Kolega Sławek, gdzieś tak w czwartej klasie zaciągnął mnie po lekcjach do kąta, poszperał w torbie, wyciągnął coś i szepnął: - Wiesz co to jest?! - No, nie wiem, szmata jakaś. - Jaka szmata, sam zobacz... - i rozwinął to zawiniątko. - Majty... - ucieszyłem się, bo rozpoznałem. - No. Babskie, znalazłem w szatni...
- No i co z tego?
- A ty wyobrażasz sobie, co w tych majtkach było?
- Goła baba?
- Pewnie, że goła baba. W ogóle cię to nie bierze?
- Ale co?
- No majtki babskie...
- Nie bierze.
- A wiesz, co jeszcze w tych majtkach może być?
- Goła baba?
- Mówię ci, będzie jeszcze...
Podniecał się istniejącą może i gdzieś gołą babą tak, że następnego dnia do szkoły nie przyszedł. A właśnie była klasówka z matematyki!



Komentarze
Pokaż komentarze (7)