Milszą byłaby mi Polska z prezydentem Kaczyńskim. Żeby to mogło się stać potrzeba dwóch rzeczy: tego, by "ruszyła sie wieś" i tego, by jasno swoje stanowisko - bez jąkania się - wyraził Kościół. Oba te fantazmaty życzeniowe wydają się pochodzić z gatunku fikcji; ale czyż świat, w którym żyjecie w Polsce (i w którym też i ja żyję) nie jest fikcją?!
Wieś nie jest domeną Pawlaka Waldemara i PSL-u, bo gdyby była, to wspomniany wicepremier mógłby sie pochwalić nieco innym wynikiem. Na moje oko chłopi (rolnicy i farmerzy :) występują nadzwyczaj solidarnie pod świętym Krusem zaraz potem martwiąc się o losy swoich latorośli chętnych do kariery w mieście. Na głosy "wypuszczonych w miasto" młodych poczekać przyjdzie ze 30 lat; bo "kto tam dzisiaj trzyma świnie albo sieje wczesną wiosną" - powiedzą starym. I zagłosują, jak ich miejscy koledzy, na Komorowskiego. Albo zleją sprawę. Chyba, że mają Boga w sercu i charakter.
Inna rzecz - ich rodzice. W tę stronę sam Jarosław powinien się bezpośrednio zwrócić o wsparcie.
Kościół. Powinien jasno się określić, jeśli nie jest tak, że po prostu wygodnie jest w rzekomo apolitycznych piernatach. Wiem wiem, do czego namawiam. Właśnie do tego! Do tego, by hierarchia dostrzegła, że jest rozgrywanym skoczkiem na szachownicy i że byle Jurek Orkiestra może zawładnąć sumieniami i duszami tysięcy młodych ludzi, do strzeżenia których Kościół został powołany.
Jeśli polityka zakazuje Kościołowi udziału w życiu politycznym, to czyż przyjęcie tego stanowiska nie jest czynną akceptacją reguł polityki?


Komentarze
Pokaż komentarze (9)