenie, wykonanym w konwencji szyderczego pastiszu beztroski:
Ale póki co, ale póki czas
Spróbujmy chwycić w dłonie umykający wiatr
Ale póki co, ale póki czas
Spróbujmy zapamiętać, że żyć nam przyszło raz.
Nasze odbiór artysty i przesłania jego twórczości to jedno, a on sam i jego świadomość twórcza to drugie. Pomiędzy artystą a mną jest dzieło i publiczny wizerunek. To pomost do mojej wyobraźni stworzony przez artystę – przekazuje nim swoje twórcze tu i teraz.
Oczywiście to „tu i teraz” artysty może zapaść na trwale w moją osobowość i stać się dla mnie częścią mojego kanonu wartości po grobową deskę – rzecz jasna w takim kształcie, jak ja to „tu i teraz” odebrałem i przyjąłem za swoje.
Nie mogę jednak zapominać, że osoba artysty żyje w innej rzeczywistości niż świadomość odbiorcy jego sztuki. Jakiekolwiek oczekiwania, że osoba artysty będzie wypełniać w swoim realnym życiu wymagania odbiorcy są zwyczajnie nieuprawnione.
To, że jakieś, przypisane określonemu momentowi, „tu i teraz” artysty stało się cząstką mnie, wcale nie znaczy, że jest on niewolnikiem moich o nim przekonań.
Jednak artyści mają świadomość duchowego związku ze swoimi odbiorcami, działającego w procesie kreacji w obie strony – z tym, że po ich stronie niesie to pewne obciążenie, mniejszą lub większą konieczność kształtowania siebie pod oczekiwania odbiorcy, a więc zakłócenie autonomicznego rozwoju osobowości własnej. Śpiewa więc Klenczon w kolejnej zwrotce:
Nie przejdziemy do historii i literatury
Nie będziemy stali strojni w brązy i marmury
świat się nagle jak kołyska wokół zakolebie
I znajdziemy naszą przystań, nim zgubimy siebie...
Tu już jasno stoi, że rockmani nie lokują się w tej samej rzeczywistości co politycy czy literaci, i nie pretendują swoją twórczością do roli kreatorów rzeczywistości w wymiarze historycznym – choćby ich nawet tak widzieli małoletni fani. Znamienne, że Bob Dylan, żyjący w innej niż nasza rzeczywistości i nie znający zapewne przesłania Klenczona, równie sceptycznie odniósł się do piedestału literackiej nagrody Nobla. Były czy czynny rockman i piedestał to dwie sprzeczności – przynajmniej z punktu widzenia artysty.
Dlatego dość śmieszne i niskie zarazem jest mizdrzenie się wokół siebie i artysty Hołdysa w dawnych „tu i teraz” - tylko po to, by głośniej chlupnęło po strąceniu go z iluzorycznego piedestału. Uwagę tę dedykuję blogerce LIBRETTO, która z lubością taplała się przy Hołdysie w błotku rozmaitych politycznych potwarzy.
Taplała się jak równa z równym, ale przecież z samym HOŁDYSEM, prorokiem swoich młodych lat. Ach, jakież wspaniałe zgotowała sobie i nam przeżycie. (lib.salon24.pl/733536,hej-prorocy-moi-z-gniewnych-lat)
(Dla porządku – utwór „Nie przejdziemy do historii” został po raz pierwszy nagrany w 1971 roku przez Krzysztofa Klenczona i Trzy Korony. Słowa napisał Andrzej Kuryło, muzykę sam Klenczon. Nie bardzo znam się na serfowaniu po You Tube i ewentualnym wklejaniu filmików, nie znalazłem tam też wersji równej jakościowo z nagraniem płytowym. Jednak dość interesujące, choć surowe i brudne nagranie próbne wersji radiowej jest tu: https://www.youtube.com/watch?v=-jrFSr54L9g )



Komentarze
Pokaż komentarze (14)