Zapewne wszyscy pamiętają udaną próbę samobójczą z dnia 23 grudnia 2009 poprzednika Arabskiego - Dyrektora Kancelarii obecnie urzędujacego Premiera RP Michniewicza. To było wydarzenie tyle bulwersujące, co przemilczane. Zapewne powodem było uczucie; nie ustalono, jakie.
Drugą sprawą była najpierw odważna wypowiedź w mediach generała Skrzypczaka krytyczna wobec osób odpowiedzialnych za fatalne wyposazenie polskich zołnierzy na misjach, w tym ministra Klicha, a potem jego dymisja.
Rzecz trzecia to kilka afer z dziedziny zamówień publicznych wojska. m.in. ze sprzętem komputerowym, z bronią. Stanowiły jeden z podawanych powszechnie powodów rozwiązania WSI: nagminność nieprawidłowości.
***
Jedna z osób pytanych o tło śmierci Michniewicza wypowiedziała ciekawą opinię "Pewnie zabrzmi to głupio, ale przez niego przechodziło wiele tajnych informacji. Może po prostu wiedział o jedną rzecz za dużo".
Generał Skrzypczak nie upierał się przy dymisji sam z siebie; po pamiętnym wywiadzie został postawiony przed ultimatum: dementuje wypowiedź i zostaje albo odchodzi. Wybrał drugie rozwiązanie. Żyje, choć poza wojskiem.
***
Nie istnieje zadna przesłanka za tezą, że Przybył miał atak manii ani tym bardziej, że sfingował próbę samobójczą. Jako pułkownik i to nie komendant jednostki w Pcimiu (z całym szacunkiem rzecz jasna), a prokurator zawodowo stykał się zapewne kilka lat temu również z próbami samobójczymi żołnierzy z ZSW mającymi na celu skrócenie służby. Nie robiłby z siebie celowo niepoważnego człowieka nie mówiąc o samookaleczaniu, narażaniu na trudności z mową czy itp. przy wybranej lokalizacji strzału.
Jeśli przyniósł broń na konferencję, to znaczy, ze miał zaplanowane użycie jej - w innym wypadku po co narazałby życie cywilów.
Jego wypowiedź sprawia wrazenie, jakby zaplanował ją jako bardziej szczegółową i w ostatniej chwili zrezygnował z powiedzenia kilku słów prawdy w formie wprowadzonej przez Skrzypczaka.
Być może po zaplanowanej wypowiedzi zaprogramował się na popełnienie samobójstwa, jednak nie wypowiedziawszy się do końca mógł zezygnować: przystawiwszy lufę cofnąć ją. Jednak broń wypaliła, stąd efekt - nie taki nieznaczny, skoro według wszystkich dokładnie mediów był reanimowany. Inaczej mówiąc był w stanie zagrożenia życia, stracił przytomność i nie odzyskałby jej bez podjętych zabiegów.
Akurat Przybył odpowiadał, zdaje się, za przestępczość zorganizowaną, możliwe zatem, że nie był zdecydowany odnośnie wypowiedzi na temat przestępstw gospodarczych wciąż bezkarnych w wojsku albo - ciekawiej - chciał wyrazić obawę, ze przejęcie wojskowości przez sądy cywilne spowoduje umorzenie zasadnych zarzutów w toczących się sprawach.
Ale mógł również chcieć poinformować opinie publiczną o czymś związanym z tragedią smoleńską. Może pośrednio, może w kontekście służb specjalnych innych krajów; być moze ma jakąś wiedzę odnośnie ich wpływu na tragedię.
Do dziś Arabski nie wyjaśnił, dlaczego (zastąpiwszy Michniewicza na stanowisku) tak, a nie inaczej zaplanował wizytę delegacji prezydenckiej w Smoleńsku. Wiadomo, że Michniewicz rozmawiał z Arabskim w przeddzień swojej śmierci. Z relacji jego innych rozmówców w tamtym dniu wynika, że obawiał sie zwolnienia; o planach samodzielnego podania się do dymisji znajomym nie wspominał.
Samobójstwo Michniewicza wydaje się bardziej enigmatyczne od najbardziej zawikłanych zagadek postkomuny: śmierci Papały, Sekuły, epidemii samobójstw wśród skazanych w sprawie Olewnika czy nawet szyfranta Zielonki. Przybył żyje, trudno jednak wykluczyć, że nie będzie już więcej wystepował publicznie. Zapewne do wojska nie wróci.





Komentarze
Pokaż komentarze (14)