z odmętów szaleństwa :-)
Kwestionowanie uczciwości wyborów to odmęty szaleństwa. /Bronisław Komorowski/
91 obserwujących
496 notek
1025k odsłon
1614 odsłon

Niebo i piekło Jennifer Capriati

Wykop Skomentuj16

Poniższą notką rozpoczynam pasjonujący - mam nadzieję - cykl o wybitnych ludziach sportu, których burzliwe życiorysy mogłyby być gotowymi scenariuszami na film, albo powieść literacką. Życie pisze najlepsze scenariusze, nikt nie jest w stanie wymyślić nic lepszego. Przyjąłem formułę "sensacyjną", w której oprócz encyklopedycznych faktów z biografii moich bohaterów, będę wplatać fakty mało znane, ale istotne i ubarwiające suche biografie. Ponieważ na teraz topowy jest kobiecy tenis, zaczynam od burzliwej historii Jennifer Capriati.


Po raz pierwszy w finale seniorskiego turnieju grała w wieku 13 lat, 11 miesięcy i 13 dni. Jeszcze raz: trzynastolatka w finale turnieju seniorskiego! Do półfinału French Open dotarła rok później. Złoto na igrzyskach w Barcelonie wywalczyła mając lat 16. Wydawało się, że kariera Jennifer Capriati będzie fenomenem na skalę niespotykaną i stanie się na długie lata wzorcem nie do powtórzenia.


Urodzona 29 marca 1976 w Nowym Jork, Jennifer Capriati była talentem od dziecka. Miała rok, kiedy otrzymała od ojca rakietę tenisową. Gdy ledwie potrafiła dobrze stanąć na nogach, ojciec kazał jej robić przysiady w dziecinnym łóżeczku.  A kiedy była jeszcze w łonie matki, jej ojciec Stefano, urodzony we Włoszech kaskader filmowy i zawodowy piłkarz, powiedział swojej żonie Denise, byłej stewardessie Pan Am, że Jennifer będzie wybitną tenisistką. Całe jej dzieciństwo zostało starannie zaplanowane przez ojca i podporządkowane jednemu celowi: Jennifer szybko miała stać się mistrzynią w tenisie. Jej zabawkami była rakieta i tenisowe piłeczki, miejscem zabaw - kort, dziecięce zabawy były ciężkim treningiem w towarzystwie ojca. Matka nie miała wiele do gadania, w tej rodzinie niepodzielną i despotyczną władzę sprawował Stefano Capriati. Denise Capriati, matka Jennifer, dopiero po latach przyznała, że żałuje zabranego córce dzieciństwa, a nawet więcej: "Jennifer przeszła błyskawicznie drogę od uśmiechniętego, szczęśliwego dziecka do smutnej, pełnej lęków dziewczyny. Czuję ogrom winy i wstydu za rolę, którą odegrałam w jej życiu. Pieniądze, podniecenie sławą, kontrakty reklamowe, duma – kiedy to cię dopadnie, nie myślisz o krzywdzie dziecka ani o tym, co dla niego jest najlepsze – wyznawała. Stefano Capriati po latach też płakał i prosił o wybaczenie. Ale tenisowy "wycisk" nie odbywał się wbrew samej Jennifer. Ojciec zaraził ją dążeniem do absolutnej perfekcji w wykonywaniu tysięcy przebić nad siatką - małą Jenny trudno było oderwać od kortu i ćwiczeń. To był cały jej dziecięcy świat, który pokochała i pragnęła być w nim doskonała. Nic więcej się nie liczyło. Kiedy jakiegoś dnia wraz z koleżanką "ukradła" golfowy wózek, żeby się przejechać i nieumiejętnością prowadzenia wehikułu doprowadziła do dosyć poważnego wypadku, Capriati wzruszyła tylko ramionami i zaczęła chichotać dziecięcym śmiechem.


Późne popołudnie. Jenny ćwiczy na korcie, ale nie jest zadowolona. Jej kolejny forhend kończy się na taśmie siatki. Wściekle klepie się po udzie, po czym jęczy z bólu. Zapomniała, ze na skutek podania jej penicyliny w infekcji zapalania gardła, jej ciało pokryła cała gromada nieestetycznych czerwonych plam rozciągających się na jej nogach, ramionach i tułowiu. Kilka dni wcześniej wirus spowodował, że temperatura ciała małej Jenny przekroczyła 40 stopni, co skłoniło jej ojca, do dosłownego wrzucenia jej do wanny z lodowatą wodą. Wezwany lekarz aplikuje dziecku penicylinę, a Jenny, kiedy tylko poczuła się lepiej, wychodzi na kort i nalega na ćwiczenia. Alergia jej przeszkadza, ojciec zabiera ją na pogotowie gdzie podano jej Benadryl w celu zwalczania bólu i swędzenia. Rankiem Jenny znowu może ćwiczyć.


W wieku 13 lat wygrała juniorski turniej US Open. I w grze pojedynczej, i podwójnej. Przejście do seniorskiego tenisa dla wielu zawodników i zawodniczek było przeszkodą nie do pokonania. Nie dla Jennifer. Niespełna pół roku po sukcesie na juniorskim Flushing Meadows młodziutka Amerykanka dotarła do finału turnieju w Boca Raton, gdzie przegrała ze słynną Gabrielą Sabatini. "And She’s Only Thirteen" ("Ona ma tylko 13 lat") – takim tytułem na okładce dzień po meczu "Sports Illustrated" przedstawił tenisistkę światu. W kwietniu 1990 roku, już jako czternastolatka, Capriati po raz drugi dotarła do finału turnieju. Tym razem w Hilton Head grały niemal wszystkie najlepsze tenisistki świata, a Amerykanka w drodze do decydującego spotkania pokonała między innymi Helenę Sukową, Czeszkę z pierwszej dziesiątki rankingu. Pierwszej dziesiątki, do której na koniec sezonu wskoczyła nowa gwiazda tenisa. W Hilton Head Capriati przegrała z kolejną legendą – Martiną Navratilową 2:6, 4:6, lecz kolejny turniej, w którym doszła do finału, zakończył się premierową wygraną. 28 października 1990 roku na twardych kortach w Dorado Amerykanka pokonała rodaczkę, Zinę Garrison. Najgłośniej o niesamowitej czternastolatce zrobiło się jednak poza granicami kraju. W debiutanckim starcie w wielkoszlemowym French Open Capriati nie przegrała ani seta aż do półfinału. W nim musiała uznać wyższość późniejszej triumfatorki Moniki Seles. Udział w półfinale i tak był sensacją, a Amerykanka do dziś pozostaje najmłodszą tenisistką w tej fazie turnieju wielkoszlemowego. W kolejnym roku Capriati udało się zrewanżować nad wówczas jeszcze jugosłowiańską zawodniczką. Na kortach twardych w San Diego nastolatka w trzech setach pokonała w finale Monikę Seles. Ale w drodze do upragnionego finału US Open ponownie była górą Seles. Półfinały Wimbledonu oraz domowego wielkoszlemowego turnieju były największymi osiągnięciami 15-latki. Prawdziwy wielki triumf nadszedł rok później. I po nim wszystko zaczęło powoli się sypać.

Wykop Skomentuj16
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Sport