To nie tylko dlatego, że zmęczona tygodniem nie mam siły skupiać sie na polityce - albo inaczej mówiąc: wybrałam emigrację wewnętrzną, jak dwie trzecie populacji Polski sądząc po frekwencji wyborczej - ale faktem jest, że od dłuższego już czasu sporadycznie zamieszczam notki dotyczące tzw. "bieżączki" i praktycznie nie zabieram głosu w sprawie Tragedii Smoleńskiej.
Choć o niej nie piszę, temat tej tragedii jest i pozostanie dla mnie ważny w stopniu właściwym priorytetom - tak jakby dla mnie ta tragedia wydarzała się cały czas równolegle do kontynuacji życia, jakie prowadziłam wcześniej; takiej to jest wagi. Nie zamierzam tłumaczyć, dlaczego tak jest, sądzę, że nie jestem osamotniona w co najmniej pamięci dramatu, który rozegrał się 10 Kwietnia. Jako, że byłam związana osobiście z wieloma spośród osób, które wtedy zginęły - na zasadzie relacji wiążącej każdego Brytyjczyka z Królową czy nawet Amerykanina z Obamą, ale i więcej: chciałam reelekcji Lecha Kaczyńskiego, odpowiadała mi koncepcja takiej właśnie pielgrzymki do Katynia; jakoś wreszcie uwazałam, że wydarza się klamra spinająca dzieje najnowsze, przywracana jest godność; nawet jeśli Lech Kaczyński był w dużym stopniu błyskotliwym sybarytą, to w ciągłości tradycji, z sensem.
Po Tragedii na stronie prezydenta RP umieszczono link do książki "Warto być Polakiem" zawierającej zbiór przesłań Lecha Kaczyńskiego. Okazuje się, że ludzie tam zaglądają; nie mówią głośno o tragedii, zajmują się masą własnych spraw; wielu spośród tych, których znam: wcześniej aktywnych, zbulwersowanych, obecnie ukryło się na wewnętrznej emigracji, bo ... nas przyzwyczajono do pokoju jak Fenicjan, którzy mieli choć smykałkę do interesów..., jak Kreteńczyków, pobitych następnie przez "dzikie", nieznające kultury ludy. Przyzwyczajono nas do rozbrojenia w rozumieniu: likwidacji armii, bo ZSW nie zastapiło wojsko kontraktowe; nie ma ani poborowych, ani zawodowców, polikwidowano bazy szczególnie przy granicy zwanej obecnie Shengen zostawiając nieco jednostek w głebi kraju i bazę Patriotów w ... Bydgoszczy. No to jak, droga pani z pieskiem zrobisz krok w nieskończonosć, skoro zawahałaś się przed kałużą? Jak narodzie wypowiesz wojnę teraz, po latach rozbrojenia, Braciom ze Wschodu, którzy zabili twojego Prezydenta? A cudzysłowów mozna nastawić skolko ugodno, jednak zginęli - cała delegacja - właśnie w tamtym kraju, a potem nastapił cały cykl utrudnień, działań urągających wszystkim znanym regułom prowadzenia śledztw; zaginęły jedne, drugie, trzecie dowody, rodzin nie dopuszczono, wraku nie wydano, trzeba było czekać ponad rok na protokoły sekcyjne i nawet po roku okazało się, że ich zapisy nie wyczerpują tematu.
Zaś wszystkie te uchybienia odbywały się w atmosferze ugrzecznienia ze strony ... polskiej! Tak, jakby wszyscy tu bali się, że ktoś powie: zlekceważyliście nasze władze, no to teraz my odpowiadamy nawet nie wojną, ale choćby kordonem embarga, zamrożeniem importu... tyle jest obec nie metod.
A Polska zachowała się przeciwnie: to, co było blokowane, zostało dopuszczone, skończyły się protesty wobec Nord Streem, ocalałe polskie władze zgodziły się Rosji na absurdalnie wysokie opłaty za gaz zadeklarowane na kolejnych lat prawie 30! No to jak tu się nie wycofać do wewnętrznej emigracji, skoro kraj skompromitowany, tragicznie utracone władze nie pomszczone nawet symbolicznie... i brak widoków na inny scenariusz w najbliższej przyszłości czyli znów mamy tylko trwać aby przetrwać do bliżej nieznanej przyszłości, aby znaleźć okazję do reakcji.
Zareagować nie mamy jak jako jednostki, ale mozemy domagać się prawdy o tragedii swiętym prawem żałobników opłakujących swoich zmarłych. A poszukiwania tej prawdy mogą prowadzić w najbardziej zaskakujące rejony, jeśli wskazują na takie trasy dostępne dowody czy zwykła logika. I dopóki nie dostaniemy do rąk "twardych dowodów", - a to się stanie, bo nie ma nawet najbardziej paranoicznej, przywodzącej na myśl Matrix historii, jakiej nie udałoby się wyjaśnić przy użyciu obecnie dostępnych technik - poszukiwania prawdy mogą prowadzić do przeróżnych konkluzji, ale poszukiwać zaprzestać nie można. Zresztą w końcu składanka wszystkich słów, teorii i strzępków informacji ułoży się w jedyne logiczne wytłumaczenie, które wszystko wiąże i pasuje do całości, wtedy będzie widać, co było niewłaściwymi, zbędnymi artefaktami. Wierzę w potęgę ludzkiego umysłu, gdyby nie jego potencjał, nadal siedzielibyśmy na drzewie.
Natomiast nigdy nie zrozumiem emocji towarzyszących utarczkom, jakie ostatnio dzielą zwolenników "koncepcji FYM-a" i "wyników" ZP Macierewicza. Wierzy ktoś dziś, po ponad półwieczu, że na ksieżycu rzeczywiście ktokolwiek wylądował? W czasach czarno - białej telewizji, komputerów zajmujących kamienicę i wiadomej wojny wietnamskiej. W Tragedi Smoleńskiej rzeczywiście wystąpił jako solista "ruski księżyc", dramatem jest, że w nierealnej scenerii oni zginęli naprawdę.





Komentarze
Pokaż komentarze (31)