Kraj, który wyprodukował zegar z kukułką oraz papieskich halabardników ma walutę, którą ukochało 700-800 tysięcy Polaków. Jeśli taki Polak ma czteroosobową rodzinę, to jasnym się staje, że informacją: „cztery zeta za franka” fascynuje się jakieś 3 miliony Polaków. Wyjdź na ulicę i spójrz: co 13-ty napotkany dwunóg nosi wypalone żelazem znamię niewolnika.
Emocjonalne erupcje entuzjastów franka (domy, mieszkania, samochody) zdają się jednak bardzo ekskluzywnymi wobec rzesz Polaków, którzy byli uprzejmi wziąć np. kredyt gotówkowy „na dowód” na wakacje czy też na urządzenie świąt. To drugi level, że tak się wyrażę. Ilu ich jest nieboraków parzystokopytnych, nie zliczysz.
Podstawę tej piramidy tworzą najmniej już radośni właściciele zobowiązań Providenta i pokrewnych instytucji charytatywnych. Tu pożyczkobiorcom nie chodziło już o auta, plazmy nad kominkiem czy wylot do Egiptu, ale zwyczajnie wystąpił syndrom wilka schwytanego w potrzask. Nogę trzeba sobie odgryźć, by w łeb kołkiem żelaznym nie dostać, proste.
I tak to się kręci. Polska publika żołądki ma dziesięcioleciami skurczone, a i mózgowie wyglansowane więc fascynuje się wydarzeniami w Londynie oraz tym, że rząd pochylił się z troską nad tą szwajcarską kiszką i zezwala na kupowanie w kantorach franków i przynoszenie ich w zębach do banku. Proszę mnie poprawić, jeśli źle zrozumiałem pohukiwania rządowych cajmerów. I uznają, że jest ok.
Oczywiście wspomniane rządowe kopytniaki nie widząc związku niczego z niczym zderzają żałosną kryzysową kichę z wydarzeniami w Londynie (jedną ręką trzymając opadające portki, a drugą gestykulując o janosikowym albo o kryzysie w Ameryce), testują gładź szpachlową kopytniackich mózgów zgromadzonych przed wspomnianymi plazmami nad kominkiem.
I co? I nic! Bardzo dobrze.
Minister Sikorski Radosław zna adres: niechże napisze jakiś list do papieża, niech papież fuknie tam na gwardzistów szwajcarskich. Polska nie ma armii, ale Szwajcaria jeszcze bardziej armii nie ma. Może się wystraszą i ulgę przyniosą. Tak czy siak – będzie o czym gadać przez dwa tygodnie. Bo telewizja to potęga:
W telewizji czterej znawcy od nawozów i od świata/ orzekają, co się zdarzy w Gwatemali za trzy lata:/ masy pracujące stracą gdy realna płaca spadnie; Gwatemala nie dostrzega iż elita władzy kradnie.
W telewizji pokazali wczoraj kości chudych dzieci/ zastrzelonych pod Nairobi: pokazali świeże groby.
Świeże groby zawsze wzruszą niezależnie, gdzie kopane./ Jak porosną, wyjdzie na jaw kto szczuł i co było grane.
W telewizji ogłosili wczoraj wyrok na kasjera:/ za kradzież czterech tysięcy cztery lata, pięć miesięcy.
Patrzy prawy obywatel, dzień po dniu za dniem godzina./ A z nim razem na kanapie relaksuje się rodzina.
Z telewizji jego matka, z gazet dzieci do zrobienia, żona jakby trochę z radia a on cały z obwieszczenia.
http://www.youtube.com/watch?v=4j_o-F9Mv7Q


Komentarze
Pokaż komentarze (43)