W okopie rozsądku
Najpierw Cię ignorują. Potem śmieją się z Ciebie. Później z Tobą walczą. Później wygrywasz. /Gandhi Mahatma/
123 obserwujących
553 notki
1247k odsłon
  5648   0

Czy oni są gorsi od nas? Tak, są gorsi.

Igor Janke,  w swoim skądinąd znakomitym tekście " Young Lives Matter. Polska kontrkultura 2020" napisał zdanie, z którym się nie zgadzam. Chodzi mi o następujące sformułowanie: "Czy oni są gorsi od nas? W niczym. Buntują się przeciwko temu, co uważają za nieprawe, niezrozumiałe, ograniczające ich wolność."

Trudno polemizować z samą naturą buntu, bo ona jest niezmienna. Fakt: "Buntują się przeciwko temu, co uważają za nieprawe, niezrozumiałe, ograniczające ich wolność."  - dokładnie tak samo jak my i wcześniejsze pokolenia ludzi młodych, którzy fazę buntu muszą przejść tak samo jak fazę dojrzewania. Ale czy rzeczywiście nie są gorsi od nas?


Oczywiście niezwykle trudne jest konkretnie wskazać,  gdzie jest granica między byłym a obecnym pokoleniem. Właściwie można tylko spojrzeć i ocenić pokolenie współczesnych nastolatków, ukształtowanych przez otaczającą je rzeczywistość, przez pryzmat własnych, ale subiektywnych doświadczeń "młodych gniewnych" pokolenia lat osiemdziesiątych. Pokolenia, które tak naprawdę "obaliło komunę", chociaż zasługi przypisali sobie inni, odnosząc przy okazji wymierne korzyści. Byliśmy więcej niż dzisiejsza młodzież zaangażowani w politykę, nierzadko razem ze swoimi ojcami słuchający po nocach Radia Wolna Europa i Głosu Ameryki, po to, żeby wiedzieć więcej, niż mógł nam przekazać nauczyciel historii i czego nie było w cenzurowanych podręcznikach, książkach czy prasie. Kształtowała nas ciekawość historii Polski i nawet największe "nieuki", niechętni szkole i uczeniu się w ogóle, odczuwali potrzebę zrzucenia kurtyny zakłamania i komunistycznej propagandy. Musieliśmy odnaleźć się w rzeczywistości, która dzieliła  życie na dwie części  –  oficjalną, czyli niejako dedykowaną władzy i prywatną. Oficjalnie przecież - i to wcale nie z przymusu - czytaliśmy młodzieżową prasę, o którą było naprawdę trudno. Trzeba było naprawdę wcześnie wstać i ustawić się w kolejce do kiosku ( lub mieć zaprzyjaźnionego kioskarza), żeby kupić nowy numer "Razem","Filipinki"czy "Świata Młodych". O dziwo, w prasie młodzieżowej działania instytucji cenzury,  rozumiane jako wyrobienie u odbiorców odpowiednich  nawyków i przekonań, nie  były  zbyt widoczne, a ich istnienie nie było oczywiste. Można było nawet odnieść wrażenie, że gdyby czytelnik owych pism nie  posiadał wiedzy na temat  funkcjonowania w tym okresie cenzury,  a także zadań, jakie stawiano w PRL przed prasą, uznałby, że czyta czasopisma, których redakcje dysponowały pełną wolnością tworzenia, dobierania  tematów i informacji, które zwyczajnie młodego człowieka interesowały.  Dlaczego władza tolerowała ten sposób przedstawiania polskiej rzeczywistości w prasie młodzieżowej? Odpowiedź jest dosyć prosta –  w  latach osiemdziesiątych władza pogodziła się już z  tym, że polskie społeczeństwo zwyczajnie nie zniesie kolejnej dekady istnienia propagandy sukcesu tak odległej od szarej codzienności. Większości obywateli żyło się po  prostu źle, każdy musiał zmagać się z niedoborem podstawowych produktów żywnościowych oraz znaleźć sposób,  żeby poradzić sobie z fatalną sytuacją gospodarczą kraju. Nikt nie widział tego lepiej od nas - młodych, którzy , chociaż za "żelazną kurtyną", wiedzieli jak wygląda życie na Zachodzie - choćby z przemycanych, kolorowych tygodników, którymi handlowało się na bazarach.


Kiedy dziś widzę młodzież na jakiś "dniach Europejskich", czy podobnych spędach z cyklu "klimat" albo  'róbta co chceta", to przypomina mi się młodzież z TPPR  - Towarzystwa Przyjaźni Polsko - Radzieckiej. W moich czasach to był margines. Nie porównuję kierunków i celu, porównuję jedynie pewien "ciąg" do aktualnie panującej mody lansowanej w mediach mainstreamu. Wówczas,  jeżeli już ktoś w tym uczestniczył, to raczej się z takimi zapędami ukrywał, żeby nie być odrzuconym przez rówieśników. Wówczas dla wielu przynależność do TPPR, ZSMP czy nawet ZHP, była przyjmowana dosyć podejrzliwie, chociaż przynosiła korzyści i przywileje. Od dzisiejszej młodzieży byliśmy zdecydowanie bardziej samodzielni w ocenie rzeczywistości. Rozumieliśmy dużo lepiej, że albo ukształtujemy się w jakimś sensie sami, albo zostaniemy ukształtowani przez system, który a'priori odrzucaliśmy. Napisałem "w jakimś sensie sami" ale przecież nie odrzucaliśmy autorytetów, którymi byli dla nas rodzice, nauczyciele, księża czy przedstawiciele kultury, których dziś nazywa się celebrytami. Nienawidziliśmy ZOMO i obrzucenie milicyjnych nysek kamieniami, tej nienawiści dawało naturalne ujście. Często zafascynowani KPN-em, spędzaliśmy czas na przysłowiowym trzepaku, czy boisku, gdzie drzewa służyły za bramki. Wieczorami piliśmy wino i rozmawialiśmy o dziewczynach i o tym jak wyobrażamy sobie Polskę, kiedy już będziemy starzy. "Telewizor, meble, mały fiat, oto marzeń szczyt" jak śpiewał "Perfect". Z pewnością więcej było w nas otwartości, zaufania i szczerości niż u teraźniejszej młodzieży. Nie silono się na udawanie kogoś "lepszego". Jeżeli już, to "lepszość" tyczyła się wykształcenia, wiedzy czy oczytania  - niż np. dziś ubioru czy posiadania nowoczesnych gadżetów.

Lubię to! Skomentuj186 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo