Nie potrafię, może nigdy nie potrafiłam pisać tekstów "o polityce". Nie oznacza to, że doskonale udawały mi się teksty dotyczące innych tematów, ale może łatwiej wychodziło mi uzyskiwanie wyważonych opinii, bo ... tak, polityka irytuje mnie, a żeby skłonić do napisania czegokolwiek o niej musi zirytować bardzo. Każdy ma inny próg wrażliwości, ja , dobrze to czy źle prezentuję we wzmiankowanej materii wrażliwość niewidzącego i głuchego rozwielitka w schyłkowej fazie zaniku procesów kojarzenia, niemniej i rozwielitek nadepnięty przez meduzę również wyda cichutki głos oburzenia. Taka relacja: bodziec - reakcja nań. Prosta, najprostsza, na poziomie mitochondriów, pączkowania, nie pokontynuuję porównań, bo co mi zrobiła biologia aby znęcać się nad nią.
Tyle się słyszy o funkcji oczyszczającej internetu, balsamicznej wręcz dla frustratów i ja się z tym całkowicie zgadzam! W moim przypadku tę właśnie funkcję spełnia, doprecyzuję że w odniesieniu do wydarzeń politycznych: bezradni pokrzykują na zły los, ci, którzy nie mają wpływu na zdarzenia, klną pod nosem, mażą sprayem ściany budynków, wyskakują nocą na stacji kolejowej aby pod osłoną ciemności wyrazić odczucia wobec władzy, brną głeboko w las aby zawołać licząc na urlop leśników. Po tych przydługich tłumaczeniach przechodzę do meritum...
Dziś Sejm spełnił marzenie Tuska i przywrócił do Komisji hazardowej Wassermana i Kempę. Tusk oświadczył, że po ludzku cieszy się z wyniku głosowania, bo nie wyobraża sobie siebie zeznającego bez nich. Jednak Platforma Obywatelska, której jest przewodniczącym zagłosowała przeciwko ich przywróceniu. Czy była dyscyplina partyjna, czy też Tusk głosował jako jedyny za powrotem posłów PiS? Media wprawdzie podają, że cała PO głosowała przeciw powrotowi Wassermana (z wyjątkiem posła Mężydły, poprawka dzięki Hiu Grantowi).
Jeśli cała PO głosowała przeciw wiedząc ( a że wiedziała, jest raczej pewne), że PSL zagłosuje za ich powrotem, to głosowanie było manifestacją sprzeciwu wobec Kempy i Wassermana w Komisji hazardowej, bo posłowie Platformy wiedzieli, że ich głosy nie sprawią utrzymania wykluczenia posłów PiS.
Czyli również Tusk zamanifestował sprzeciw nie wyobrażając sobie jednocześnie Komisji hazardowej bez nich. Ta ambiwalencja jest niezrozumiała chyba żeby przyjąć, że utracił władzę nad swoją partią, co tym bardziej przykre, będąc wciąż urzędującym premierem z ramienia swojego ugrupowania i, jak wspomniano wcześniej, jego Przewodniczącym. Oznacza to, że mamy chyba do czynienia z poważnym kryzysem w największej polskiej partii, buntem na pokładzie. Albo Tusk co innego mówi, a co innego robi ... tak, szczęśliwie raczej to wyjaśnienie jest tu prawdziwe. Szczęśliwie, dodajmy, dla Platformy Obywatelskiej. Chyba. Trzeba by spytać jej członków.
http://wiadomosci.onet.pl/2107869,11,tusk_po_ludzku_sie_ciesze,item.html


Komentarze
Pokaż komentarze (22)