z odmętów szaleństwa :-)
Kwestionowanie uczciwości wyborów to odmęty szaleństwa. /Bronisław Komorowski/
77 obserwujących
426 notek
824k odsłony
4210 odsłon

Straszne sny "Dzidziusia" Antypisiewicza

Wykop Skomentuj118

Notka to remake notki, którą opublikowałem blisko rok temu, a która na dziś, w przededniu wyborów prezydenckich, nabiera wyjątkowo aktualnego wymiaru. Remake oznacza, że notka została istotnie wyedytowana na nowo, jedynie w oparciu o poprzednią konstrukcję. Notka jest inspirowana tekstami, treściami i wypowiedziami napotkanymi w mediach i w internecie, ale wszelkie ewentualne skojarzenia, porównania i podobieństwa do konkretnych osób i zdarzeń są przypadkowe i niezamierzone.


Skąd się biorą sny i o czym świadczy ich treść – nie do końca wiadomo. Niektórzy za Freudem powtarzają, że sny to tzw. resztki codzienności. Innymi słowy: wracają do nas nocą wydarzenia i osoby zupełnie realne, ale też nieprzepracowane i stresujące sprawy. Od czasu do czasu męczą nas jednak sceny jak z horroru – budzimy się z krzykiem i płaczem, zdenerwowani, pobudzeni. W 1993 roku powstała polska komedia "Straszny sen Dzidziusia Górkiewicza" nawiązujący do "Eroiki", słynnego nowelowego filmu "szkoły polskiej" z 1957 roku. Dzidziuś Górkiewicz, stołeczny cwaniaczek i handlarz, wskutek zbiegu okoliczności bierze udział w powstaniu warszawskim. Postać Górkiewicza konfrontuje  dwie filozofie życia: irracjonalizm myślącego w kategoriach "ja" cwanego spryciarza, z dziejącą się rzeczywistością, naszpikowaną romantycznymi ideałami w kategorii "my". Film jest bogato zaprawioną ironiczną interpretacją powojennych dziejów Polski i z tego punktu widzenia jest źródłem wielu analogii z aktualną sytuacją polityczną w Polsce.


Dziś już jednak Dzidziusiów Górkiewiczów praktycznie nie ma, zastąpieni zostali następnym pokoleniem cwaniaczków, z gębami pełnymi ideologicznych frazesów - nawet jeżeli już w kategorii "my -" to wyłącznie na pożytek określonej ( najczęściej partyjnej) grupy interesów. Im nie mieści się  w głowie, że poza światem politycznych obietnic bez pokrycia, poza wygodnym życiem w sztucznie ( bo wyłącznie medialnie) stworzonej rzeczywistości, istnieje świat realny, który - żeby być światem znośnym i godnym do życia - wymaga ciągłej, organicznej pracy od podstaw, tworzącej ten sposób fundamenty państwa prawa, sprawiedliwości i względnego dobrobytu na miarę możliwości w kontekście globalnym. Oczywiście potomkowie Górkiewiczów zdarzają się także w tak zdefiniowanym świecie realnym - choćby na zasadzie "czarnej owcy" w stadzie, ale tych  "prawdziwych" spotyka się głównie po drugiej stronie - najpierw jako Wałęsowiczów, otumanionych mitem założycielskim III RP, poprzez Tuskowiczów, żyjących na wyimaginowanej "zleionej wyspie", do Antypisiewiczów, zachowujących wszystkie cechy wynikające z przepoczwarzania się, wzmocnionych silnym poczuciem nienawiści do ugrupowania próbującego wyjść poza krąg III RP i "zielonej wyspy".


Antypisiewicz to osobnik występujący pd trzema, zasadniczymi postaciami. Pierwszą z nich przedstawić trzeba jako Donalda Borysa Włodzimierza Antypisiewicza - polityka, umoczonego w szemrane interesy kwitnące za rządów PO/PSL, mającego lewackie poglądy, fanatycznie oddanego Unii Europejskiej i legendzie o Lechu Wałęsie. Legendy i opowiadanie bajek, to zresztą jego specjalność w której doszedł do doskonałości, czerpiąc wzorce z samego źródła obłudy i kłamstwa - złotoustego Donalda Tuska. Można obiecać gruszki na wierzbie, pojawia się jednak pytanie o wiarygodność. Antypisiewicz - polityk się nią jednak nie przejmuje. Rzucane obietnice jakie - jakby od od niechcenia, dla czystej przyzwoitości - rzucają oni swoim wyznawcom, to co najwyżej wypełniacz głoszonych na okrągło antypisowkich haseł, sloganów i bredni. W przeciwieństwie do protoplasty ( Dzidziusia Górkiewiza) oni nie obawiają się o swój program - bo go nie mają, ale podobnie jak Dzidziusia dręczy ich koszmar z przeszłosci. Ich sny to koszmary przegranych wyborów, w których pojawiają się takie postacie jak: funkcjonariusze CBŚ, "ziobrowski" prokurator i sędzia który nie nazywa się Tuleya. Pojawia się też postać haratającego w gałę futbolisty, który jest tak marny, że nie łapie się ławkę rezerwowych i widowisko ogląda z trybun - w dodatku z najgorszego miejsca. Dinozaura ujrzeć w takim koszmarze, to dać się pożreć politycznie, Biedronia - dać się... (autocenzura). Nawiasem pisząc, biedroniowy Antypisiewicz ma zapewne koszmary z czasów inkwizycji, w których ulicami Warszawy ( w ramach pokuty,) Barbara Nowacka pędzona jest nago w ideowym towarzystwie równie gołych Rafała Trzaskowskiego i Pawła Rabieja. To koszmar, który przebija chyba nawet sędziego, który nie jest Tuleyą. Jedyni, którym koszmary nie straszne to ci, którzy już swoją najokropniejszą traumę przeżyli. Ponury głos, wydający polecenie "sztandary partii wyprowadzić" na zawsze już został zapamiętany. Nic gorszego już im się nie przytrafi.

Wykop Skomentuj118
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka