Zastanawia, przypuszczam, że nie tylko mnie, sukces marketingowy Platformy Obywatelskiej i Donalda Tuska. Wczoraj z okazji wiadomej rocznicy słuchałam homilii Karola Wojtyły - Jana Pawła II i na obrzeżu refleksji na temat przesłania, jakie przekazywał swoim pontyfikatem pojawiło mi się skojarzenie najbardziej powierzchownej z jego warstw ze sposobem prezentacji Premiera RP. Prezes PO mówi od dwu lat o miłości, zaufaniu, wierze, uśmiecha się dobrotliwie - życzliwy uśmiech niezależnie od poruszanej tematyki jest wyróżnikiem całej partii na tle pozostałych.
Sprzed lat pamiętam opinię, że Polacy kochają Papieża, ale go nie słuchają. Była to opinia niewątpliwie krzywdząca, niemniej postać Jana Pawła II otaczał kult, wzbudzała wzruszenie, a jednocześnie nie wszyscy znali jego encykliki. Papież opuścił nas pięć lat temu i zabrakło Człowieka, który między innymi mówiłby prostymi słowami o podstawowych uczuciach i wartościach. Do czasu, kiedy w kampanii 2007 zaczął ich używać Donald Tusk.
W żadnej z niedawnych kampanii prowadzonych w bliskich nam krajach partia polityczna nie postawiła na taką dialektykę. Obama mówił o przyszłości i możliwościach, Sarkozy o zaprowadzeniu ładu w kraju i walce o pozycję Francji. Royal nawoływała do tolerancji, Kaczyński do rozliczenia z przeszłością i wyrównania szans. Tymczasem Donald Tusk w 2007 w kampanii postawił na ... "cud" gospodarczy, mówił o uczuciach; w swoich częstych przemówieniach odwoływał się wielokrotnie do miłości i zaufania. Z czasem wprawdzie wplatał w wygłaszane sentencje przypadkowe uwagi świadczące o irytacji i podejrzliwości, ale słuchacze i widzowie przyzwyczaili się, że kiedy mówi, to mówi ciepło do rodaków i o rodakach. Potępia zaś tych, którzy są w domyśle źli: kiedy wypowiadał krytykę, sposób mówienia zmieniał się - przedstawiał się jako karzący ojciec, który piętnuje, bo potępić w domyśle należy.
Żal, że odszedł Jan Paweł II, choć wierzymy, że jest z nami w modlitwie. Odszedł w Wieki Piątek. Gdyby pozostał z nami dłużej w prostym, realnym wymiarze, również nasza polityka wyglądałaby inaczej. Pozostały po nim filmy, teksty, jakie napisał. Pozostała nam szansa wsłuchania się w jego słowa.
Pewnie nawoływałby do modlitwy za rządzących. Za wszystkich polityków.


Komentarze
Pokaż komentarze (20)