Spotykam Irlandusa takiego jednego. - Co tam? - zagaja on, a ja wzruszam ramionami, bo co tam... A wiadomo, że pyta o ten samolot, bo sobie rozmawialiśmy z 10 dni temu. - Nic nowego – mówię, a on na to (a córka 4-letni szczaw go ciągnie gdzieś tam): - Ja tę waszą historię rozumiem, naprawdę, wczuwam się. I tu się zaciekawiłem.
A on mi na to, że trudno, żyć trzeba i że kiedy zastrzelili JFK, to cała Ameryka, a już na pewno cała Irlandia (wiesz, ja jestem z Wexford!) stała za Rodziną.
- Stała, stała, płakała i gadała, a do dziś nie wiadomo, kto go zastrzelił...
- No przecież była komisja Warrena... (a córka 4-letni szczaw go ciągnie gdzieś tam).
- No i co ustaliła? Masz pewność, macie wy... wszyscy tam, w tym choćby Wexford , pewność, że LHO zastrzelił go sam z siebie?
- Takiej pewności nigdy nie będzie już, ale ja was rozumiem. Tak trzeba...!
- Jak trzeba? Co chłopie rozumiesz?!
- No trzeba, wierząc albo nie wierząc w śledztwo, no bo chyba macie tam jakąś taką komisję Warrena...
- ...warana chyba..., z Komodo...
- ...no śledztwo śledztwem, ale ludzie powinni dać im w rodzinie poczuć, jak rodzinie JFK, że Ameryka jest z nimi. Znaczy ta wasza Polska. Że jest.
(a córka 4-letni szczaw go ciągnie gdzieś tam).
- No, dajemy im poczuć, dajemy...
- Bo będzie kandydował ten brat, tak wyczytałem...?
- Będzie, będzie..., ale wy jak dzieci wciąż jednak jesteście, nic życia tu jeszcze nie znacie!
(a córka 4-letni szczaw go ciągnie gdzieś tam).


Komentarze
Pokaż komentarze (3)