Tak w kontekście mojej ostatniej wizyty w instytucji Poczty Polskiej - stwierdzam jednak, że nie.
Poczty Polskiej nie da się sparaliżować będąc hakerem, gdyż w zasadzie, poza wymianą koni i dyliżansów na furgonetki diesla - od XV. wieku niewiele się w tej szacownej instytucji zmieniło.
W zasadzie - jak stwierdziliśmy ostatnio z kolegą moim, Adasiem, z poczty różne urządzenia znikają. Zniknęły lakownice. Zniknęły np. tzw. rozmównice telefoniczne, z których dobiegały zwykle wrzaski, próbujących przewalczyć niemożności infrastruktury socjalistycznego telekomu, którym onegdaj - zawiadywała właśnie poczta: "Mońki?! Czy to do cholery Mońki?!"

Z naszej poczty dzielnicowej zniknęła też rzecz absolutnie kultowa, jak ustaliliśmy. Była ona przynajmniej taką, gdy byliśmy dzieciakami. Mianowicie wewnętrzna poczta pneumatyczna - czyli pionowa rura podłączona do pionowo przykręconego do ściany odkurzacza Czajka, przy okienku paczek. Pani ładowała w rurę jakieś tam kwity, umieszczone w specjalnym pocisku, uruchamiała odkurzacz i... z wyciem startowało to gdzieś tam, do góry, w pocztowy kosmos.
Oglądanie tego oczami małego chłopca - dostarczało przeżyć niezwykłych.
Dziś na poczcie pozostały jedynie baby w okienkach i sporadyczne sekwencje głośnego stemplowania przesyłek. Pozostały też nieustające kolejki o dowolnej porze. Myślę, że ta instytucja jest absolutnie hackerproof.
Bo nawet te ich okienkowe komputery, są z jakiejś nieinternetowej epoki :)




Komentarze
Pokaż komentarze