W okopie rozsądku
Najpierw Cię ignorują. Potem śmieją się z Ciebie. Później z Tobą walczą. Później wygrywasz. /Gandhi Mahatma/
144 obserwujących
611 notek
1376k odsłon
  6208   22

Duch Spinelliego, czyli wszyscy wszystko wiedzą

Gdyby nie wczorajsza debata w Parlamencie Europejskim, nie miałbym bladego pojęcia, że w tym unijnym cyrku mandatem europosła legitymuje się aż tylu idiotów, pogubionych w meandrach podstawowych faktów, określeń i definicji dotyczących unijnej Europy i unijnej Polski. Hiszpańska komunistka broni emerytur dla polskich eSBeków, niezrównoważony Belg grozi Polsce rozbiorami, Niemiec o fizjonomii wielkiego mistrza krzyżackiego definiuje polskich patriotów, a sama niemiecka Przewodnicząca Komisji Europejskiej mówiła, że ostatnio to stan wojenny (Jaruzelskiego) niweczył walkę o niezależne sądy, słowem: nieustający, wszechobecny bełkot o praworządności, nigdzie nie zdefiniowanej, o rzekomych europejskich wartościach.

Nie sposób wyliczyć wszystkich bredni, które w tym żałosnym cyrku dało się usłyszeć. Usłyszeliśmy więc znów o wydumanym polexicie, o "ścieżce totalitaryzmów i agresji”, którą rzekomo idzie rząd w Warszawie, o "odmawianiu kobietom prawa do wolności seksualnej” (sic!). Domagano się od szefowej Komisji Europejskiej, by ta wreszcie wyciągnęła konsekwencje wobec Polski i zmierzała do niewypłacania należących się nam środków. Zresztą  Ursula von der Leyen pozwalała sobie na karygodne uwagi – o nieuznawaniu polskiego Trybunału Konstytucyjnego, braku w Polsce niezawisłych sądów, czy wykładając nam naszą historię. Szkoda, że nie zająknęła się o tym, kto wielokrotnie próbował nasz naród upodlić, zgnębić, zdeptać. Kto jest winien milionów mordów, a do dziś nie chce wziąć na siebie pełni za nie odpowiedzialności. Osobny rozdział to wystąpienia renegatów z Polski, niemających nawet cienia przywiązania do własnego kraju. A już wyjątkowo obrzydliwe były pouczenia wobec rządu Mateusza Morawieckiego wypowiadane przez "starych komuchów” Leszka Millera, Włodzimierza Cimoszewicza czy Marka Belkę.


Z wielu powodów nie jestem ostatnio jakimś oddanym bezkrytycznie zwolennikiem Mateusza Morawieckiego. Jednak w zderzeniu z tym "jewropejskim" motłochem  w drogich kreacjach i garniturach, polski premier wypadł jak profesor wśród bardzo źle przygotowanych studentów, celnie punktując i pacyfikując całą antypolską narrację nieuków. Kto po przemówieniu Morawieckiego nie przyjął polskich argumentów, ten po prostu nie chce ich przyjąć, ma w sobie złą wolę uderzenia w Polskę i uczynienie z niej peryferii unijnego superpaństwa. Bo w całej tej brudnej grze idzie właśnie o europejskie superpaństwo, które formalnie powstać nie może, bo na razie nie ma na to szans, ale właścicielom Unii wcale to nie przeszkadza. Pod płaszczykiem uprawnień, praw człowieka i pseudowolności realizuje się plan komunisty Spinelliego. Unia Europejska zmierza w jasno określonym kierunku , o którym wszyscy wszystko wiedzą, a ci, którzy nie wiedzą, to prawdopodobnie udają że nie wiedzą.


W 2004 roku Polska wstępowała do Wspólnoty Europejskiej, nazywaną już powszechnie w prasie i nawet w wewnętrznych dokumentach Unią Europejską, choć ta osobowość prawną uzyskała później, po Traktacie z Lizbony (2007). Jak zwał, tak zwał, na pewno przyjęto nas do konfederacji suwerennych państw Europy. Lata mijają i obywatele RP, którzy w referendum głosowali za wstąpieniem do UE mogą zacząć cierpieć na dyskomfort dysonansu poznawczego. W głosach docierających z Brukseli – oprócz zwyczajowego zapewniania, że w UE będziemy żyli zdrowi, we wzajemnym szacunku , z szczególnym uwzględnieniem szacunku do mniejszości i coraz bogatsi – na czoło zdaje się wybijać wartość jedności. I nie wygląda na to, że postulowana jest jedność w wielości, raczej odwrotnie.


Wiele wyjaśnia obrazek znad głównego wejściem do gmachu Parlamentu Europejskiego: widnieje tam duży napis: "Altiero Spinelli”. Mogłoby się wydawać, ze na pewno imię i nazwisko kogoś, kto musiał położyć ogromne zasługi dla Unii. Inaczej takiego napisu w takim miejscu by nie było. Altiero Spinelli, jak podaje Wikipedia, urodził się w rodzinie o tradycjach socjalistycznych, czyli marksizm wyssał z mlekiem matki. W wieku 17 lat wstąpił do Włoskiej Partii Komunistycznej, z której go wyrzucono za odchylenie trockistowskie. W 1941 roku wraz z socjalistą Ernesto Rossim napisali "Manifest na rzecz Europy Wolnej i Zjednoczonej” zwany powszechnie "Manifestem z Ventotene”. Nad wcieleniem tez z Manifestu w życie Spinelli pracował do śmierci w 1986 roku. Po czym poznać marksistę w mowie i piśmie? Po tym, ze nie ma wątpliwości. Ciąg faktów historycznych układa mu się w "naukowy” opis praw historii, konieczności dziejowych itp., z których, jak leczenie dżumy cholerą, wynika naprawa świata dla szczęścia przyszłych pokoleń. Fakty nie pasujące do „naukowej” analizy się starannie pomija. Ale w końcu dochodzimy do clou: Kwestia, która musi być rozwiązana jako pierwsza, bo bez niej wszelki postęp w innych dziedzinach będzie jedynie pozorny, to zniesienie podziału Europy na suwerenne państwa narodowe.

Lubię to! Skomentuj180 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka