Opinia o świecie
Świat z mojej perspektywy
2 obserwujących
4 notki
5392 odsłony
1168 odsłon

Theresa May. Pokonana przez Brexit?

źródło zdj.: AFP
źródło zdj.: AFP
Wykop Skomentuj19

Jak powiedziała, tak zrobiła. Dwa dni temu Theresa May przestała oficjalnie pełnić stanowisko szefowej Partii Konserwatywnej. Premierem jeszcze przez kilka tygodni pozostanie, ale już dziś odchodzi z głównej sceny politycznej całkowicie pokonana i rozdeptana przez Brexit.

May zaserwowała swojej partii nieprzewidywalny rollercoaster. Najpierw słowa "Brexit znaczy Brexit", potem wybory w 2017 roku, po których torysi nie mieli już większości, trzykrotnie odrzucona umowa rozwodowa z Unią Europejską i na koniec największa krajowa porażka partii w historii. Theresa May w oczach wielu Brytyjczyków zapisze się jako jedna z najgorszych (jeśli nie najgorsza) szefów rządu Zjednoczonego Królestwa. Ale czy znajdą się jakieś zalety urzędowania pani premier na Downing Street?

Jak to się zaczęło?

May tak naprawdę kontynuowała ten rollercoaster, który zapoczątkował David Cameron. W 2013 roku Cameron ogłosił, że rozpisze referendum o dalszym członkostwie Wlk. Brytanii w UE. Wtedy postawił na podium dobro konserwatystów, a nie dobro kraju. Cameron tymi deklaracjami chciał ugasić zapał Nigela Farage'a (wtedy lidera Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa) i eurosceptycznego skrzydła Partii Konserwatywnej. Zaryzykował całą stawkę, czyli przyszłość państwa, mimo iż sam w Brexit nie wierzył i optował za pozostaniem w UE. Jednak rankiem 24 czerwca 2016 roku, gdy okazało się, że większość Brytyjczyków uległa populistom z Faragem i Borisem Johnsonem na czele i zdecydowała, że chce Brexitu, rozpoczął się największy po wojnie kryzys polityczny. W ciągu kilku następnych godzin David Cameron ogłosił odejście z funkcji szefa torysów i premiera. Faworytką na te stanowiska od początku była Theresa May, skuteczna i przewidywalna szefowa MSW. Sama także w Brexit nie wierzyła, ale co krok powtarzała słowa "Brexit znaczy Brexit i my musimy przekłuć go w sukces". Potem została szefową partii i rządu.

image
źródło zdj.: PA, premier May wraz z mężem przychodzą pod Downing Street 10, 13.07.2016 r.

Ofiara swoich przeliczeń i błędów

Co jak co, ale chyba tylu błędów, które popełniła w trakcie tych 3 lat urzędowania premier, nie popełnił żaden jej poprzednik, no może oprócz Camerona, który swoim jednym błędem zdestabilizował kraj. May ostatecznie pod koniec marca 2017 roku uruchomiła procedurę artykułu 50. Traktatu Lizbońskiego. Tydzień, może dwa tygodnie później rzuciła karty na stół. Podjęła decyzję, by przeprowadzić nowe wybory 8 czerwca 2017 roku. Według May miały one wzmocnić jej mandat przed kolejnymi rozmowami z Unią Europejską. Jednak jej kampania to był jeden wielki bałagan i maraton wpadek. Najpierw podczas wiecu deklarowała, że będzie walczyć z turystami, chociaż się poprawiła, chodziło się o terrorystów. Potem wywiad dla ITV i feralne pytanie. Kiedy Julie Etchingham zapytała panią premier, jaka była najniegrzeczniejsza rzecz, jaką zrobiła w swoim życiu, May odpowiedziała, że biegała z przyjaciółmi po polach pszenicy. Wielkie przestępstwo. Mimo iż premier nie była sama w robieniu wpadek, popełniał je m.in. Jeremy Corbyn, to właśnie wpadki Theresy May były najbardziej widowiskowe. Gdzieś mi przeleciała masywna wpadka, kiedy May chciała wesprzeć kandydata w jakimś okręgu wyborczym i pomagała mu roznosić ulotki. Pukała do każdych drzwi i nikt (albo prawie nikt) nie otworzył.

Na marazmie konserwatystów zaczęli korzystać laburzyści. W ciągu 2 miesięcy przewaga torysów nad Partią Pracy stopniała z ok. 15-18 p.p. do zaledwie 2-3 p.p. Ostatecznie torysi wygrali wybory, lecz stracili większość w Izbie Gmin. Theresa May się przeliczyła, miała przynieść do Brukseli stabilny mandat społeczny, jednak musiała dogadywać się z eurosceptyczną Demokratyczną Partią Unionistyczną z Irlandii Północnej, by stworzyć nowy rząd. Czas do rozwodu z Unią mijał jednak nieubłaganie i szybko. Umowę brexitową dopięto pod koniec 2018 roku. Zajmowała on ponad 580 stron, była szczegółowa i dopracowana, jednak nikt nie chciał jej poprzeć. Wiele polityków zarówno konserwatywnych, jak i opozycji było niezadowolonych z tej umowy. May jednak zarzekała się, że jest to najlepsza umowa, jaką ona mogła wynegocjować. Te słowa odbiły się jej czkawką, gdy trzykrotnie dostała lanie od Izby Gmin. Trzy razy odrzucono umowę brexitową. Po pierwszym głosowaniu Theresa May przeszła wtedy do historii jako premier pokonana przez największą różnicę głosów w historii (bodajże 200 głosów przewagi przeciwników). I jeszcze tzw. backstop, czyli zachowanie swobody przekraczania granicy z Republiką Irlandii. To także był gwóźdź do trumny tej umowy. Dziś Wielka Brytania powinna być już poza Unią dobre ponad 2 miesiące. Jednak komplikacje, jakie napotkała pani premier, spowodowały, że kilkukrotnie musiała prosić UE o przeniesienie ostatecznej daty Brexitu.

Wykop Skomentuj19
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka