z odmętów szaleństwa :-)
Kwestionowanie uczciwości wyborów to odmęty szaleństwa. /Bronisław Komorowski/
83 obserwujących
442 notki
877k odsłon
486 odsłon

Pandemia koronawirusa, czyli wiem, że nic nie wiem

Wykop Skomentuj11

Notka jest szerokim opracowaniem dostępnej wiedzy i różnych teorii  ( w tym spiskowych) na temat koronawirusa SARS - CoV -2 i chociaż wiele aspektów jego dotyczących siłą rzeczy potraktowana jest skrótowo i ledwo  je sygnalizuje, publikacja jest długa, chociaż - mam nadzieję - nie jest nudna. Ze względu na jej obszerność, zdecydowałem o podzieleniu jej na dwie części: pierwsza dziś, druga jutro o tej samej porze. Zachęcam do zapoznania się z treścią.

Proszę nie nalegać na mnie w komentarzach o linki i udowadnianie moich autorskich stwierdzeń. Notkę przygotowywałem długo i starannie na tyle, na ile pozwalała mnogość różnego rodzaju informacji. Nie sposób tego odtworzyć w innej formie niż niniejsza publikacja - nie jestem Chuck'iem Norrisem i nie potrafię zapisać całego internetu na dyskietce :-)


WSTĘP


15 lutego 399 roku p.n.e został skazany na karę śmierci poprzez wypicie trucizny Sokrates, grecki filozof, uznany - obok Platona i Arystotelesa - za największego filozofa starożytności. Choć nie pozostawił po sobie żadnych pism, jego wpływ na literaturę i myśl filozoficzną jest obecny od czasów starożytności do dzisiaj. Podejście Sokratesa do własnej wiedzy i przekonań streszcza przypisywane mu zdanie "Wiem, że nic nie wiem” (gr. oida ouden eidos, znane również z zapisu łacińskiego: scio me nihil scire, lub scio me nescire). Sokrates deklarował tym samym, że jest jedynie miłośnikiem mądrości (filozofem) i poszukiwaczem prawdy i sam nie posiada wiedzy, której mógłby nauczać.


Kiedyś, przeglądając sieć, trafiłem gdzieś na teorię, która przekładała słynne zdanie na współczesną rzeczywistość - bądź zawsze najgłupszą osobą w pokoju. Nie wiem, czy jest to tak do końca słuszna strategia podczas różnego rodzaju narad i dyskusji, ale w temacie koronawirusa SARS-CoV-2 to - moim zdaniem - jedyna pragmatyczna postawa, która po pierwsze nie szufladkuje do żadnej grup zainteresowanych wiedzą o SARS-CoV-2, po drugie pozostawia pole do własnych wniosków i poglądów - niezależnych od medialnej sieczki w tym temacie. Dlatego z pokorą (podyktowaną wygodnictwem), chętnie przyjmuję postawę najgłupszego na Salonie24. Bo wiem, że nic nie wiem.


Przedwczoraj, z olbrzymim zainteresowaniem czytelników spotkała się notka blogera @Zbyszek : https://www.salon24.pl/u/zbyszeks/1030995,3-pytania-o-4-liczby-na-ktore-nie-znamy-odpowiedzi. Notka świetnie napisana, zredagowana, przystępna dla każdego "średnio inteligentnego szympansa" - nic tylko ładnie się pokłonić Autorowi i prosić o jeszcze. Ale kiedy rozebrać treść notki na czynniki pierwsze, posegregować  części i rozkręcić każdą śrubkę, to okaże się, że to jeden z miliona takich samych artykułów, które zdominowały sieć i które nic nie wnoszą - poza potwierdzeniem: "wiem, że nic nie wiem".


WYMIAR PROBLEMU


Przeglądając fora i portale społecznościowe, natrafimy na głosy, które generalnie można podzielić na dwie, a właściwie trzy kategorie. Ta trzecia - najmniej istotna z punktu widzenia obiektywnej prawdy o wirusie SARS-CoV-2, chociaż istotna jako grupa społeczna - to grupa osób, których bieżąca sytuacja "nie rusza" i chyba tylko wybuch bomby atomowej mógłby coś zmienić w ich codziennym życiu. To z nich głównie wywodzą się maruderzy i narzekacze, to oni są mało zdyscyplinowani i - jak to mówi młodzież - nie ogarniają tego, co się dzieje. Pozostałe dwie grupy dzielą się już wyraźnie: jedna grupa generalnie jest przestraszona, spanikowana i bardzo emocjonalnie odbiera wszelkie wieści płynące z mediów. Ponieważ te od dawna optymistyczne nie są, nastrój grozy i poczucie udziału w apokalipsie jest w tej grupie bardzo wyraźny i dominujący. Ich przeciwieństwem jest grupa tak naprawdę lekceważąca SARS-CoV-2, święcie przekonana, że medialne doniesienia o pandemii wirusa są CELOWO wyolbrzymiane w celu ...  No właśnie - tu należałoby omówić podgrupy, bo liczba różnych celów, motywów i podejrzeń jest tak duża, że wrzucanie wszystkich zwolenników teorii spiskowych do jednego wora to spore nadużycie. Niestety, nie podejmuję się opisać tak szeroko wszystkich tych teorii, jakby to wymagało, bo to robota iście benedyktyńska, a ja zakonnikiem nie jestem. Spróbuję za to dokonać pewnej skróconej syntezy, wszystkich zjawisk, teorii i hipotez dotyczących światowego problemu numer jeden naszych czasów.


 EKSPERCI, DANE I TEORIE 


Zacznę trochę tak od końca. Bo w sieci, ( chociaż oczywiście nie tylko w sieci) w temacie koronawirusa nastąpił niebywały wysyp różnych ekspertów, których podzielić można również na dwie zasadnicze grupy: mianowicie na tych, którzy niby to tonują nastroje,  ale jednocześnie sprawiają wrażenie, jakby próbowali zataić prawdziwość sytuacji i de facto potęgują grozę. Ci drudzy, to otwarcie mówiący o różnego rodzaju spiskach i z góry  zaplanowanym scenariuszu pandemii SARS-CoV-2 . Na ogół jedni i drudzy powielają oficjalne wersje i statystyki, żonglując nimi tak dowolnie, jak dowolne są postawione przez nich tezy. Tutaj nasuwa się wniosek numer jeden: skoro prawie wszyscy posługują się tymi samymi danymi, to traktują je jako wiarygodne, i to nawet wtedy, kiedy te dane są tylko bazą ich własnych wyliczeń - na ogół już bardzo odległych od oficjalnych. Świadczy to o tym, że wszelkie dywagacje balansują jak  tancerz na linie: bo jeżeli te dane są rzeczywiście prawdziwe, to większość teorii spiskowych jest najwyraźniej naciągana i nadaje się do kosza, a jeżeli są fałszywe, błędne lub manipulowane, to ... właściwie mamy do czynienia z tym samym - czyli kosz. Z tego zapewne powodu, spotyka się wiele analiz porównawczych danych z różnych źródeł ( czasem ze sobą sprzecznych) i na tej podstawie podważane są te dane, które najmocniej przebijają się do opinii publicznej. Często spotykanym argumentem jest stwierdzenie, że "na jakiś danych oprzeć się trzeba", co oczywiście jest prawdą, ale dla każdej bez wyjątku postawionej tezy pozostawia margines zupełnej fikcji. Dlatego temat danych, to albo "wiem, że nic nie wiem", albo "na jakiś danych oprzeć się trzeba", czyli wierzymy  publikowanym danym, W tym miejscu należy pamiętać, że wszystkie rządy dysponują danymi, które mają charakter tajnych i nie są one upubliczniane z wielu względów. To raczej skłania do postawy "wiem, że nic nie wiem", ale wybór pozostawiam Państwu. Do tego wątku jeszcze wrócę, kiedy opiszę swoje własne, subiektywne spostrzeżenia.

Wykop Skomentuj11
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości