weronka weronka
49
BLOG

Skąd to zdziwienie?

weronka weronka Polityka Obserwuj notkę 13

10 kwietnia polska debata polityczna rozpoczęła się od nowa, temat katastrofy samolotu nie tyle nawet zepchnął na plan dalszy, co wyczyścił wszystkie wspomnienia radzenia sobie z trudnymi sytuacjami - trudnymi niewspółmiernie, ale jednak pojawiały się sytuacje kłopotliwe, rodzące pytania, skłaniające do wszczynania dochodzeń. Choć, co znamienne, wiele poważnych afer nie zostało do końca wyjaśnionych, to cechą wspólną takich zdarzeń były dowody, stenogramy, świadkowie, których potem można było przesłuchać. Powoływano komisje sejmowe, które działały z różnym sukcesem, jednak w części przypadków udawało im się wyjaśnić zdarzenia, które były przedmiotem dochodzenia. Zdarzały się wprawdzie śledztwa przebiegające ospale, epidemie gubienia dowodów albo akt - zwykle były to sprawy o zabójstwa. Sprawa Olewnika wciąż mimo upływu czasu, później pewnie z powodu upływu czasu nie doczekała się finału, podobnie sprawa zabójstwa Papały.  Kiedy jednak opublikowane stenogramy afery hazardowej zrodziły podejrzenia o lobbowanie związane z korzyścią wobec polityków, ci sami podali się do dymisji. Kiedy minister sprawiedliwości nie docenił wagi samobójstwa jednego z więźniów, został zdymisjonowany.

Teraz, w sprawie znacznie poważniejszej, śmiertelnie wręcz poważnej minister ON Klich mimo zwierzchnictwa nad działaniami wojska, a więc również nad tym lotem nie widzi powodu do podania się do dymisji, nic również nie wskazuje na to, aby premier Tusk zamierzał go zdymisjonować. Zdecydowano o kontynuacji prac Komisji specjalnej powołanej w celu wyjaśnienia śmierci Barbary Blidy, która miała miejsce z uprzednich rządów, obrady Komisji hazardowej zostały natomiast zawieszone ... do wyborów prezydenckich. A co z utworzeniem Komisji Specjalnej do wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej?

Strona polska nie zwróciła się do Rosjan z prośbą o przekazanie jej śledztwa, a nie trzeba sięgać daleko pamięcią wstecz aby przypomnieć sobie decyzję władz białoruskich przejęcia śledztwa ws śmierci dwóch białoruskich lotników podczas pokazów sportowych.

Mijają trzy tygodnie od największej katastrofy nowożytnej Polski, może największej w polskiej historii za czasów pokoju, a my mało, że nic nie wiemy, to jeszcze polskie władze nawet nie prowadzą śledztwa - są w najlepszym razie obserwatorami. Polskie gazety spekulują na temat winy tragicznie zmarłych nie poszukując dowodów, nie przepłacając za stenogramy, lekceważąc dokumentację zebraną przez dziennikarzy z innych krajów. Polscy politycy w najlepszym razie tłumaczą, że nie nalezy pytać - trzeba nie niepokoić się i zaczekać na ustalenia śledztwa; niektórzy bez pardonu dołączają do spekulacji ograniczonych do koncepcji winy tragicznie zmarłych za najważniejsze uważając nie wyjaśnienie katastrofy, a jej wpływ na ich własne notowania - przestrzegają partię, która poniosła największe straty w katastrofie, aby nie próbowała jej wykorzystywać do walki politycznej (sic!).

Nasz rząd nie tłumaczy się nawet potrzebą tonowania nastrojów społecznych, pełniący obowiązki prezydenta marszałek z rządzącej koalicji pospiesznie przejął władzę w imieniu swojej partii począwszy od samego obwieszczenia o jej przejęciu przed formalną identyfikacją zmarłego Prezydenta; dziś podjął decyzję w sprawie ustawy, której prezydent podjąć nie zdążył, bo otrzymał jej nowelę dzień przed śmiercią - decyzję sprzeczną z wolą zmarłego upubliczniona przez jego współpracowników.

Nie widać chęci wyjasnienia tej katastrofy przez polski rząd - oddał śledztwo innemu państwu dziękując mu za chęć jego prowadzenia. Nie widać jej u marszałka, który poczuł sie prezydentem z ramienia swojego ugrupowania ani w tym ugrupowaniu - brak w zarządzanym przez niego Sejmie inicjatywy Komisji specjalnej poświęconej katastrofie. Brak dążenia do prawdy o niej u polskich dziennikarzy - kilka dni temu znów rozgorzał spór na temat lotu nad Gruzją, choć wojsko jedym głosem powtarza, że decyzje w powietrzu podejmuje pilot. Wszystkie inne koncepcje, oparte na konstrukcji samolotu, dowodach udostepnionych przez świadków z miejsca zdarzenia itp. określają mianem teorii spiskowych. Nawet część społeczeństwa chciałaby, aby temat katastrofy znikł, przeminął - przedstawiciele tej części woleliby zdaje się nie dowiedzieć się czegoś, co nie pasowałoby do ich wyobrażeń. Chcieliby jak najszybszego końca żałoby, bulwersują ich wersje inne, niż wina zmarłych, dziwi i niepokoi stawianie pytań - tak, jakby od katastrofy upłynęły dziesiątki lat a nie nieco ponad dwa tygodnie.

Jednak niektórzy politycy, nieliczni dziennikarze, nieco wojskowych, w tym sporo lotników chciałoby poznać prawdę. Wielu Polaków uważa, że prawda musi zostać ujawniona - żąda ujawnienia jej, bo to nie pojedyncze samobójstwo więźnia czy zabójstwo z wyjątkowym okrucieństwem na synu właściciela kantoru; to nawet nie morderstwo na Głównym Komendancie Policji. W tej katastrofie zginął urzędujący Prezydent RP i Prezydent na uchodźstwie, w niej zginęli głównodowodzący polskiej armii. Tyczasem dochodzenie prowadzi za zgodą polskiego rządu kraj, który w jakimś stopniu może odpowiadać za katastrofę, rządowa komisja badająca ją ma status obserwatora, szefowi resortu realizującego przelot nie zagraża dymisja, natomiast polityków rządzącej partii z tematów związanych z katastrofą interesuje zagrożenie wzrostem notowań konkurencji, bo w katastrofie zginęli jej czołowi politycy. To dziwi, bardzo dziwi.

weronka
O mnie weronka

Apel Stowarzyszenia Rodzin Katyń 2010 Cytaty: "Komuna zaś, odkąd się stała lewicą jest demode" Stary ŚWIĘTA DLA POWODZIAN

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (13)

Inne tematy w dziale Polityka