W okopie rozsądku
Najpierw Cię ignorują. Potem śmieją się z Ciebie. Później z Tobą walczą. Później wygrywasz. /Gandhi Mahatma/
124 obserwujących
559 notek
1259k odsłon
  1545   8

Demokracja = Ochlokracja

Jako polityczny obserwator/widz sceny politycznej w Polsce i na świecie, przez całe lata nabyłem wiedzę, doświadczenie i wyrobiłem sobie twardy światopogląd, ale nie znalazłem odpowiedzi na zasadnicze pytanie polityczne: Czy demokracja jest najkorzystniejszym systemem politycznym? I szczerze pisząc wątpię, chociaż współczesny świat jest przekonany, że ów ustrój, który kształtował się przez wieki na drodze ewolucji, jest najlepszym systemem politycznym zapewniającym wszystkim ludziom takie sama prawa bez względu na pochodzenie, rasę czy wyznawaną religię. Jest właściwie nawet tak, że jeżeli wątpisz w zalety demokracji, to bądź pewien, że ktoś rzuci w twoim kierunku epitet: faszysta, nazista, komunista, monarchista (niepotrzebne skreślić) lub po prostu idiota.

                                 
Ale tu pojawia się pewien problem. Już Arystoteles - który idiotą nie był na pewno - był mocnym krytykiem ustrojów państw greckich. W demokratycznej zasadzie równości Arystoteles widział zagrożenie dla obywateli, ponieważ każdy ma taki sam wpływ na losy państwa bez względu na swoją wiedzę i umiejętności. W systemie demokratycznym bowiem, decyzje dotyczące najważniejszych spraw państwowych podejmowane są przez większość obywateli, którzy nie zawsze dysponują odpowiednią wiedzą. Najlepszym ustrojem politycznym  wg. Arystotelesa jest politeja, która łączy dwa ustroje: demokrację i arystokrację i jest możliwa do wprowadzenia w każdym państwie przy prawdopodobnie dużej akceptacji obywateli.


Dzisiaj ustroje dzielimy najczęściej bardzo prosto, żeby nie napisać prostacko. Jest albo demokracja, albo totalitaryzm. W uproszczeniu demokracja to podobno państwo otwarte i wolne, a totalitaryzm to państwo zamknięte i zniewolone. Co ciekawe, starożytni Grecy byli od nas sporo mądrzejsi i wyróżniali aż sześć ustrojów, z których trzy były "zdrowe", a trzy "zwyrodniałe". Ustrój "zdrowy" to taki, w którym cel bezwarunkowo nakierowany jest na wspólny pożytek. Jeśli natomiast celem był tylko pożytek jednostki, grupy czy nawet większości, to wówczas taki ustrój określano mianem zwyrodniałego. Na trzy sposoby ustrój może być zdrowy i na trzy sposoby może być zwyrodniały. Zdrowy ustrój to taki, w którym dla dobra wszystkich rządzi jeden (monarchia), albo rządzi jakaś grupa (arystokracja), albo gdy rządzą wszyscy (politeja). Kiedy natomiast jeden rządzi dla dobra własnego, to wówczas jest to ustrój zwyrodniały i nosi on miano tyranii, gdy dla dobra grupy rządzi grupa, to jest to oligarchia, a gdy dla dobra większości rządzi większość, to jest to demokracja. Zdrowymi ustrojami są więc: monarchia, arystokracja i politeja, zwyrodniałymi zaś: tyrania, oligarchia i demokracja. Proste jak budowa cepa.


Weźmy tak hołubione w demokracji prawo i wynikającą z niego tzw. praworządność. Tyle, że to prawo zostało przyjęte przez większość i w istocie miejsce prawa zajmuje uchwała. Uchwała zaś jest wynikiem woli większości, a nie rozumu. Lud - jako silniejsza większość - zdolny jest narzucić  prawo silniejszego, które pozostaje często w ostrej kolizji z autentycznym prawem opartym na sprawiedliwości i zgodnym z wymogami rozumu. Trudno zaprzeczyć twierdzeniu, iż w prawie uchwalanym mocą większości jest coś irracjonalnego. Arystoteles tłumaczy to w ten sposób, że w głosowaniu decyduje po prostu liczba, a nie rozum. A liczba w tym wypadku to wynik przypadku, dlatego głosujący często sami są zdziwieni efektami głosowania. Dzieje się tak z powodu kompletnego zdeformowania pojęcia równości, która dla demokracji jest kluczowa.


I tak wyborczy głos człowieka, który jest ukształtowany światopoglądowo, jest rozumny i świadomy swojego wyboru, ma identyczną wartość jak głos - z całym szacunkiem - zapijaczonego żula, dla którego cały świat ( polityka, prawo, światopogląd) zamyka się w butelce piwa. Absurd. W "naszej" demokracji równość bowiem opiera się tylko na liczbie ( 100 jest większe niż 90), pomijając zupełnie pojęcie równości oparte na wartości - która jest stosunkowa. Pociąga to za sobą dla państwa fatalne skutki. Jeżeli w państwie jest wielu biednych, głupich, wykształconych czy inteligentnych, to z tego faktu wcale nie wynika, że wszyscy są równi - wręcz przeciwnie. Z tego też tytułu nie można przykładać do nich miary równości liczbowej, lecz wartości - czyli głos człowieka mądrego więcej znaczy, niż głos człowieka mądrego inaczej lub po prostu chwilowo kierującego się emocjami. To ten pierwszy powinien mieć większy udział w państwie. Tymczasem w demokracji, bazując na jednoznacznie pojętej równości liczbowej, jednostki faktycznie zorientowane w sprawach państwa, ludzie mądrzy i inteligentni tak naprawdę objęci są ostracyzmem - w rozumieniu zderzenia z zasadą równości.

Lubię to! Skomentuj72 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo