No, mili moi, trudno – przyszedł czas, by sobie uświadomić, że nie jesteśmy opuszczoną przez jakiegoś fałszywego proroka sektą. Że w tupolewie nie zginęła „cała prawa strona” i wszelkie wartości z nią się wiążące. Jeśli prawdą jest, że „nie zginęła, póki my żyjemy”, to uznajmy, że do Katynia nie lecieli żadni uzurpatorzy, magicy od medialnego sterowania sumieniami i umysłami, ale że zginęła tam nasza najlepsza reprezentacja. Wierzę głęboko, że tworzy się właśnie reprezentacja nowa, wywodzącą się właśnie wprost z ducha i symboli związanych z tą lawetą armatnią, którą każdy z nas dziś widział.
-
Objęcie – na ile stać każdego z nas - wszelaką możliwą ochroną, modlitwą i życzliwością rodzin i bliskich wszystkich zmarłych w tej katastrofie.
-
Zachowanie, pielęgnowanie i propagowanie pamięci o nich.
-
Jeśli trzeba – bezwzględna walka o ich honor i o prawdę.
-
O prawdę walka raz jeszcze – konsekwentne odrzucenie medialnego kłamstwa.
-
Milczenie: poniechanie jałowej ewangelizacji politycznej (może stać w sprzeczności z pkt 3.).
-
Trzeźwe, otwarte oczy na prowokacje głupoty, na słowa bez pokrycia, na wywijanie cepem (szczególnie takim ustrojonym w biało-czerwoną wstążkę).
-
Współpraca, współdziałanie; roz-budowa społeczności. Wspieranie się.
-
Szacunek w kręgu nas samych: w kręgu rodziny, narodu, języka, kraju, wiary, państwa – w takiej, a nie innej kolejności..
-
Konsekwencja postaw; brak zbędnej bojaźni.
-
Propaństwowość obywatelska.
Na początek tyle, chyba, że coś dodacie.
A jak za dużo naraz, to można sobie wybrać dwa-trzy punkty i od tego zacząć.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)