kemir kemir
1404
BLOG

Dwa pontyfikaty.

kemir kemir Religia Obserwuj temat Obserwuj notkę 39

W wielkanocny poniedziałek przypada 13. rocznica śmierci papieża Jana Pawła II. Przed jego grobem w bazylice Świętego Piotra dziś, ale także każdego dnia, modlą się tysiące pielgrzymów. Hołd oddają papieżowi wierni przybyli do Rzymu na Święta, wśród nich wielu Polaków. Każdy dzień jego pontyfikatu wyznaczał drogę wiodącą do konkretnego człowieka, po to, żeby na oścież otworzyć drzwi Chrystusowi. Jan Paweł II zmienił serca milionów ludzi i zmienił oblicze świata. Pontyfikat jego nazywany jest niezwykłym, wyjątkowym, wielkim. O Janie Pawle II nie ma potrzeby pisać niczego więcej - był człowiekiem niezwykłym, wielkim, niezapomnianym i powszechnie szanowanym.

Wspomnienia o Janie Pawle II nasuwają natomiast różnego rodzaju  porównania z obecnym papieżem Franciszkiem. Po pięciu latach pontyfikatu Franciszka, można napisać, iż kontrowersje budzi zarówno osoba samego Franciszka jak i jego pontyfikat - jakże odmienny od pontyfikatu Jana Pawła II.  Zwolennicy Franciszka nazywają go prorokiem, zagorzali krytycy – heretykiem. Zadziwia świat, rezygnując z mieszkania w papieskich apartamentach, obmywając nogi muzułmance i transseksualiście czy wygłaszając zdumiewające słowa np. o tym, że piekło nie istnieje. Te słowa papieża Franciszka zostały opublikowane w gazecie "La Repubblica" przez dziennikarza, który deklaruje się jako niewierzący. Redaktor miał usłyszeć zadziwiające słowa od papieża podczas prywatnej rozmowy. - Osoby, które wierzą, trafiają do nieba. Dusze wyrażające skruchę również znajdą się przed boskim obliczem. Natomiast ci, którzy odwracają się od Boga, po śmierci znikają. Nie ma kary - miał powiedzieć Ojciec Święty. Słowa, które wypowiedział papież zaprzeczałyby nauce Kościoła - podkreślają watykańskie media. Oficjalnie informacje podane przez "La Repubblikę" zostały zdementowane. Z kolei 94-letni dziennikarz ujawnił, że nie nagrywa wywiadów, ponieważ ma doskonałą pamięć.

Nawet jeżeli przyjąć, iż był to językowy lapsus Franciszka, to trzeba zauważyć, że takich lapsusów w jego wypowiedziach jest dużo więcej. Głośne były wypowiedzi Franciszka dotyczące globalnego ocieplenia, burzę wywołały jego słowa, że Boga można różnie odbierać czy postrzegać, dla jednych będzie on energią, dla innych Ojcem, a jeszcze dla innych kimś, kto nas chroni.

Bóg energią? Ale prawdziwa burzę spowodowała adhortacja papieska „Amoris laetitia”, którą otwarcie skrytykował znany filozof katolicki i bioetyk prof. Josef Seifert. Seifert, w wywiadzie dla portalu "OnePeterFive" przyznał, że gdy jego przyjaciel i intelektualista Rocco Buttiglione uświadomił mu, w jaki sposób adhortacja papieska „Amoris laetitia” może zostać wykorzystana do obalenia katolickiej nauki zabraniającej antykoncepcji, to mocno nim wstrząsnęło. W opublikowanym artykule zatytułowanym „Does pure logic threaten to destroy the entire moral Doctrine of the Catholic Church?”, Seifert nazwał „Amoris laetitia” „teologiczną bombą atomową”, która ma potencjał do zniszczenia całego nauczania moralnego Kościoła.

Z kolei na łamach włoskiego dziennika "Corriere della Serra" opublikowano długi wywiad z kardynałem Camillo Ruinim. Mówiąc o obecnym pontyfikacie kardynał wyraził obawę o to, by nie skupiać się na zagubionych owcach kosztem owiec wiernych.
- Proszę Pana, by nieustanne poszukiwanie zagubionych owiec nie postawiło w trudnej sytuacji sumień owiec wiernych – powiedział dosłownie kard. Camillo Ruini, odpowiadając na pytanie o obecny pontyfikat papieża Franciszka. Samego Ojca Świętego kardynał określił zarazem jako „osobę wielkiej wiary, która daje wszystko, co ma. Kardynał nie powiedział, co dokładnie miał na myśli, mówiąc o stawianiu w trudnej sytuacji wiernych owiec Kościoła. Komentujący wywiad dziennik „Il Foglio” przekonuje, że kardynał musiał mieć na myśli różne dwuznaczne wypowiedzi Ojca Świętego, choćby tych dotyczących islamu czy fundamentalizmu religijnego, a także narastającego pomieszania we włoskim Kościele, który Ruini zna doskonale.

Pięć lat temu mówiono, że najważniejszym celem nowego pontyfikatu ma być reforma Kurii rzymskiej oraz walka z „nieprawidłowościami”, które zagnieździły się w samym sercu Kościoła (czytaj: w Watykanie). Wśród tych ostatnich – nie bez przyczyny – wymieniano grasującą po różnych dykasteriach i kuriach „lawendową mafię”, czyli swojego rodzaju homolobby. Po pięciu latach już wiadomo, że żadnych strukturalnych zmian w Kurii rzymskiej nie ma. Trudno zresztą powiedzieć, czy należy traktować to jako coś, czym  należy się specjalnie martwić, ale wiadomo już, że nie chodzi o uzdrowienie Kurii rzymskiej, czy większą przejrzystość watykańskich finansów, ale o "nową fazę recepcji Soboru” - czyli zmianę paradygmatu Kościoła – jak określają najważniejsze cele pontyfikatu Franciszka jego najbliżsi doradcy z Niemiec -kardynałowie W. Kasper i R. Marx.  Niektórzy twierdzą nawet, że intencją Franciszka jest dokonanie tak rozległych zmian w Kościele, że staną się one nieodwracalne.

Można zapytać w tym miejscu: a kimże on jest, aby dokonywać takich zmian? Przecież żaden papież nie jest właścicielem Kościoła, nie jest jego twórcą. Twórca jest tylko jeden – Ten sam, teraz i na wieki. Jeśli można mówić o zaletach obecnego pontyfikatu, to jest właśnie ta – żywsza świadomość, że Kościół jest święty przede wszystkim dlatego, że został założony przez Jezusa Chrystusa, a nie przez św. Piotra i jego następców.

Prawdziwą "bombą" dla pontyfikatu kontrowersyjnego Franciszka może okazać się książka „The Dictator Pope” („Papież dyktator”). Jej autor ukrył swoje nazwisko pod pseudonimem Marcantonio Colonna, nawiązując do admirała włoskiej floty podczas najkrwawszej w historii, morskiej bitwy pod Lepanto w 1571 roku.

Książka Colonny to bomba wielkiego kalibru  – już nie chodzi o spór teologiczny, ani też o pojedynczy, krytyczny artykuł. To ostry, konsekwentnie i z pazurem przeprowadzony atak na cały pontyfikat. Autor „The dictator pope” nie pozostawia żadnych złudzeń co do oceny Franciszka. Pod maską genialnego człowieka ludu skrywa się dyktator, który rządzi za pośrednictwem strachu. By uniemożliwić i odwrócić reformy, jakich od niego oczekiwano, zawarł on przymierze z najbardziej skorumpowanymi urzędnikami watykańskimi. Według Colonny prawdziwy Franciszek jest całkiem inny niż jego wizerunek, stworzony na potrzeby postępowej opinii publicznej. Ten prawdziwy jest po prostu żądnym władzy i nieznającym ograniczeń tyranem, który nie waha się używać intryg, podstępu i szantażu. Jest typowym produktem argentyńskiego peronizmu, uosobieniem południowo -amerykańskiego stylu rządów. Z jednej strony jest zręcznym populistą, przedstawiającym się jako reprezentant świata ubogich i biednych, z drugiej pozbawionym skrupułów graczem o władzę. Napisać, że gdyby wizerunek naszkicowany przez Colonnę okazał się prawdziwy to zrujnowałby on pozytywny obraz Franciszka, to nie napisać nic.

Jednym w arcyważnych wątków w książce Colonny jest informacja o tym, iż Watykan podobno nie tylko duchowo wspierał podczas kampanii prezydenckiej w USA przeciwników Donalda Trumpa, ale też finansowo pomógł Hilary Clinton. Gdyby okazało się to prawdą, gdyby faktycznie choćby część watykańskich pieniędzy miała wylądować na kontach demokratycznej kandydatki na prezydenta Ameryki, zaprzysięgłej liberałki, zwolenniczki dopuszczalności aborcji, ślubów homoseksualnych i eutanazji na życzenie, trudno wyobrazić sobie potencjalne skutki takiego skandalu. Ciekawe są także książkowe doniesienia na temat tzw. mafii z Sankt Gallen. Chodzi o grupę postępowych i liberalnych kardynałów, którzy już pod koniec pontyfikatu Jana Pawła II rozpoczęli regularne spotkania na zaproszenie biskupa St. Gallen, Ivo Fuerera, starając się przygotować strategię, która doprowadziłaby do wyboru liberalnego papieża. Ich celem było zablokowanie wyboru Josefa Ratzingera i znalezienie kandydata, który otworzyłby doktrynę etyczną katolicyzmu na prądy liberalne. Jest w tym wątku niezaprzeczalnym faktem, iż jednym z głównych rzeczników wyboru Franciszka był stały uczestnik spotkań w St. Gallen, belgijski kardynał Gotfried Daneels, oskarżony o wieloletnie tuszowanie afer pedofilskich w Kościele. Ten sam Daneels pojawił się na balkonie papieskim tuż po ogłoszeniu wyboru Franciszka.

Wiedziałem, kim był Jan Paweł II - nie wiem kim jest Franciszek... Być może jest bardziej genialny od swojego wielkiego poprzednika ( pomijąc krótki pontyfikat Benedykta XVI) i jest potrzebnym Kościołowi reformatorem, którego na teraz nie potrafię zrozumieć. Może dlatego trafiały do mnie nauki i słowa Jana Pawła II, a słowa Franciszka budzą skrajne emocje. Jedno tylko jest pewne - zmieniają się głowy Kościoła, ale Bóg był i jest taki sam, niezmienny. Dlatego cokolwiek w przyszłości zrobi ten czy inny Papież, jakiej nowej nauki by nie ogłosił, to jeżeli będzie sprzeczna z nauką Boga, wówczas mam prawo uznać jego nauki za kłamstwo lub odstępstwo, o którym jest mowa w Apokalipsie.

kemir
O mnie kemir

Z mojego subiektywnego punktu widzenia jestem całkowicie obiektywny.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (39)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo