Jest ich wszystkich około dwudziestu: po jednym na województwo oraz kilka na zmianę dla Donalda Tuska i towarzyszy. Jeżdżą od dziewiętnastego września - w sumie krótko, a zda się, że były zawsze, tak skutecznie wtopiły się w krajobraz polskich dróg.
Platformobusy. Ta nazwa obecnie brzmi całkiem naturalnie i nikt już nie pamięta, że zrazu raziła kretynizmem zestawienia głosek, a nawet nieco rażącą sklejką pojęciową, bo co to niby za dziw: autobusy (bo jednak nie są busami; za duże na to) platformowe? Zdawałoby się, ze powinny wieźć za sobą jakieś platformy, czy - bo ja wiem - posiadać pogrubione, wystajace podłogi czy cokolwiek, co tłumaczyłoby nazwę.
A jednak właśnie "platformobus" to krok do przodu, bo pierwotnie każdy z rzeszy nowo objawionych pojazdów z ogromnym logo PO na oknie nazywano tuskobusem - poczatkowo sądzono, że pojazd jest jeden i jeździ nim tylko Donald Tusk, dlatego nazwano tak, gdy nadjechał również pojazd, jakim 24.09.2011 na Suwalszczyznę udał się Grzegorz Schetyna. Mimo, że był to akurat niezbyt "wypasiony" MEN podnajęty doraźnie i całkim nie przystający do Tuskowej Setry. Regionalna prasa suwalska pisała wówczas: "Autobusy wyborcze w zachodnich demokracjach to niemal norma. W Polsce pierwszy był sztab Aleksandra Kwaśniewskiego w 1995 r. Sztabowcy jeździli po kraju pojazdem, który nie w przenośni, ale w rzeczywistości lekko przechylał się w lewą stronę. Pisały o tym gazety, choć nie wyjaśniły, czy wynika to z wady pojazdu czy też z tego, że większość pasażerów usadowiła się po jednej stronie. Kwaśniewski, jak wiadomo, wybory wygrał.
Autobus, którym podróżował po Suwalszczyźnie marszałek Sejmu, przechyłów żadnych nie ma. Może dlatego, że w środku tłok bynajmniej nie panuje. Trochę wolontariuszy, kilku współpracowników i to wszystko. Przynajmniej połowa miejsc nie jest zajęta.
– Taniej byłoby pewnie przyjechać samochodem – zauważa suwalczanin, widząc, ile osób z pojazdu wysiada.
Inny twierdzi, że trzeba zmienić nazwę.
– To nie "tuskobus”, ale "schetynobus” – mówi".
Jednak podobno odbiór MEN-a był dobry. Ludzie z małych wiosek podobno cieszą się widząc polityka, który tłucze sie autobusem, jak oni.
Wszystko zaczęło się 19 września 2011, kiedy to Tuskobus zajechał przed Komendę Policji w Sierpcu. Była pierwszym miejscem, które odwiedził. Potem też wybierał dziwne miejsca, w Lublinie zajechał do małego kina mieszczacego się przy siedzibie Związku Nauczycielstwa Polskiego, zamkniętej przy sobocie, w Krakowie rozlokował sie na Rynku Podgórskim - centrum dzielnicy Podgórze najmniej zdyscyplinowanej w mieście, pełnej rencistów. W Grudziądzu zajechał do szpitala, we Wrześni do fabryki folii plastycznej, zwiedzał muzeum PGR-u w Bolegorzynie, przed świetlicę wiejską zajechał w porze obiadowej na zaproszenie koła gospodyń wiejskich w Rzecinie...

Najwięcej miejsc odwiedził 22 i 23, nocował na trasie - w gospodarstwach agroturystycznych - dotąd dwa razy, dwa razy był na Orlikach, raz na Świetliku; na swoich gości brał sportowców, Henrykę Krzywonos, Bieńkowską, do mieściny Czarnków wziął Szejnfelda, do Lublina pojechał z Karolakiem.

Tusk miał dotąd czterdzieści trzy odnotowane na partyjnym portalu postoje, wielokrotnie na trasie spotykał kibiców wznoszących niepochlebne okrzyki, spotykał się też z mało entuzjastycznymi wypowiedziami rolników; tak, czy owak zapewne elektoratu PO przysporzył, bo jeździł po wsiach, gdzie dotąd nie głosował na niego i na PO prawie nikt.
Pozostałe autokary woziły poza Schetyną głównie Sikorskiego - i tu mam dziwną pewność, że z Sikorskim jeździła Setra - w rozsuwanych drzwiach pojawiał się to Sławomir Nowak, to znów minister Kopacz:obok regionalnych kandydatów, którzy chyba ponajmowali autokary na własny kampanijny koszt, jak Lejka w Bytowie czy Kulka w Lublinie zajeżdżając "Kulkobusem" wypisanym na bocznej szybie.
PO już teraz, na kampanijnym półmetku, znacznie przekroczyła budzet, ale tak to zwykle jest, że najwięcej wydający wygrywają, a potem martwią sie o PKW.
http://www.autobustuska.pl/wydarzenie/minister-kopacz-na-mazowszu
http://chlapacz.fakt.pl/politycy/odkrywamy-tajemnice-tuskobusa-jeden-dzien-kosztuje/
http://www.wspolczesna.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20110924/REG10/219108495





Komentarze
Pokaż komentarze (5)