Nie chodzi mi tu o Federację nieważne, czy skojarzoną z epopeją kosmiczną Star Wars, czy konglomeratem byłych republik naszych "braci" ze Wschodu, tylko o nadzwyczajne wydarzenie sportowe, to jest Mistrzostwa Europy w piłce nożnej.
Na początek - przed pewnie szesciu laty - te emocje, ze oto udało się: zostaliśmy organizatorami wraz z drogą nam Ukrainą! Zaraz potem - mimo, że w najwcześniejszej fazie przygotowań - impreza dołączyła do przykładów niewydolności, indolencji czy jak tam PiS; potem PO nie udowodniła, że potrafi przygotowywać EURO lepiej od poprzedników czy nawet jakkolwiek: przetargi wygrały firmy, które nie zamierzały realizować warunków umów, nastepnie władze zwlekały z prawnym postępowaniem unieważniającym, potem kolejne przetargi... ciągle nie złączyły się odcinki autostrad, stadiony są w fazie przygotowań na 2 tygodnie przed meczem inauguracyjnym. Tylko baza hotelowa zdaje się być gotowa, ale w końcu na miejsca rozgrywek wybrano duże miasta, atrakcyjne dla turystów, więc i dla hotelarzy.
Zresztą zdaje się, że już w czerwcu 2011 Rząd zrozumiał, że nie wyrobi się na EURO z infrastrukturą; przyjął wtedy nowy program budowy dróg krajowych niezależny od kalendarza przygotowań do Mistrzostw Europy (przewiduje on m.in., że w 2015 sieć autostrad w Polsce będzie miała ok. 1500 km i mniej więcej tyle samo będzie dróg ekspresowych) - może marzył, ze EURO się nie odbędzie? Dopiero 30 marca 2012 władze pogodziły się z rzeczywistoscią i Sejm uchwalił ustawę autorstwa Ministerstwa Transportu zezwalającą na użytkowanie nieukończonych tras pod warunkiem, ze spełnią wymogi bezpieczeństwa: teraz dla kierowców pospiesznie przygotowywane są "przejezdne" drogi w fazie budowy.

Infrastruktura w 2041r. zgodnie z ustawą z 2011r.
Zapewne znów - jak z okazji europejskiej prezydencji - okaże się, ze na promocję imprezy i oprawę "artystyczną" obecne władze naszego biednego kraju wydadzą więcej, niż wcześniejsi organizatorzy. Przypomnijmy: Szwecja w roku 2009 - 42 mln euro, Belgia w 2010 r. - 77 mln euro, Węgry w 2011 r. - 80 mln euro, Polska w 2011 r. - 115 mln euro według organizacji Open Europe (za: http://www.sejm.gov.pl/Sejm7.nsf/wypowiedz.xsp?posiedzenie=5&dzien=2&wyp=075), nie licząc różnych kosztów typu marka, film promocyjny, bączki 80zł za sztukę, które nie chciały się kręcić.
Obecne maskotki przedstawiające Bolka i Lolka we fryzurach, które okazały się niemodne już w ubiegłym sezonie - uczesali się podobnie tylko Polacy - są wykonane na tyle solidnie, że nie uda się naprędce oddzielić Ukrainy od Rzeczy Pospolitej POlskiej.
Ale przecież nikomu na tym naprawdę nie zależało i nie zależy, bo pomijając nawet wcześniejsze kłopoty naszych władz z przygotowaniami skłaniające właśnie do wysłania całości tłumu zawodników i kibiców do Sąsiada (niestety Sąsiad miał kłopoty większe, które przeciwnie zapewne utwierdziły UEFA w koncepcji wspólnej organizacji Mistrzostw przez nasze oba kraje), żaden kraj Europy nie będzie wywalał obecnie, w czasie kryzysu, milionów euro na imprezę sportową.
Polskie władze dowiodły, ze nie jest dla nich priorytetem dobrobyt podatnika choćby deklarując pomoc finansową Grecji, ale jednak zależy im na dobrej opinii kraju (nawet jeśli pośrednio, bo nim zarządzają) w Europie. Bojkot Mistrzostw na Ukrainie przeniesie ciężar organizacji ruchu, aprowizacji itp. na Polskę i ... wyda się, co jest niegotowe chyba, że większość zagranicznych gości nie odróżnia obu krajów, więc potencjalni odwiedzajacy nie wybiorą się wcale aby oglądać mecze, skoro Janukowycz źle traktuje Tymoszenko.
Ale na to chyba trudno liczyć na dwa tygodnie przed początkiem Mistrzostw, kiedy bilety są już dawno wysprzedane. Czyli bojkot Ukrainy oznacza blask jupiterów dla Polski z jej drogami w budowie, acz bezpiecznymi i prawie gotowymi stadionami; również dla polskich władz, w tym Donalda Tuska - Pierwszego Kibica RP.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)