W całym tym bałaganie związanym z upublicznieniem decyzji o zawieszeniu czy tam zakończeniu działań śledczych w sprawie tragedii smoleńskiej być moze już niebawem zwanej obowiązkowo katastrofą najdziwniejsze jest nie to, że panowie autorzy decyzji sądza, iż dwa lata to w sam raz na taki finał ani bynajmniej to, że masa niewyjasnionych kwestii nie spędzi snu z powiek Prokuraturze Krajowej z najznamienitszym jej przedstawicielem - Seremetem.
Owszem, szokująca jest wiara autorów, że taka wolta cokolwiek zmieni w życiu moze nielicznych, a moze przeciwnie obywateli oczekujacych wreszcie rzetelnego wyjaśnienia "zdarzeń" z 10 kwietnia.
A oni w to wierzą. Wymyślili sprawcę, przebieg i brak zamachu; zaniedbania i koncepcję samokrytyki, jaką wygłosi wytypowany winowajca. Na drobnych karteczkach wypisali może nawet gradację premii za śledztwo; księgowa na razie nie wypłaci, ale już zerka na comiesięczne dochody Prokuratury aby znaleźć właściwy moment.
Szef generalny może w cichości swej sypialni rozważa nocą bezsenną, jakie to zaszczyty spotkają go w niedalekiej przyszłości, jakie wstęgi przetnie, do których kół gospodyń przyjdzie mu zjechac w wizytą gospodarską w ramach pokłosia po trudzie i znoju śledczym.
Strój ludowy nieźle leży, dożynki za pasem. Ale poczekamy do kolejnej wiosny; tyle wiosen, ile będzie trzeba.
Dożyjemy? Ależ na pewno!


Komentarze
Pokaż komentarze