W okopie rozsądku
Najpierw Cię ignorują. Potem śmieją się z Ciebie. Później z Tobą walczą. Później wygrywasz. /Gandhi Mahatma/
141 obserwujących
593 notki
1335k odsłon
  1569   3

Polska w potrzasku

Całe pasmo ostatnich wydarzeń dotyczących Polski wskazuje, że Unia - czytaj Niemcy - chcą ostatecznie rozwiązać problem który nazywa się Polska. Jesteśmy właśnie świadkami kolejnej z wielkich zdrad Zachodu. Biden "sprzedał" nas Niemcom za  przysłowiową czapkę gruszek, czyli za poprawę napiętych za Trumpa stosunków z UE, Niemcami i z Rosją. Już o tym pisałem - niestety bez zrozumienia - że jeszcze przed oficjalnym zatwierdzeniu Bidena na urząd prezydenta USA, niemiecka minister obrony, Annegret Kramp-Karrenbauer, złożyła ofertę resetu w relacjach z USA. Oznajmiła gotowość Berlina do wzięcia odpowiedzialności za pokój w Europie Wschodniej. Pani minister w tym przemówieniu sporadycznie zdarzało się przypominać o UE, ale całość wypowiedzi miała wydźwięk stricte bilateralny, niemiecko-amerykański. Berlin miałby być głównym partnerem Waszyngtonu w Europie, ale ciągle uznawać jego wyższość np. poprzez zależność od parasola atomowego, którego przyciski byłyby po drugiej stronie Atlantyku. Istotnym punktem jest odnowienie relacji handlowych, znoszenie ceł, aby równoważyć lub wypychać chiński przemysł zarówno z Europy jak i USA. W tekście jasno wybrzmiewa, że niemieccy decydenci zdają sobie sprawę, iż USA musi znaczną część swoich zasobów przenieść na Pacyfik, aby tam stawić czoła Państwu Środka.


Wzięcie odpowiedzialności za pokój w Europie Wschodniej (cokolwiek to oznacza) przez Niemcy brzmi jak ponury żart, ale jest faktem. Pamiętajmy o “Drang nach Osten”, bo dla Niemiec to wciąż sprawa kluczowa. A przecież pani Annegret Kramp-Karrenbauer to nie minister spraw zagranicznych, a minister obrony narodowej. Natomiast w sierpniu 2019 roku, w 80-tą rocznicę podpisania paktu Ribbentrop-Mołotow, Heiko Maas, czyli głowa niemieckiego MSZ, był w Rosji na oficjalnych rozmowach! Jednym z tematów jego rozmów musiała być Polska. Wygląda zatem na to, że Niemcy bardzo starannie i odpowiednio wcześnie przygotowali się do skonsumowania prezentu od Bidena. Polska to dla Niemców fajny sąsiad, ale pod warunkiem, że ów sąsiad jest słaby, najlepiej dodatkowo nękany na jak najobszerniejszej arenie międzynarodowej ( KE, Izrael, USA) , rozrywany wewnętrznie w niezliczonych podziałach, sabotowany przez totalną opozycję. Ponieważ ta ostatnia - pisząc oględnie - średnio sobie radziła, do Polski  wrócił Tusk. Coraz większa słabość rządu w Warszawie to istotny interes Niemiec, którym cierpliwość do "zbuntowanej" Polski po prostu się skończyła. Dla planów “Drang nach Osten” i skorzystania z prezentu Bidena zmiana rządu w Warszawie jest kluczowa. Niemcy wiedzą też doskonale, że "pisowski" rząd w Polsce manewru nie ma - sprawdziła się polityka kija ( ciągłe naciski KE w różnych sprawach) i marchewki ( środki unijne),  od której rząd Morawieckiego jest uzależniony jak narkoman od swojej działki.  Jeżeli dołożyć do tego coraz większą destabilizację na wschodniej granicy Polski ( wcale bym się nie zdziwił, gdyby był to efekt rozmów Heiko Mass w Moskwie), nasze zimnowojenne relacje z Rosją, utratę wpływów na Ukrainie i mało przyjazne relacje z  krajami bałtyckimi, to  całość można ocenić jako Polskę w potrzasku.


Ale zamiast tracić czas na lamenty, pora dorosnąć i dostrzec, że  ów potrzask był nieuchronny. Dla Niemiec Europa Wschodnia, wraz z Polska, ma być hinterlandem, zapleczem, półperyferią jądra UE. To do Paryża i Berlina mają emigrować stamtąd inżynierowie, doktoranci, ogólnie pracownicy; tam mają stać fabryki produkujące podzespoły do marek wyłącznie niemieckich i francuskich. Interwencja zewnętrznego gracza ( np. Chin) w zasoby Europy Wschodniej będzie niepożądana, dlatego UE roztoczy pewną polityczną egidę, która chronić będzie państwa pokroju Polski - czyli wy nam zasoby, my wam banany, ale niekoniecznie dobrego gatunku. Jest jeszcze Rosja, dla której "kurica nie ptica, Polsza nie zagranica". Relacje Rosji z Niemcami doskonale obrazuje historia.  Właściwie od samego początku, kiedy Prusy zaczęły zyskiwać na potędze, ich interes pokrywał się w dużej mierze z rosyjskim. Berlin-Moskwa to tandem, naprawdę, skuteczny. Po rozbiorach I RP doszło między nimi do konfliktu dopiero 119 lat później! Nie ma miejsca na niezależną Warszawę, gdy Berlin i Moskwa witają się w braterskim uścisku. Myślę, że nie trzeba tłumaczyć, jak groźny jest dla nas ten sojusz.


Niestety, wszyscy ci, którzy po wygraniu przez PiS wyborów w 2015 roku marzyli o w miarę wolnej, suwerennej i bogacącej się Polsce mogą swoje marzenia odłożyć na półkę. Najlepiej mało dostępną, bo być może w bliskiej i dalekiej przyszłości nie będzie  możliwości sięgania po taką pozycję. Rząd PiS został zapędzony w ślepy zaułek, z którego da się wyjść tylko na dwa sposoby: albo całkowicie ugiąć się pod żądaniami Niemiec, czyli dobrowolnie założyć sobie stryczek na szyję, albo wszcząć procedurę POLEXITU, co wiąże się z całą skomplikowaną procedurą z referendum o wyjściu z Unii na czele. Każda z tych opcji oznacza nawet nie wyborczą porażkę, ale wręcz klęskę. W pierwszym wypadku zadecydują konserwatywni i prawicowi wyborcy PiS, którzy uznają, że partia Kaczyńskiego zdradziła i ich samych i ideały, które wyniosły PiS do władzy, w drugim katami będą wyborcy umiarkowani, którzy nie wybaczą próby wyjścia z Unii. Jeżeli jutro Morawiecki ogłosi, że pora na referendum o POLEXIT, rozpocznie się taki polityczny i medialny zgiełk, że amerykańska nagonka na Trumpa okaże się niewinną i głupią igraszką. Wygląda zresztą na to, że Morawiecki z Kaczyńskim już wybrali opcję pierwszą,  skłaniając się ku akceptacji żądań TSUE I KE, co oznacza kapitulację, bo tak trzeba rozumieć stworzenie precedensu prawnego akceptującego w praktyce wszelkie roszczenia tych instytucji za prawnie obowiązujące. Jak napisał na Facebooku prezes Marszu Niepodległości, Robert Bąkiewicz," Tylko narody bez godności mogą poddać się tak uwłaczającemu szantażowi". Na dodatek PiS jak pijany płotu trzyma się narracji covidowej i szczepionkowej, co stanowi ostatni gwóźdź  do swojej trumny.
 
 
Jak już napisałem wyżej, obecna sytuacja była nieuchronna. Ale można było w niej wiele wątków przewidzieć i niektóre zdusić w zarodku. Nie ma już sensu wylewać krokodylich łez nad polską dyplomacją - widmem, ale po raz kolejny w historii Polski okazało się, że budowanie całej polityki na fundamencie dalekich sojuszy jest zgubne i złudne. Polityka Trumpa gwarantowała Polsce względny spokój ze strony Niemiec, które w takim układzie mogły prowadzić tylko wojenkę podjazdową  - nadejście Bidena otworzyło Niemcom wielki front wojny “Drang nach Osten”. I nawet, kiedy PiS jakimś cudem utrzyma władzę po wyborach, to jednego możemy być pewni: nic już w polityce PiS nie będzie takie same. Potrzask niesie bowiem  poważne konsekwencje.
 




Lubię to! Skomentuj111 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka