Po 11 września ludzie nie chcą pamiętać o dramatach. Nie tylko w USA, również w innych krajach cywilizacji zachodniej, bo wszystkie je dotknęła tragedia początkowo powodując oburzenie, wspołczucie, wolę odwetu, ale potem niechęć i uczucie oszukania przez własne władze. To, co z zamachem na WTC zrobiły władze nie tylko USA, ale również innych krajów cywilizacji zachodniej - włączając w patologię działań Guantanamo, tortury w krajach Europy, niesubordynację żołnierzy znęcacych się nad pojmanymi podczas przesłuchań - podważyło zaufanie nie tylko do rządzących, ale do całego systemu władzy pośrednio sprawiając, że obywatele odwrócili uwagę od spraw publicznych skupiając ją na własnych sprawach: osobistych i środowiska, które widać i ktore daje się zdefiniować bez odwoływania się do autorytetów. Próby zemsty Białego Domu na sprawcach poprzez inwazję na Irak, niepewne tłumaczenia się Georga Busha, dlaczego mianowicie zataił w chwili inwazji wiedzę o braku głowic nuklearnych na jego terenie obniżyły nie tylko jego popularność, ale i wiarygodność władzy jako takiej i chęć angażowania się w sprawy państwowe.
Szczególnie, że w tamtym czasie - bezposrednio po zamachu - według FBI albo było sie entuzjastą władzy, albo sprzyjało się terrorystom. Nie było postawy pośredniej, życie stało się niewygodne. Obywatele, przywykli wcześniej do swobód i komfortu musieli poczuć się tak, jakby Ameryka przeniosła się o pół wieku wstecz do czasów "polowania na komunistów" - epoki Zimnej Wojny - w dodatku nie mając teraz rzeczywistego potwora w postaci realnej Rosji bolszewickiej, co do której charakteru przynajmniej niegdyś zaden Amerykanin nie miał wątpliwości.
Tragedia naszego tupolewa jest osadzona wśród oparów absurdu dla widzów nie tylko polskich, ale zapewne dowolnych, z dowolnego kraju; moze w szczególnosci z USA, skoro oni znają podobną paranoję, to jest utrzymywanie opinii poblicznej w dziwnym przekonaniu, ktore rwie się stopniowo jak atrapa ukazująca rzeczywisty obraz mimo braku chęci patrzących, aby go oglądać. Każdy dorosły człowiek zdaje sobie przecież sprawę z istnienia satelitów fotografujących całą ziemię całą dobę i wie, że nie potrzeba nawet fragmentu wraku aby stwierdzić, czy na danym terenie doszło do choćby wybuchu nie mówiąc o lokalizacjach poszczególnych statków powietrznych na danym terenie w danej chwili. Nie było potrzeba rzesz wywiadowców aby stwierdzić, że jest planowany nalot na WTC; nie tylko satelity, ale radary wpuściły w amerykańską przestrzeń powietrzną niezidentyfikowane obiekty latające - takie UFO, które nota bene pierwotnie zaobserwowano w USA właśnie jako fantastyczne określenie wypuszczanych podobno przez NASA samolotów bezzałogowych - które najspokojniej przekroczyły granicę i wleciały w głąb Nowego Yorku.
Jednak mimo wszystko nie wierzę, że George B. zainicjował atak na WTC, bo USA charakteryzowały się prawie zawsze zachowywaniem jakichś tam, nawet choćby częściowo iluzorycznych granic przyzwoitości. Być może powodem takiego stanu rzeczy jest tzw. inna mentalność czyli szacunek wobec czwartej wladzy, która dowiodła, że prędzej, czy pózniej każdy moze spodziewać się publikacji kompromitujących go materialów na zasadzie wolnosci wolnego rynku obiegu informacji, niemniej w Ameryce to rzeczywiście musieli być terroryści. Przeciwnie zapewne stało się ze zdarzeniem smoleńskim, potwierdza taką interpretację historia działań służb, wywiadów korpusu USA i USSR prawie bliźniaczych, a jednak nie tylko ja upierałabym się, ze z zachowaniem rożnicy, choć przecież nie chciałabym wyjść na naiwną apologetkę "harcerzyków" z Armii Zbawienia historycznie skażoną niechęcią do Bolszewików. Różnice obiektywne: sumaryczna ilość zabitych z premedytacją własnych obywateli, skala wolności głoszenia poglądów, poszanowanie prawa do własności prywatnej... choćby te trzy już dowodzą, że nie jest identycznie w obu krajach obecnie wciąż jeszcze uznawanych za głównych rozgrywających.
Rosjanie skrupułów mieć by nie musieli, u nich do dziś władza nie ma problemu z prasą czy szerzej osrodkami medialnymi, władza posiada zasoby i kontroluje własnosc prywatną. Tymczasem akurat w Rosji zainteresowanie polską tragedią było ogromne, może dlatego, że nie mogąc bez narazenia się władzy pisać o własnych sprawach wewnętrznych, podjęli temat aby choć pośrednio zaprotestować przeciwko Kremlowi. Niestety wobec obojętności reszty świata wynikającej z potraktowania tragedii smoleńskiej w kategoriach analogii do WTC i wobec głupoty części Polaków - nie rozumiejących, że analogia jest żadna wobec rodzaju kraju - sprawcy, a jednocześnie cieszących się, że skoro "inni" milczą, to uda się nadal udawać, że tragedia nie była zamachem, więc przejsc nad nią do porządku dziennego - wynika efekt w postaci odizolowania tych Rosjan w ich twierdzeniu, że sprawcą są rządzący. Z drugiej strony Polacy zajmując się emigracją wewnętrzną przyjaźnie odnoszą się do przeróżnych oficjeli, którzy swoimi raportami tak naprawdę starali się wybronić odmawiając sprawstwa zamachu. Polska bynajmniej nie ściga rosyjskich żołnierzy wsadzając ich do więzień i torturując aby ujawnili dokładne dane sprawców, nie szuka - to na pewno!!! - siatki szpiegowskiej, polskie służby nie tropią zdrajców w szeregach polskich służb pracujących dla Rosjan ani nie kontrolują rosyjskich przyjezdnych.
Wczoraj podczas spotkania świątecznego w kościele parafialnym proboszcz wspomniał o Krucjacie Królowej Polski: ma polegać na trzykrotnym odmawianiu "Zdrowaś Maryjo" z wtrąconym pomiędzy "Módl się za nami, Krolowo Polski". Stwierdził - zapewne w szerszym kontekście - że w tej modlitwie jest chyba jedyna szansa dla Polski na dziś. Zapewne miał rację.





Komentarze
Pokaż komentarze