Kiedy powstawała Platforma Obywatelska, a ja byłam młodym dziewczęciem, panował duch radości, ze oto błędy przebrzydłej UW zostaną wreszcie naprawione, bo idzie nowe - najlepsi odeszli, nielubiany Geremek, ktory ośmielił się wygrać w wyborach na przewodniczącego zostaje z niczym. Pierwsza konferencja triumwiratu, młodzieńczy Tusk - nadzieja polityki polskiej, doświadczony Olechowski, wyważony Plażyński. Potem gdzieś odpadali, znikali w ferworze kolejni, starzy i nowi konkurenci Tuska, z czasem w sposób naturalny coraz mniej młodzieńczego, ale wciąż pełnego wciąż odmiennych wizji reformatora. Wielu było z nim nie po drodze, nie tylko dwóm założycielom, ale i przygodnym kolegom z kolejnych starych ugrupowań. Zostali najwierniejsi, choć proces można nazywać rozwojowym: Gronkiewicz - Waltz i Krzaklewski z AWS, Schetyna z KLD, Niesiołowski z ZCHN. Kiedy partia wzrosła w siłę dołączyli nowi: Palikot, Gowin, Kopacz, Nitras. Skrystalizował sie równiez w tyglu poglądów świeży przekaz łączący członków - w skrócie:
ja mam rację na wszystkie tematy i koniec.
Każdy lubi być z tymi, których przywódca ma rację, dlatego społeczność obywatelska ochoczo zajęła się masowym poparciem grupy, której róznorodność stanowi największy walor nie niosąc ryzyka rozłamu, bo:
1/ nigdy nie wiadomo, co będziemy głosić jutro, więc brak szans na nudę,
2/ w obrębie grupy jesteśmy samowystarczalni - kiedy poczujemy potrzebę idei, sami wewnętrznie stworzymy dwa wrogie obozy, jak z poparciem i antypoparciem dla in vitro i będziemy wykłócać się w miłym poczuciu, ze i tak prezes zadecyduje, którą opcję zaprezenytować wyborcom, gdy uzna, ze zabawa skończona,
3/ nie musimy martwić się o poglądy, bo i tak nasze Biuro Komunikacji Społecznej zadba o nie przysparzając nam poparcia w każdych okolicznościach,
4/ wódz jak w dobrej korporacji zadbał nawet o nasz czas wolny oferując nam miłe hobby - piłkę nożną, ale nie jest tak, że niegrający są czlonkami drugiej kategorii; choć wiadomo, że grać lepiej i nie ma znaczenia nawet obecność na z założenia uciążliwych obowiązkowych spotkaniach z podpisaniem listy, jesli grać umiemy albo choć kibicować; najmniej gramotni mogą przecież wykazać się nosząc piłki.
5/ mamy poczucie spełnienia misji dziejowej wzrastające z informacjami o powstawaniu kolejnych boisk dla młodzieży o znamiennej nazwie "Orliki" - my jesteśmy orły bowiem, nie żadne osły, jak w tych ogromnych USA.
6/ nikt nam nic nie zrobi, bo jesteśmy w największej partii EPP i koledzy zawsze nam pomogą w kraju, bo im przecież zależy; nawet jakby jakieś przejściowe zgrzyty powstały na skutek tego natretnego długu publicznego i czepiania się naszego wspaniałego budżetu.
Itd.
Ugrupowanie ma samopoczucie dobre, bo nieskażone troską, dlatego lubią je respondenci, choć niedobry "układ" jątrzy nie rozumiejąc, że tych stoczni to Katar dlatego nie kupił, bo list dostał od jednego pana ze Szczecina, sprzedaż energetyki przybliży nas poprzez wieksze uzależnienie do wspólnego Państwa Europejskiego, bo nabywcy z Europy oczywiście, a żołnierze w Afganistanie mogą przecież walczyć dla oszczędności za pomocą butelek z benzyną, skoro wszyscy popieramy metody zastosowane podczas Powstania Warszawskiego dlatego słusznie zamknieto zakłady zbrojeniowe w Mielcu i dobrze, ze odszedł generał, który okazał się oporny na leczenie psychiatryczne serwowane zalęknionym żołnierzom i urzędnikom MON.
Jednak ja odczuwam już przesyt nowatorskim podejściem do praktyykowania polityki, wszystko czasem nuży. Czasem chcialoby sie normalności - zwyczajnej, nie wytyczanej przez opiekuńcze władze pod przewodem ojca ojczyzny - Premiera RP.
(wpis powstał z inspiracji tekstem @ Miltona)



Komentarze
Pokaż komentarze (47)