W kampaniach poprzednich o coś chodziło, przynajmniej teoretycznie; kandydaci mieli postulaty: 3 x 15, lustracja, solidaryzm społeczny, druga Irlandia, IV RP. Cud gospodarczy, wyrównanie szans.
PO i PiS, a za nimi ich wyborcy zarzucały sobie wzajemnie podczas nieustającej od pięciu lat rywalizacji predylekcje do komunizmu, sprzeniewierzenie pamięci "Solidarności", nieudolność, zapędy totalitarne, czarny pijar, nieuczciwość. PiS było poddawane krytyce zmasowanej, PO krytyce totalnej. Udało się wzbudzić w części wyborców lęk przed PiS-em u władzy, PO natomiast wzbudza u innych głęboką niechęć.
Te podziały na chwilę żałoby zostały zawieszone, okazało się, jak wielu z "wrogich obozów" przyjaźniło się ze sobą i ceniło się wzajemnie. To nie byli ci z "pierwszej linii frontu", ale pracownicy polityki. Okazało się, jak Boni cenił Stasiaka; Miller, minister SWiA z nadania Platformy - najważniejszego z ministerstw - dziękował Stasiakowi w imieniu całego ministerstwa za zaplanowanie usprawnień w resorcie. Okazało się, jak bliskie kontakty z Prezydentem Lechem Kaczyńskim utrzymywał Zdrojewski - minister Kultury; jak często spotykali się przy różnych okazjach.
Teraz znów szykuje się bitwa, a ja obawiam się, że wiem, na jakie argumenty. Jarosławowi Kaczyńskiemu chętni wypomną iluzoryczną "nienawiść" aby bać się człowieka, który nie widząc możliwości realizacji programu partii sam poddał się razem ze swoją partią pod wcześniejsze wybory, który zdecydował się na rozwiązanie koalicji zapewniającej mu władzę, kiedy służby wykryły "aferę gruntową". Takie są fakty, podobnie pewnym wydaje się, że nielubiany powszechnie Komorowski będzie z powodu "lęku" przedstawiany jako mniejsze zło, a choć Jarosław Kaczyński niewątpliwie mniej "pasuje" na stanowisko Prezydenta RP od tragicznie zmarłego brata, to czy "pasuje" Komorowski - drugi sort po Tusku, nie posiadający jego klasy, której trudno mu odmówić, więcej, nie posiadający klasy "nawet" Jarosława Kaczyńskiego? Gdyby było choć odrobinę więcej czasu... Już słychać deklaracje, że wyborcy pozostałych kandydatów poprą któregoś z tych dwóch. Słabnie zainteresowanie Olechowskim, zrezygnowali Dorn i Nałęcz. Napieralski pewnie uzbiera swoje żelazne 6 - 10%, ale czy dużo więcej? Z polityków pierwszoligowych dość odpowiednich na to stanowisko ostał się może Waldemar Pawlak. Media donoszą, że rząd kremlowski zwrócił się ostatnio do Gaspromu o renegocjacje umowy gazowej z PGNiGiem wobec krzywdzących zapisów dla strony polskiej w niej zawartych. Czym to się skończy, trudno przesądzić na tym etapie. Ale Waldemar Pawlak reprezentuje ludowców, trudno przypuszczać, aby zdołał przekonać do siebie miliony Polaków, zwłaszcza w tak krótkim czasie.
Byłam elektoratem Lecha Kaczyńskiego, nie widziałam powodu, aby bać sie PiSu, ale odczuwałam głęboką niechęć do PO. Jarosław Kaczyński nie jest dla mnie idealnym kandydatem na Prezydenta RP, ale nie wykluczam, że na niego zagłosuję. Jednak przede wszystkim nie chcę, aby po tragedii, jaka wydarzyła się dopiero co znęcać się nad ludźmi w żałobie - wszystkimi, którzy w niej są. Uszanujmy swoje lęki, swoje uczucia, potrafmy stanąc ponad i zobaczyć świat, jakim jest. Nie uprawiajmy głupiej demagogii, nie dyskutujmy bzdur wyssanych z palca, nie bawmy się retoryką. Nie dla NICH, dla siebie. To nie jest mecz, dopiero co zginęli ludzie.


Komentarze
Pokaż komentarze (19)