Noc spędziłem na pijackich dysputach z moim landlordem czyli właścicielem chaty, w której mieszkam, bo znowu uciekł z domu. Ucieka do mnie raz na jakieś dwa miesiące, co zresztą nie dziwota, bo we własnej chacie ma rozwiedzioną żonę i trójkę wychowywanych bez ojca swoich własnych małoletnich dzieci.
Oczywiście zarówno rozwód jak i samotne dzieci są fikcją i figurą retoryczną, ale figura ta skutkuje konkretnymi zasiłkami i benefitami. Płaconymi co tydzień w tęczowej walucie przez Celtyckiego Tajgera samotnym matkom z dziećmi. Stąd tyle w Irlandii rozwodów i formalnych półsierot.
Oczywiście Celtycki Tajger czyli rząd premiera Biffo wie doskonale jak się sprawy mają, bo durny nie jest, no ale: „jest jak jest, żyć trzeba” i się specjalnie nie przypierdziela, bo sam z całym tym majdanem siedzi na garnuszku różnych potęg gospodarczych, różnych zielonych wysp (w tym Polski), co to nie mają kryzysu i wspomagają. Z tego miejsca niniejszym dziękuję. No to jak Celtyckiego Tajgera wspomagają, to Tajger ma skąpić fikcyjnym rozwodnikom?! Nieludzkie by było, przyznajmy sami. Dają żyć, nie ma co!
Zeszło podczas tej rozmowy na WOŚP i wyłuszczyłem mu o co chodzi, a on pochwalił, że bardzo ładnie, ale dodał, że on sam wspomaga irlandzkie WOŚP podczas każdego pobytu w każdym pubie. - Jakże to? - postawiłem pytanie, a Mark odrzekł, że przecież musiałem widzieć w dowolnej knajpie czy nawet sklepie kolonialnym takie skarbonki stojące na barze. - Wiesz, fundacja świętego Patryka, czy tam szpital św. Floriana, masz to na każdym kroku...”.
Rzeczywiście. Nie wiem jak to działa i jak jest rozliczane, ale w każdym pubie w Irlandii (a jest ich 16 milionów) stoi na barze przytwierdzona skarbonka. Albo nawet dwie. Gdzieś nawet przyfilowałem taką z napisem: „Datki dla emerytowanych bokserów ze szkoły Franka Jakiegośtam”.
Przed chwilą poszedłem sobie po marlboro light do Salmonsa, mojego „local pubu” (i obejrzałem przy okazji starcie MU z Liverpoolem, ech ten Kuyt...). Na barze, jak i codziennie, stało chyba z sześć różnych skarbonek na łańcuszkach i raz po raz ktoś tam od niechcenia wrzucał klepiaki z reszty. Przede mną stała zaś piękna skarboneczka z ręcznie wymalowanym napisem: „Salmon's Senior Citzens”. Wrzuciłem euraka.
Ja nie mówię, że to lepsze, czy coś. Ale takie... sympatyczniejsze na moje oko.


Komentarze
Pokaż komentarze (14)