Tym cyklem publikacji, przygotowanym we współpracy polskich i ukraińskich dziennikarzy, rozpoczynamy opowieść o początku i końcu politycznego życia mera Lwowa Andrija Sadowego.
W 2006 roku zespół Sadowego, właśnie z pomocą polskich specjalistów od marketingu politycznego oraz – jak podejrzewa się w kręgach politycznych – dzięki finansowemu udziałowi w kampanii wyborczej zbliżonego do Putina rosyjskiego miliardera, pochodzącego ze Lwowa Mychajła Fridmana, wieloletniego przyjaciela Sadowego, doprowadził go do władzy w najważniejszym mieście zachodniej Ukrainy. Przez ten czas faktycznie stał się «wiecznym merem», na którego lwowianie głosowali w kolejnych wyborach.
Minęło 20 lat i tron się zachwiał – od Sadowego odwrócili się jego najważniejsi dotychczasowi partnerzy. Mer Lwowa stracił szansę na zwycięstwo w kolejnych wyborach na mera. Dlaczego do tego doszło, jaką rolę odegrały w tym skandal wokół Lwowskiej Fabryki Autobusów, zakładu przetwarzania odpadów i afery gruntowe oraz kto ma dziś największe szanse stanąć na czele miasta o wyjątkowym znaczeniu historycznym i symbolicznym dla Polski – o tym we wspólnym polsko-ukraińskim materiale.
A Lwowska Fabryka Autobusów nadal tam stoi
W 2022 roku Andrij Sadowy zaproponował nacjonalizację budynków znajdujących się na terenie Lwowskiej Fabryki Autobusów. Jak mówił, na bazie zakładu ma powstać miejski park przemysłowy, który może stać się główną lokalizacją produkcji samochodów elektrycznych.
Nawet zapewnienia o zainteresowanych inwestorach nie przekonały lwowian o szczerości słów mera. Zakład już od lat 90. należał bowiem do rosyjskiej struktury Ihora Czurkina. Rosjanie w istocie niszczyli legendarny LAZ – majątek zakładu wyprzedawano, produkcję ograniczano, a przedsiębiorstwo doprowadzono do sztucznego bankructwa i wielomilionowych długów wobec pracowników oraz państwa.
A Sadowy? Z Czurkinem łączyły go świetne relacje zawodowe. Dziś jednak, kiedy wiatr powiał w inną stronę, a Czurkin znalazł się na celowniku ukraińskich organów ścigania, Sadowy nagle zmienił barwy i zaczął krytykować swojego niedawnego «kumpla». Między wierszami mer przyznawał, że wcześniejsze decyzje rady miejskiej dotyczące przyznawania środków czy wspierania struktur Czurkina były błędne.
Historia przyjaźni Sadowego z rozmaitymi rosyjskimi «inwestorami» w ogóle zasługuje na osobną rozmowę. Na razie przypomnijmy tylko kilka wydarzeń, które mogą świadczyć o tym, że władzom Lwowa nigdy szczególnie nie zależało na produkcji w LAZ-ie. Jedyną rzeczą, która naprawdę zawsze interesowała Sadowego, była lwowska ziemia.
Lwowska Fabryka Autobusów uchodziła niegdyś za największe przedsiębiorstwo swojej branży w Ukrainie. Zakład zajmował ogromny teren, który z czasem stawał się coraz mniejszy – od strony Chutoriwki wyrasta zabudowa mieszkaniowa i biurowa, a od strony ulicy Stryjskiej powstał kompleks z restauracjami i biurami. Na pozostałej części terenu zakładu, gdzie kiedyś odbywała się produkcja, większość budynków jest częściowo zrujnowana.
Najbardziej intensywne przejmowanie terenów fabryki autobusów miało miejsce właśnie za kadencji mera Sadowego. Zamiast znaleźć niezbędne inwestycje i dać dawnemu przemysłowemu gigantowi drugie życie, Sadowy postąpił znacznie sprytniej, dostrzegając w tych ogromnych terenach przede wszystkim możliwość własnego zysku, a nie tysiące miejsc pracy dla lwowian i wpływy podatkowe do lokalnego budżetu.
LAZ został umiejętnie doprowadzony do bankructwa przez rosyjskich «przyjaciół mera», a na jego terenie zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Jeden z największych pożarów na terenie zakładu wybuchł we wrześniu 2022 roku, kiedy ogień objął ponad 2000 m². Pożary odnotowano również w październiku 2024 roku. Tak pisał wówczas o ostatnim z nich ukraiński publicysta Antin Hura:
«We Lwowie zatwierdzono budowę 16-piętrowego hotelu i sklepów w pobliżu dawnego LAZ-u. A dosłownie niedawno zakład płonął. I nawet bez ataku rakietowego. Sadowy dostał z tego 50%. Ależ z niego spryciarz, ma talent do zamieniania Lwowa w drugi Kijów».
Co ciekawe, strażacy przybyli na miejsce z opóźnieniem, ponieważ byli zajęci gaszeniem innego pożaru we Lwowie. Tymczasem na oficjalnym kanale Sadowego na Telegramie do godziny 22:00 nie pojawiła się żadna informacja o pożarze – mer Lwowa składał gratulacje ukraińskim weteranom, zwycięzcom Warrior Games. Znany ukraiński dziennikarz telewizji 1+1 Andrij Caplijenko zasugerował, że przyczyną pożaru mógł być celowy sabotaż.
Równolegle z «bankructwem» LAZ-u Sadowy aktywnie lobbował za dostawami autobusów MAZ z Białorusi. Dzięki poparciu mera Mińska Fabryka Samochodów regularnie wygrywała przetargi. W efekcie ulice Lwowa zapełniły nie LAZ-y, lecz autobusy produkowane w kraju, który wkrótce miał poprzeć rosyjską agresję na Ukrainę.
Co ciekawe, proces przejmowania LAZ-u przez obywatela Rosji Ihora Czurkina rozpoczął się z inicjatywy ówczesnego gubernatora obwodu lwowskiego Mychajła Hładija. I choć w tamtym czasie ukraińscy biznesmeni byli gotowi wykupić LAZ i zachować produkcję, Hładij zrobił wszystko, co możliwe, aby to właśnie Czurkin stanął na czele rady nadzorczej LAZ-u, co pozwoliło mu dysponować majątkiem zakładu. Po objęciu stanowiska mera pałeczkę przejął Andrij Sadowy, który razem z Czurkinem ostatecznie dobił LAZ i doprowadził go do bankructwa. Tak właśnie za sprawą dwóch największych «patriotów» – tamtych i obecnych czasów – zniknął autobusowy gigant.

Lwów w niewoli śmieci i skandali
Niedawno polskie media zalała fala publikacji na temat konfliktu między Lwowską Radą Miejską a polską firmą Control Process S.A., która budowała we Lwowie zakład przetwarzania odpadów.
«To, co jeszcze rok temu przedstawiano jako przykład udanej współpracy Ukrainy i Polski w dziedzinie odbudowy i modernizacji ekologicznej, dziś coraz częściej opisywane jest przez polskich dziennikarzy jako przykład niepewności prawnej i ryzyka związanego z prowadzeniem działalności w Ukrainie – pisze Jurij Kmit, członek Narodowego Związku Dziennikarzy Ukrainy, współzałożyciel IA «Zachodni Front Informacyjny» i Białoruskiego Centrum Informacyjnego we Lwowie. – Szczególną uwagę zwraca fakt, że skandal wykracza daleko poza spór gospodarczy. W polskich mediach stał się już sprawą polityczną, kwestią zaufania do państwa ukraińskiego oraz testem gotowości Ukrainy do integracji europejskiej.
Jeszcze w 2025 roku większość polskich mediów przedstawiała problem jako zwykły konflikt między zamawiającym a wykonawcą. Władze Lwowa oskarżały wykonawcę o opóźnienia, a strona polska mówiła o problemach z finansowaniem oraz wywiązywaniem się miasta ze swoich zobowiązań.
Jednak wiosną 2026 roku sytuacja diametralnie się zmieniła. Po serii decyzji organów działających w ramach procedur FIDIC oraz kolejnych orzeczeniach arbitrażowych ICC w Paryżu znaczna część polskich mediów zaczęła postrzegać sprawę już nie jako spór gospodarczy, lecz jako kwestię przestrzegania przez Ukrainę międzynarodowych kontraktów i orzeczeń arbitrażowych.
Przełomowym momentem były doniesienia z 29 maja o niedopuszczeniu przedstawicieli firmy oraz polskiej placówki dyplomatycznej na teren budowy. Właśnie wtedy nagłówki zaczęły przybierać znacznie ostrzejszy ton: «Lwów wyrzucił polską firmę z budowy»; «Okradziono polską firmę»; «Sygnał alarmowy dla polskich inwestorów w Ukrainie»; «Test dla przyszłej odbudowy Ukrainy».
W praktyce sposób przedstawiania sprawy zmienił się z pytania «Kto jest winny?» na pytanie «Czy polski biznes może bezpiecznie działać w Ukrainie?».
Dla polskiego czytelnika sytuacja wygląda dziś następująco:
polska firma deklaruje wykonanie około 95% prac;
firma wygrała szereg sporów arbitrażowych;
orzeczenia międzynarodowych trybunałów arbitrażowych nie są wykonywane;
wykonawcę usunięto z obiektu;
na terenie pozostał majątek o wartości milionów euro;
konflikt osiągnął szczebel międzyrządowy.
Polska jest dziś jednym z głównych partnerów handlowych Ukrainy, jednym z największych potencjalnych inwestorów w jej przyszłą odbudowę oraz kluczowym politycznym sojusznikiem Ukrainy w Unii Europejskiej».
Ponieważ jednak ktoś i tutaj chciał dostać swoją «dolę» – czyli udział w interesie – ale jej nie dostał, konflikt między ukraińskim samorządem a polskim inwestorem stał się ostrą i niebezpieczną kwestią polityczną. Szczególnie niepokojące jest to, że temat wyszedł poza media gospodarcze i trafił do polskiej debaty politycznej.
O ile w 2022 roku Ukraina była postrzegana jako państwo będące ofiarą agresji, któremu należy pomagać, o tyle dziś polski wyborca coraz częściej zadaje inne pytanie: «Czy Ukraina będzie uczciwym partnerem po wojnie?». Ogólny ton jest oczywisty: władze Lwowa okradły polską firmę.
Z mera niezadowolony jest również lokalny biznes
Przejmowanie gruntów należących do lwowskiej wspólnoty terytorialnej to wizytówka Andrija Sadowego. Liczne postępowania karne, sprawy prowadzone przez Państwowe Biuro Śledcze – Sadowemu za każdym razem udaje się wymknąć ukraińskiemu wymiarowi sprawiedliwości. Przydomek «Dola» lub «Pan Dola» Andrij Sadowy otrzymał za – jak twierdzą jego krytycy – obowiązkowe «prezenty» w postaci udziałów w projektach biznesowych lub przedsięwzięciach związanych z gruntami w mieście, mające stanowić swego rodzaju «błogosławieństwo». Jednocześnie Lwów od wielu lat jest bezlitośnie zabudowywany, a jego infrastruktura miejska utknęła w latach 80. ubiegłego wieku.
«Kiedy wreszcie większość zrozumie, że Sadowy pasożytuje na sprzedaży gruntów deweloperom? To wszystko! Zwykły szabrownik i szkodnik, a do tego prorosyjski» – twierdzi działacz społeczny Iwan Sprynski. Sadowy kontroluje absolutnie wszystko w mieście. Może to potwierdzić każdy przedsiębiorca, który chce uzyskać pozwolenie czy to na postawienie małego kiosku, czy na realizację dużej inwestycji budowlanej. Decyzje podejmuje wyłącznie Sadowy, a sesja rady miejskiej jedynie je legitymizuje. Nigdzie indziej w kraju prowadzenie biznesu nie jest tak trudne. Wiele relokowanych przedsiębiorstw szuka możliwości prowadzenia działalności w gminach wokół Lwowa, ale nie w samym mieście.
Znany lwowski dziennikarz i restaurator Wsiewołod Poliszczuk mówi wprost o szczególnych relacjach Sadowego ze «swoimi» deweloperami, takimi jak firma RIEL i jej właściciel Rostysław Melnyk, który otrzymuje liczne pozwolenia na budowę we Lwowie:
«Widzisz, jak firma RIEL oddaje obiekty z wieloletnim opóźnieniem, dobudowuje kolejne części budynków i parkingi, których nie powinno tam być, urządza z tych parkingów niebezpieczne zjazdy przecinające chodnik, którym chodzą uczniowie, a przedstawiciel władz miasta podczas spotkań na osiedlu zamiast dbać o interesy mieszkańców szepcze coś do architekta RIEL-u. A potem patrzysz, jak w jednym z nielicznych przypadków, gdy RIEL wywiązał się z jakichś zobowiązań społecznych, oficjalna strona mera miasta robi firmie reklamę. Tymczasem o całej masie wcześniejszych przypadków, kiedy firma nie tylko nie wywiązywała się ze «społecznych» zobowiązań, ale nawet z podstawowych zobowiązań wobec mieszkańców – panowała cisza.
I choćbyś był największym przeciwnikiem teorii spiskowych, zaczynasz się zastanawiać, czy nie uwierzyć złośliwym językom, które mówią o jakiejś szczególnej przyjaźni Sadowego z Rostysławem Melnykiem».

Kto po Sadowym?
Ostatnie głośne skandale wokół Sadowego oraz układ polityczny we Lwowie jasno pokazują – mer przegrywa walkę o kolejną kadencję. Sadowy chwyta się każdej deski ratunku, która teoretycznie mogłaby pozwolić mu pozostać u władzy i dzięki politycznym wpływom uniknąć nieprzyjemnych rozmów z prokuratorami na temat swoich licznych «dokonań».
W zespole mera mówią, że Sadowy rozpoczął dość aktywną, choć na razie nieoficjalną współpracę z Tomaszem Fiałą, szefem Dragon Capital i właścicielem licznych aktywów medialnych, z których najbardziej znane to Ukraińska Prawda, internetowe wydanie NV oraz Radio NV. W zamian za wsparcie medialne i promocję Sadowy ma zapewniać Fiale możliwość realizacji jego projektów biznesowych we Lwowie. Nowo otwarty McDonald’s na lwowskim Rynku ma być jednym z pierwszych wspólnych projektów Sadowego (lokal) i Fiały (rozwój franczyzy McDonald’s w Ukrainie). Ciekawe, jak długo przetrwa ten tandem, biorąc pod uwagę polityczną zmienność Sadowego, który swego czasu przysięgał wierność Janukowyczowi i Klujewowi.
Tymczasem środowisko biznesowe i polityczny establishment Polski – według rozmówców autorów materiału – przestały wspierać Sadowego. Jeden z wpływowych polskich inwestorów, finansowo zainteresowany rozwojem projektów we Lwowie, powiedział anonimowo, że Sadowy znalazł się na czarnej liście, a część polskich środowisk biznesowych stawia obecnie na jednego z dwóch polityków: urzędującego szefa Lwowskiej Obwodowej Administracji Wojskowej Maksyma Kozyckiego albo Mykołę Kniażyckiego, deputowanego Rady Najwyższej i współprzewodniczącego parlamentarnej grupy ds. stosunków międzyparlamentarnych z Polską.
Według tych samych informacji między Kozyckim a Kniażyckim nie ma w tej kwestii rozbieżności: niezależnie od tego, który z nich zostanie konkurentem Sadowego, drugi ma go w pełni poprzeć – takie porozumienie ma między nimi istnieć. Rozmówcy twierdzą również, że przedstawiciele polskiego biznesu zainteresowani porażką Sadowego w wyborach przeznaczyli już znaczące środki na finansowanie sztabu i kampanii wyborczej swojego kandydata. Trwają poszukiwania specjalistów i formowanie sztabu.
Nie najlepiej dzieje się również w medialnym imperium Sadowego, które przez kilka ostatnich lat dominowało w przestrzeni informacyjnej Lwowa. Z portalu 24 Kanału odeszła redaktor naczelna, trzech jej zastępców oraz znaczna część dziennikarzy. Powód ma być banalny – zespół portalu oraz redakcję Zaxid.net zaczęto «ustawiać» pod przyszłe wybory, zmuszając je do podporządkowania swoich platform interesom jednej osoby – oczywiście Andrija, syna Iwana Sadowego. Jednocześnie miano nakazać im nie nagłaśniać skandali korupcyjnych, a wręcz je tuszować.
Ciąg dalszy nastąpi…


Komentarze
Pokaż komentarze (1)