Program Igora Janke i Roberta Kozaka z udziałem Antoniego Macierewicza obejrzałam już po pierwotnej emisji, za to jako jedna z pierwszych czytelników notki od redakcji promującej odcinek. Wcześniej nawet Grzegorz Schetyna nie skłonił mnie do przesłuchania całości programu, co mówić o wcześniejszych gościach - przyznam, że zniechęcała mnie męcząca jakość znana z oglądanych wcześniej fragmentów audycji. Zresztą i dziś przerw było co najmniej kilkanaście, i to ze "zjadaniem" po kilka słów naraz, a pod koniec odtwarzania audycja "zawiesiła się" - raz, ale nie powinna wcale, szczególnie, że oprócz mnie oglądała ją jednoczasowo - jak wynikało z "rozpiski" statystyk na stronie popler.tv - tylko jedna (sic!) osoba.
Poza tym co to za ciuszki są, te czerwone bluzki z nazwiskami? Czy akurat tak po to, aby utrwalać za wszelką cenę w pamięci widza tytuł programu albo nazwiska prowadzących ("spontaniczna" interpretacja tezy o konieczności wyrabiania sobie nazwiska)? Zapewne koncepcja graficzna kosztuje, ale inwestor już jest - chyba warto wysupłać jakieś fundusze nie tylko na koncepcję marki, ale i na czołówkę; we mnie wzbudziła rozpacz, jakiś taki niepokój i wizję wizyty u dentysty razem wzięte. Trochę klimatu komiksu ze znanym "bang!" i jeszcze bardziej znanym "dymkiem" (widoczek bomby z lontem, pięści, gwiazdek itd w chmurce), nie wiadomo w jakim celu skomponowane ujęcia podkreślające (zamiast niwelować) dość sporą różnicę wzrostu prowadzących - i owszem, prawie jak z Dzikiego Zachodu pomieszanego z "Golden Eye" Bonda, koncepcja sama w sobie nawet całkiem niezła niestety jej interpretacja właśnie udała się prawie: plecami do siebie, brak tylko poprawiania pistoletem opadającego ronda kowbojskiego kapelusza... ale tu nie kurtki z frędzlami, tylko, jak wspomniałam, czerwone koszulki z białymi napisami - każda odpowiednio podpisana "godnością" noszącego ją pana - przecież ani członka akademickiej drużyny baseballowej, ani Pioniera z ZSRR - a może te nazwiska z niewiary, że jakikolwiek widz wie, kto zacz są owi prowadzący; gdyby to było własnie tak, dylemat należałoby uznać za zupełnie nieznany dziennikarzom z różnych "Forum" czy "Teraz MY".
Tak przygotowani i zapowiedziani panowie wzięli dziś pod swą pieczę Antoniego Macierewicza. A ów okazał sie zaskakująco niezwykle mądrym panem; co nie powiedział, brzmiało świetnie - szczególnie na tle Kozaka plotącego zwyczajnie famazony i Janke początkowo nieco sceptycznego, a nastepnie silącego się na dziwny obiektywizm.
Każda uwaga co do prowadzenia programu wypowiedziana przez Macierewicza była słuszna. Przypuszczam, że omawiany odcinek był jednym z najgorszych - zawsze bywają gorsze i lepsze przecież - i nie zamierzam wnikać w powody takiego rezultatu, czy byłby to brak przygotowania, czy sprzeczka gościa z prowadzącymi przed audycją czy cokolwiek innego. Patrząc na Macierewicza i słuchając go "w całości" nie mogłam oprzeć się skojarzeniu z postawą kogoś znanego mi osobiście, której źródło znam. Najkrócej mówiąc, lata obcowania z ludźmi, którymi tylko z ogromną trudnoscią daje się czasami cokolwiek wytłumaczyć, bo rozumieją wciąż opacznie i w dodatku słuchać nie chcą. Cena za te lata to ogromne znużenie; opanowanie i miły uśmiech tak bardzo "na siłę", że aż zniechęca przypadkowego bystrego słuchacza, który rachunkiem prawdopodobieństwa czasem musi się pojawiać. Co więcej, taka postawa częściowo wyklucza umiejętność słuchania w wykonaniu osoby ją prezentującej.
Ale merytorycznie minister Macierewicz powiedział sporo rzeczy ciekawych i nic, z tego, co mówił, nie było bzdurą. Rozprawił się między innymi finalnie ze ściętymi czubkami brzóz, wypowiedział na temat skwapliwości decyzji strony polskiej o oddaniu śledztwa Rosjanom, zaznaczył, że do dziś polskie MSZ nie wystosowało prośby o oddanie wraka samolotu jednocześnie dowodząc, że nawet dziś szczątki mają wartość dowodową. Rozgraniczał pojęcia zamachu i świadomego działania na szkodę optując "na dziś" przy szerszym pojęciu, nie negując jednak - nawet pośrednio, co warto podkreślić - znanych mu przecież rezultatów śledztwa blogerów. Warto przesłuchać program wyłapując to, co konkretnie powiedział. A skoro udało mu się powiedzieć, prowadzenie nie mogło być aż tak fatalne. Natomiast oprawa doczeka się zapewne podrasowania, oby jak najszybciej.





Komentarze
Pokaż komentarze (13)