Motocykliści są najbiedniejszymi i najbardziej zagrożonymi użytkownikami polskich dróg, jak możemy się dowiedzieć z akcji "Motocykle są wszędzie.. Patrz w lusterko" zorganizowanej przez internetowe forum użytkowników motocykli, a także - jak wynika z logo na plakatach, członków krajowego "gangu" motocyklowego OUTLAWS POLAND (Outlaw - wyjęty spod prawa).
Głównym motywem logo - uwaga! - jest trupia czaszka!

O akcji dowiedziałem się, kontemplując naklejkę na zderzaku jakiejś zdezelowanej Omegi i jej monumentalny kretynizm poraził mnie na tyle, że postanowiłem wytropić ją w necie. Nie było problemów :) Akcja - jak czytamy, została zapoczątkowana w sezonie 2006, przez narastającą ilość wypadków drogowych z udziałem motocyklistów. W których najczęściej zostało wymuszone na nich pierwszeństwo, bądź tłumaczenie się kierowców samochodów tym, że nie zauważyli motocykla. (Potwierdzam! Nieopodal mego miejsca zamieszkania kobieta wymusiła Fordem Escortem, włączając się do ruchu, pierwszeństwo na jadącym główną prostą motocykliście. Jadącym, jak się później okazało 160-170 km/h. Zginęli oboje.)
Tym samym dowiadujemy się, że ci zaszyci w skóry, wytatułowani twardziele, którzy swe kluby chrzszczą nazwami "Wyjęci spod prawa" latający na 200 konnych scyzorach, które w 8 sekund rozpędzają się do 200 - to lękliwe duszyczki drżące przy każdym wyjeździe z domu o życie! Paradne! A cóż za organizacja!
Miłośniczka jednośladów prezentująca na dzień dobry gościnnie swe szeroko rozwarte krocze w skórzanych sztanach, na której blog trafiłem idąc tropem akcji pisze: "nie ma nic co kręci mnie bardziej, niż ten chlust adrenaliny". Ten chlust zapewne uwalniany jest gdy rozpędza się do setki w 15 sekund starannie rozglądając, czy nie grozi jej jakiś szalony, nierozważny ryzykant w Daewoo Tico, usiłujący po godzinie 16-stej, ze Ślężnej włączyć się do Karkonoskiej, kończąc przy tym lekturę kolejnego rozdziału biblii satanistycznej.
Że też ja, gdy w słoneczny letni dzień jadąc trzypasmową trasą wlotową do miasta zostałem staranowany przez wyjeżdżającego z hurtowni TIRA z przyczepą - nie założyłem jakiegoś stowarzyszenia poszkodowanych! Bo jeśli "Motocykle są wszędzie" - to co, na Boga, powiedzieć o samochodach osobowych? A o pieszych w miastach? Ilu ginie na drogach kierowców osobówek, na których wymuszono pierwszeństwo? A ilu tych, idących na własnych nogach? Ja głupi myślałem do niedawna, że niemal każdy kto nie siedzi 2,5 m nad ziemią powożąc "Skakanką" obciążoną 25 tonami frachtu - walczy na polskich drogach o życie. Tymczasem, co mnie nawet mile połechtało, jestem największym zagrożeniem dla tych, których uważałem do tej pory, za najbardziej zluzowanych, wolnych herosów, którym dalekie są wszelkie troski tuziemskiego życia, poza może zakupem kolejnych gum do palenia.
Kończąc stwierdzę jedynie: gówno mnie obchodzi gdzie są motocykle - jeśli nie są tam gdzie dopuszcza to prawo o ruchu drogowym i w danej chwili zdrowy rozsądek. Warto jeszcze chyba przypomnieć, że dziś jazda na motocyklu - to 100% zbytek i adrenalinowa rozrywka dla zainteresowanych, porównywalna swym sensem np. do skoków na bungee.
I nikomu nie ubędzie, a wręcz przeciwnie - jeśli byście zniknęli z polskich dróg w ogóle. Szczególnie, że odsetek kretynów wśród was - jest, co zaryzykuję stwierdzić apriori, wielokrotnie wyższy niż, wśród użytkowników Fiatów Cinquecento i Daewoo - razem wziętych.
P.S. Pokuszę się o mały research, czy amerykańscy członkowie Hells Angels też robili takie akcje.
Proponuję Wam także powołanie społecznego ruchu na rzecz montowania kolejnych fotoradarów!





Komentarze
Pokaż komentarze (6)