- No, ale jak z twoim językiem? - zainteresował się znajomy dziennikarz z Polski, którego spotkałem w Manchesterze przy okazji meczu Kolejorza z City. Spojrzałem nań łypnięciem „ale-oso-chodzi?”, a on wyłuszczył, że podejrzewa, że przez tyle lat poza Polską, to musiały mi się chyba frazeologizmy zatrzeć, źródłosłów zamulić i w ogóle: ju noł men...
Zbaranienie wynikające z takiego postawienia sprawy zatkało mnie, a on pokiwał głową i rzekł, że o to właśnie mu chodzi. I dodał jak usmarkanemu dziecku, że polski język ewoluuje, jest tworem żywym, jednym słowem ja – czytający zapewne na swojej latarni wyłącznie Biblię w przekładzie Wujka i Pana Tadeusza - jestem gościem z mikrofalówki.
No to wreszcie mu powiedziałem, że co on mi tu pierdzieli, czy ja mam jakiś dziwny akcent, czy on nie może się ze mną dogadać, czy coś może innego, a on wyznał, że wszystko z pozoru jest ok, ale wyczuł, że mam zamiar zapytać, czy on nie ma w Polsce dla mnie jakiej roboty. Tak to sobie wykombinował i jestem pod wielkim wrażeniem tej kombinacji: człowiek po pięciu latach anachronizuje swój język i jednocześnie marzy o robocie w Polsce, ale niestety oderwanie od żywego nurtu uniemożliwia mu aplikację do polskich mediów.
Jednak po przemyśleniu sprawy przyznałem mu rację. Przecież język ludzi i język mediów w roku 2005-tym (kiedy to kupiłem łan-łej-tiket na aerlingusa z Berlina) był rzeczywiście zupełnie inny niż dzisiaj. O patroszeniach i dorżnięciach w ogóle mowy być nie mogło. Co najwyżej Stefan Niesiołowski i Radosław Sikorski pluli z zaangażowaniem, ale amatorsko, na Platformę Obywatelską. Kampania buraczana dopiero ruszała.
Za parę dni będę ponownie w Polsce i ponownie do tej wizyty szykuję się jak na jakąś przygodę. Emigracja – nawet taka gastarbeiterska jak moja – niesie ze sobą nieco inne postrzeganie Polski. Zapewne w dyskusjach, które przyjdzie mi odbyć padnie argument: „ale co ty tam możesz wiedzieć, ty nie czujesz jak tu rzeczywiście jest”. Dziś cieszę się, że nie czuję tego, jak rzeczywiście w Polsce jest.
Bo jest, ju noł men, tak na moje oko: duszno i straszno.


Komentarze
Pokaż komentarze (59)