Przemyślałem sprawę i do takiego właśnie, zawartego w tytule, wniosku doszedłem. Już się wyłuszczam: jeśli z jakiegoś powiatowego szpitala wyrzucą palacza centralnego ogrzewania. Bo palił i grzał na okrągło. I okaże się, że cztery lata wcześniej palacz ten sprzedał szczeniaka pekińczyka na bazarze w mieście wojewódzkim. I kupił go (tego szczeniaka) szwagier posła PiS... to zaraz spotkamy się z dziennikarskim śledztwem: „PiS, a palacz recydywista – bestialski i pokątny handel zwierzętami!”.
Jeśli w Mlecku Górnym zacznie padać deszcz, a miejscowy członek PiS-u mruknie pod nosem: „Cóż za cholerna pogoda” i rzecz przeniknie do mediów, to z miejsca poseł trafi na czołówkę gazety ogólnopolskiej: „Moralność PiS-u: Rano kościół, po południu bluzgi”. Zbierze się zaraz w TVN gremium nad tym przypadkiem: językoznawcy się wypowiedzą i kobiety, etycy i estetycy, a nawet astmatycy i ci od chorób zakaźnych. Że chamstwo i brutalizacja dyskursu.
Jeżeli zdarzy się tak, że powiatowemu działaczowi PiS-u zabraknie na trasie paliwa i zatelefonuje do radio-taxi o przywiezienie baniaka z pięcioma litrami, to może być pewny, że razem z benzyną przyjedzie reporter przepytując działacza do mikrofonu: „A nie wiedział pan po co jest ta lampka, która się świeciła?”. W świat zaś pójdzie następnego ranka wiadomość: „PiS znowu zagraża na polskich drogach – ignorują światła”.
Scenariuszy takich napisać mogę mnóstwo – chodzi o to, że przez najbliższe tygodnie takimi właśnie doniesieniami będziemy zasypywani od rana do nocy. Dlatego obecnie bycie członkiem PiS-u to wyzwanie wyłącznie dla nieskalanych od poczęcia.
Stąd też wyrażam satysfakcję z tego, że nie mam partyjnej legitymacji, bo święty i nieskazitelny nie jestem, wyrywny nawet dość mocno i jestem pewien, że PiS-owi (na którą to partię później i na Jarosława teraz będę głosował) w jej szeregach bym zaszkodził, jakby mnie tak podejrzeli i wzięli na spytki. Choćby tą moją emigracją ergo zdradą ojczyzny. A ponadto kiedyś, w 1995 roku, jak byłem na grzybach w lasach pod Piłą, to..., ale to inna historia.
Czas narracji dziennikarskich przed nami, ciekawe, czy coś przebije palacza z pekińczykiem, światła, baniaki i cholerne deszcze...


Komentarze
Pokaż komentarze (26)