weronka weronka
310
BLOG

Wybory, wybory

weronka weronka Polityka Obserwuj notkę 2

- Znaczy, władza tournee odbywa, to może by na te pielgrzymkę podjechać, jak wiara myślicie?

Siedzieli trudno powiedzieć, gdzie, ponieważ z mroku promyk światła wydobywał jedynie migotliwe oblicza to kierownika, to sekretarza, to doradcy tego, czy owego, to znowuż stróża czy licznych przyjaciół o Rezydencie  nie wspominając.

- To już nie pamiętasz, jak bibliotekarze kazali chować się nawet i w piwnicy, nosa nie wyściubiać za próg?! - gwarzyli między sobą niemrawo, to ten, to ów dorzucał słowo do ledwie żarzącej się dyskusji. Niektórzy podsypiali pod ścianami, na stylowych pryczach, od dawna nie było już co pić. Zgnębienie panoszyło się niepodzielnie do czasu, gdy przemówił Rezydent wlewając od razu nowe siły w nadwątlone ciała towarzyszy. 

- Ale tu zimo, ciemno, a na zewnątrz pogoda jak malowana, ziemniaki by upiekł, jakeś gawędę zaśpiewał... pod osłoną nocy się wymknąć trza!

I zaraz wszczęła się krzątanina, szczęk czyszczonych kabur, szuranie schludnie przeczesywanych męskich fryzur, wreszcie ostatnie: brzęki nożyc wokół podcinanych bród, jak również wąsów. Raźne dźwięki nakładały się na dzwonienie kluczyków do limuzyn, bo wiara zbierała się do drogi już cała zgodnie ze znaną maksymą głoszącą, że jeden za wszystkich, a wszyscy za jednego. Normalnie, jak w każdej drużynie.

- Flinta! Byłbym zapomniał, wyczyszczona? - Rezydent od dawna już nie dawał poznać czynem, jak sokole ma oko, jednak bez swej jedynej ukochanej nie ruszał się nigdzie (za wyjątkiem może plażowania na wakacjach, odkąd przekonał się pewnego smutnego popołudnia po dniu spędzonym na wykonywaniu ruchów pływackich, że rdza nie ma poważania dla Majestatu), tym bardziej zaś w miejsce oddawania honorów dzielnej Armii słusznie zwanej Krasną. Zresztą od wielu miesięcy wszyscy oni marzyli o tej podróży i w marzeniach każdy jej szczegół mieli rozplanowany do najdrobniejszego ze szczególików, wprawdzie nie można było do  nich  zaliczyć flinty z racji słusznego rozmiaru. Mieściła się za to wśród głównych elementów, poza nią w zbiorze były jeszcze transparenty od dawna gotowe, flagi schowane dla zmyłki w zamrażarce pustej, odkąd Rezydent przestał afiszować sie z myśliwskimi trofeami. 

Zabrali też mundury harcerskie, drzewiec, gwizdki i dwa worki ziemniaków, bo nikt nie zna dnia ani godziny, więc nie wiadomo, co wpadnie, czyli mogło trafić się jakieś ognisko po drodze. Menażki, znicze, zapałki ... limuzyny miały bagażniki całkiem spore, w ostatniej chwili do namiotów i śpiworów sekretarz dorzucił własną kamerę, bo w młodości pracował krótko jako reżyser. Potem był reżyserem. Ale nie uprzedzajmy wypadków.

***

- Ale Eminencjo, czyściutka, niech już Rezydent się tak nie dopytuje cały czas, muszę pilnować z mapą żeby drogi nie zgubić, bo na przedze zwyczajnie dwóch pojechało dzie indziej żeby ataku terrorysty a szczególnie bibliotekarzów lotnych się wystrzec i zmylić pościgi! - gdzieś w Polsce, wśród urokliwych dróżek i kwadratów polnych, omotani smugami babiego lata sunęli (pomijając zatory drogowe) dość spiesznie by umknąć ewentualnej pogoni, lecz zarazem majestatycznie pamiętajac, kto jest pośród nich.

- Niech no który spróbuje! Ja sam jeden stanę naprzeciwko tych zbójów, nawet zeby nie skłamać, chętnie do wiwatu dam, bo to samoobrona by była. Moze by przerwę zrobił, przewietrzył się mniej więcej, no, rowery gdzie stoją sprawdził...

- Ale jakie rowery????? - kierowca był młodzik nieobyty, starsi rozumem i bliżsi Rezydentowi szybko mu jednak przetłumaczyli, ze przyszła pora na postój. Zahamowała limuzyna, za nią reszta kawalkady za wyjątkiem pojazdów, które juz dawno odłaczyły jako zmyłka. Ostatnie z pojazdów jeszcze parkowały., a rezydent juz mknął rączo korzystajac z każdej sekundy by pełną piersią chłonąć zapachy lasu. Nagle potknął się, a flinta wypaliła kolbą w zaparkowany na poszyciu leśnym autokar...

- Stój!!! Chodu!!! Ale ja musze na stronę!! Brygadę antyterrorystyczną wzywaj!!!  Ale co to było? Ratunku!!! Kto racę widział?!

***

- Jedziem, jedziem!

- I znowuż nie dotarli my do tego Ossowa... a tak już blisko było...

- Czekaj, podgłośnij...

- A teraz posłuchajmy naocznego świadka, który uprawiał działkę niedaleko i akurat przechodził: Wypadł zza drzewa, uzbrojony, tak jakby mu śpieszno było Władzę  mordować; do kogoś był podobny... - Ale do kogo? Wyglądał jak Arab na przykład? - E, Arab to nie... zresztą żem się nie przyjrzał, bo zaraz poleciał w głąb lasu jak żeśmy zaczęli sami strzelać oczywiscie w powietrze, znaczy...

- No to teraz drugi naoczny swiadek niech mówi: - No ja też tu przechodziłem, bo przyjechałem akurat na wycieczkę jadący nie wazne gdzie, ale skoro widzę, że tylu zbrojnych, to pomyślałem, szkolenie mają i im kilka fotek strzelę kamerą i tu jest film.

- No prosze państwa, ale film, szkoda że państwo tego nie widzą, po prostu piękna ta sójka, a takie toto ma skrzydełka zmyślne...

- Dobra, wyłączaj. I po garach dawaj, jeszcze nam się powiedzie, kiedyś się wypuścimy nocą, nikt nie będzie wiedział... 

weronka
O mnie weronka

Apel Stowarzyszenia Rodzin Katyń 2010 Cytaty: "Komuna zaś, odkąd się stała lewicą jest demode" Stary ŚWIĘTA DLA POWODZIAN

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka