Widzę, słyszę, myślę...
Mieszkam w Poznaniu. Jestem Polakiem.
150 obserwujących
674 notki
1532k odsłony
  19171   15

Panie Kaczyński, ta karczma Rzym się nazywa

" Ale zemsta, choć leniwa,

Nagnała cię w nasze sieci;

Ta karczma Rzym się nazywa,

Kładę areszt na waszeci."


W listopadzie 2020 napisałem jedną z ostatnich swoich notek o tematyce politycznej. Był to - w moim mniemaniu - "porządny" artykuł o Jarosławie Kaczyńskim, w którym starałem się oddać "cesarzowi, co cesarskie, a Bogu, co boskie". Napisałem m.in tak: "Rok 2015. Polska szykuje się do wyborów - najpierw  prezydenckich, chwilę później parlamentarnych. Ale człowiek, który zbudował jedną z głównych formacji politycznych w Trzeciej Rzeczpospolitej i doprowadził w tych wyborach do niekwestionowanego tryumfu swojej formacji, przełamując utwardzone rządy PO/PSL, musiał chować się przed wyborcami w przysłowiowej szafie, żeby nie wystawiać się na widok publiczny.  Każdy jednak musi przyznać, że zniósł to godnie i w sposób budzący szacunek. Z pełną premedytacją pozwolił, że twarzami PiS, ikonami "dobrej zmiany" zostali Beata Szydło i Andrzej Duda. Ale to nie znaczyło, że będąc w "szafie" nie trzymał swoich ikon na mniej lub bardziej długiej smyczy. Paradoks tamtego Kaczyńskiego polegał bowiem na tym, że PiS nie mógł zwyciężyć na czele z Kaczyńskim, ale też nie mógł istnieć bez Kaczyńskiego krótko trzymającego cugle partii i całego szerokiego politycznego obozu prawicy"


I dalej: Wygląda jednak na to, że prezes wraca do punktu wyjścia, czyli przełomu 2014/2015. To nie jest dobra wiadomość dla Polski, bowiem mając gdzieś z tyłu głowy słynny bon mot Millera, że nie ważne jak mężczyzna zaczyna, a ważne, jak kończy, tak kończący Kaczyński ciągnie w dół całą swoją formację. A prezesa nie da się - jak 2015 roku - schować do szafy i zaśpiewać "Polacy nic się nie stało". Z całą mocą wraca paradoks - PiS z Kaczyńskim prawdopodobnie niczego już nie wygra, natomiast bez Kaczyńskiego podobno istnieć nie może.

Zakończyłem:  Istnieje indiańskie powiedzenie, które mówi, że "nie usłyszysz węża, ale usłyszysz cały las, który cię o nim poinformuje”. Bardzo podobnie jest z kryzysem. Ciężko go przewidzieć, jednak uważny obserwator zauważy pojawiające się w otoczeniu symptomy, świadczące o zbliżających się trudnościach. To nie kryzys definiuje wartość partii, ale to jak sobie z nim radzi jej szef. Jarosław Kaczyński nie poradził sobie z nim ww 2007 roku. (...) Nie wolno bowiem porzucać elektoratu, który już był i trwał - mimo, że nie jest łatwo być "wyznawcą" PiS. Nie wolno temu elektoratowi wciskać propagandowego kitu, polegając na coraz bardziej najaranym "paskowym" w TVP. Nie wolno wreszcie drugi raz wchodzić do tej samej rzeki, której nurt raz już pisowską łódź wywrócił. (...) Zarządzanie kryzysem to sztuka która obca jest i prezesowi i jego pieczeniarzom, chociaż sami uważają, że świetnie się na tym znają. Las szumi, kipi ostrzegającymi odgłosami przed pełznącym wężem. A Jarosław Kaczyński wciąż myśli, że go przechytrzy i skończy jako lubiany polityczny lider, który dobrze zmienił Polskę.


W tak zwanym międzyczasie Prezes przegrał prawie wszystko, co było do przegrania. O rekonstrukcji i  tak naprawdę uwaleniu arcyważnej reformy sądownictwa, która utknęła na poziomach personalnych, nawet nie ma co wspominać. Ale sztandarowe inwestycje jak choćby mityczny już CPK, który wciąż jest na etapie planów, brak  postępu w budowie dróg, modernizacji kolei, czy leżący na łopatkach program przeciwdziałający wykluczeniu komunikacyjnemu, to już nawet nie porażki - to klęski na miarę Waterloo. A co z polonizacją przemysłu i mediów? Energetyka i budownictwo mieszkaniowe? Zapowiedzi i plany... skąd to znamy?

Ale skoro wszystko to stanowi Waterloo Kaczyńskiego, to co powiedzieć o tym, że karygodne traktowanie polityki zagranicznej stworzyło z Polski swojego rodzaju chłopca do bicia przez KE i TSUE? Jak ocenić, że na dziś Polska jest przedmiotem dowolnej rozgrywki między Niemcami a Rosją, naiwną dziewczyną wykorzystaną przez USA, osamotnionym skansenem czegoś między okrągłym stołem, a państwem z gówna i liści? Rzeczpospolitą post- komunistycznych oligarchów i "postępowego" draństwa, chcącego z chrześcijańskiej Polski uczynić kraj - burdel, czyli róbta co chceta. Upadek pewnych wartości, które stanowiły fundament Polski są  aż nadto widoczne, nic nie wskazuje, że ten trend da się odwrócić. Oczywiście, nie jest to wyłącznie wina Kaczyńskiego i PiS, ale grzech zaniechania, braku spójnej, pro-polskiej i sensownej polityki niewątpliwe jest faktem.


Kiedy pisałem wspomniany już artykuł, zastanawiałem się, czy PiS będzie wciąż grał na wygranie następnych wyborów, czy raczej znajdzie się w pozycji survivalowej, czyli skupi się na walce o przetrwanie. Odpowiedź wciąż jest nieoczywista, bo z jednej strony Jarosław Kaczyński nie ma już żadnych argumentów wyborczych, z drugiej ostatnią ( i jedyną ) kartą Kaczyńskiego jest ... pandemia. Prezes PiS wie doskonale, że pandemia albo okaże się jego wielkim atutem, asem w rękawie na wybory, albo jego gwoździem do politycznej trumny.

Lubię to! Skomentuj309 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka