"Polskość to nienormalność" napisał młody jeszcze Tusk. Tylko czy on pisał o polskości? Jakie obserwacje przywiodły go ku takiemu stwierdzeniu? Stwierdzenie padło chwilę zaledwie po pierwszych od piećdziesięciu lat wyborach, w których mozna było zagłosować na partię inną, niż PZPR. Czym zdrożnym miałaby być ta "polskość"? Ci sami ludzie, dokładnie ci sami - i opozycja, i przewodnia siła narodu byli w stanie stworzyć wspólną władzę oddając nawet początkowo prezydenturę generałowi, który sprawował urząd pierwszego sekretarza przed wyborami. Inny generał przyznał po latach, że nie przypuszczał, aby opozycja mogła uzyskać tak wysokie poparcie - sądził, że sytuacja przedstawia się inaczej, że tłumy uczestniczące w pochodach pierwszomajowych idąc do urn zagłosują za socjalistyczna partią robotniczą, przeciwko niezależnym związkom zawodowym.
Efekt wyborów znamy, Okrągły Stół okazał się mimo to mozliwy, a potem mozliwe stało się połączenie starego z nowym w UOP-ie.
Dziś również mamy dwie siły polityczne: PO i PiS. Jedni w opozycji, drudzy u władzy. Nie są w stanie porozumieć się, choć wywodzą się z niezależnych związków zawodowych. Skala kampanii, jaką przeciwko sobie toczą, nie umywa się do nawet propagand antyimperialistycznych czy haseł o wymianie liści na komunistów, choć w zakładach penitencjarnych więźniów politycznych nie ma. Wzajemnie nie szczędzą sobie przykrych uwag, z powodu których juz nawet nie podaja się do sądu, bo nie wychodziliby z niego. Za słowami idą czyny - partie nie wykazują najmniejszych nawet skłonności do współpracy. Obecna wiodąca siła narodu nie widzi mozliwości porozumienia z opozycją a dialog, jaki proponuje zawiera w sobie wiecej niechęci, niż PZPR prezentowała do NSZ, przy tym ładunku chowają sie przemówienia Urbana czy innych propagandystów. Wcześniej wyglądało to nieco inaczej, stroną zaczepną był PiS, ale teraz pałeczka przejęta i PO dzierży ją od kilku lat antagonizując wyborców, każąc im nie zwracać uwagi na rzeczywiste działania władzy, ale utożsamiać się z partią i głosować przeciwko "wrogowi" jej samej, więc i jej elektoratu. W innych krajach tak to nie wygląda, politycy z różnych ugrupowań kiedy kampania (przedwyborcza, nie permanentna) minie, są w stanie współdziałać, jeśli zachodzi taka potrzeba. W innych krajach media nie wchodzą we wzajemny otwarty konflikt.
Podobno wspólnota interesów dowolnie tłumaczona była tym, co sprawiło, że porozumienie okrągłostołowe stało się możliwe. Obecnie taka możliwość nie występuje - partie żadnego wspólnego interesu nie widzą. Walczą na śmierć i życie. A raczej walczy tak PO - trudno powiedzieć, na ile świadomie, bo PiS przeciez oddał władzę czyli złożył broń w chwili, kiedy realizacja programu okazała się niemożliwa. O co walka ta trwa?



Komentarze
Pokaż komentarze (8)