W poszukiwaniu próbek poetyckich wysokich lotów udałam się dziś na perygrynację pośród znanych i cenionych zaciszy twórczości poetyckiej. Rychło spostrzegłam, że nie ma Capy. Nie ma go od dawna, brak tropów wiodących do porywaczy, za to bez problemu dostępna jest - szczęście w nieszczęściu - szanowna Zenobia, której znów przyjdzie przerwać milczenie, jak to zwykle bywa. Oddajmy jej głos, moze choć odrobinę wyjaśni tę nieobecność:
Z:- Nie jako Chruszczow
Ani Ejsenhof
wer power, to
tylko brylant, TYLKO
kto chciał
pokonać
upadł qui pro quo
jak Gomułka
Niech żyje nasz Premier!!! Niech żyjeee...
W: - Widzę, że tu w samym środku kompanii pani szanowna, transparent mogę potrzymać, pani weźmie mikrofon, nagra się; i mówi pani co z capą!
Z: - A co tam Zenon, skoro przecież każdy-wie-kto właśnie powiedział, że my czyli ja nie robię kampanii przez cały czas!, w dodatku wiosenną ofensywą się odgrażał, tez coś! No to my z ofensywą zimową jako atak wyprzedzający, a capa siedzi w piwnicy żeby manifesty pisać! Nie wyjdzie póki ze stu nie napisze!
W: - Ale, z całym uszanowaniem, dlaczego zamknięty, a pani szanownej poezje nie lepiej by na transparencie wyszły, szczególnie, że z głodu może sie pomylić zasłabnąwszy i cierpiąc na urojenia i napisać parę korzystnych dla każdy-wie-kogo nawet...
Z: - Żeby to! Gdzie drewno niemalowane?! Bułki ma sześćdziesiąt i butelkę mleka, wiadomo, a skoro jest niewyjściowy, nie to co ja, jakość musi ustąpić ilości, zresztą szkolę go już lat ...ekhemdziesiąt...
- W:- Co proszę?
- Z: - Nie ma co prosić, trza się włączyć, idź z tym transparentem tam na lewo, kto nie skacze..."
Uciekłam. Transparent stoi teraz w pokoju oparty o ścianę - dowód, ze wszystko to, cała nasza rozmowa wydarzyła się naprawdę. Ale wtedy szukałam dalej; zajrzałam do Rolexa licząc, że on na pewno nie zawiedzie poszukiwaczki prawdziwej sztuki. I rzeczywiście, był koncert, było rysowanie, ale poezji tym razem nie znalazłam. I też nie spotkałam twórcy, zapewne siedzi w zaciszu pracując i niebawem nas zaskoczy, ale tekstu odpowiedniego do kącika kulturalnego nie udało mi sie od niego wyciągnąć.
Nie odpuściłam i zajrzałam do rosemanna, którego wcale nie ma już tak bardzo długo - stwierdzam, że dalej jak nie było, tak nie ma - więc nie mogłam go poprosić o wierszowany utwór stosowny do okoliczności. Warto zauważyć, że już prawie tysiąc był - tysiąc notek! Zabrakło kilku dosłownie do okrągłej liczby, za to u Hiu Granta na samej górze widnieje ponadczasowy wiersz, niestety jest on już popularny i sławny, więc do przedruku nie nadaje się, zwłaszcza, że bez zgody autora jakoś nieładnie.
Potem tułałam się to tu, to ówdzie, zajrzałam do Księżycowego Kochanka - polecam! - potem na stronę znanej blogerki z Krakowa aby uczynić klamrę wiedząc, jak związany z nią - chcę wierzyć, że platonicznie - jest capa, którego jest muzą, gdy małżonka mentorem.
Poetyckie uczty, jednak bez możliwości przekazania przedmiotów wzruszeń Czytelnikom ... nie ma ich Autorów, gdzieś zaginęli zapewne przy piórze, w znoju zakraplając słowy spiżowemi ryzy tabularaz.
W zwiazku z tym uznałam, że nikt nie będzie miał za złe, jeśli zamieszczę kilka własnych strofek. Przecież próbowałam... oczywiste, że ze skromności.
Ale niestety - z poszukiwawczego rozpędu - zamiast zaprzestać poszukiwań, zajrzałam na stronę po.org. i ... drodzy państwo, do tego już nic nie można dodać! Chapau bas.
http://platforma.org/pl/artykul/platforma/polska/100-dni-rzadu-po-psl/





Komentarze
Pokaż komentarze (2)