"Obecnie sprawę katastrofy bada prokuratura rosyjska. Przy postępowaniu tym działają polscy prokuratorzy, którzy współdziałają w gromadzeniu materiału dowodowego.
Odrębne śledztwo prowadzi Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie.
Okoliczności katastrofy badają także dwie komisje, działające niezależnie od pracy prokuratorów i powołane specjalnie do wyjaśnienia przyczyn tragedii. Nadzór nad rosyjską sprawuje Anodina. Przy tej komisji akredytowany jest polski obserwator Edmund Klich, przewodniczący Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych".
Tymczasem grupy wycieczkowe jeżdżące z Polski do Katynia znajdują na miejscu katastrofy rzeczy ofiar, szczątki samolotu i przeróżne przedmioty o niewiadomym pochodzeniu. Dokumenty, portfele, fragmenty ubrań - m.in. na takie rzeczy natknęli się uczestnicy wycieczek przybywających w miejsce katastrofy prezydenckiego samolotu.

- Dwa dni temu byliśmy na pielgrzymce do Katynia z grupą 50 osób. Postanowiliśmy oddać również hołd ofiarom tragicznego lotu. To co, zobaczyliśmy na miejscu, bardzo nas zbulwersowało. Teren jest niezabezpieczony i ogólnie dostępny. Znaleźliśmy tam mnóstwo rzeczy osobistych - napisał dziś do TVN24 autor powyższej fotki. Czyli na wycieczce był 3.05.2010, prawie po miesiącu od katastrofy.
Inni uczestnicy i organizator pielgrzymek i wycieczek informują, że widzieli na niezabezpieczonym terenie przeróżnych zwiedzających, w tym "zbieraczy". Leżały fragmenty ubrań, rzeczy osobistych, ale i szczątki samolotu; udało sie odnaleźć zwitek taśmy filmowej - może tej, którą utracił polski fotograf, kiedy zabrano mu aparat, bo filmował tuż po katastrofie. Czy ten materiał dowodowy prokuratury i komisje uznały za zbędny?
Rodziny ofiar wciąż dopominają się wydania rzeczy osobistych bliskich, przytaczają informacje o ich zagubieniu przez śledczych. Tymczasem wystarczy po prostu pojechach na lotnisko "Siewiernyj" i dokładnie poszukać. Należy się jednak pośpieszyć, bo jeszcze kilka dni aktywności "zbieraczy" i nie będzie zupełnie nic do odszukania, oczywiście jeśli coś jeszcze zostało po publikacji TVN24, z której wszyscy dowiedzieliśmy się, że można. Swoją drogą, przedmioty pozostawione własnemu losowi i tak długo zostały na swoim miejscu, co świadczy o szacunku zwykłych ludzi odwiedzających ten niezabezpieczony teren. Niestety tylko zwykłych ludzi.
http://wiadomosci.onet.pl/2165469,11,smolenska_katastrofe_wyjasni_34_ekspertow,item.html


Komentarze
Pokaż komentarze (17)