Ano – czuję się źle. Jednak nie z tego powodu, że PiS nie wygrał. Wyniki wskazały mi jedynie jaki jest rozkład sił i nawet – paradoksalnie – zaniechania sztabu w związku z „niezdecydowanymi” są mi na rękę, bo dzięki temu znam liczbę zdecydowanych. Że po śliwkach i psu na budę taka wiedza? Nie zgadzam się.
Gdybyż jednak szło tylko o zgadzanie albo nie zgadzanie, to nie klepałbym teraz w klawiaturę, a zająłbym się, bo ja wiem, sprzątaniem łazienki. Jest coś ważniejszego, co chodzi mi po głowie od minionej niedzieli; ja się otóż boję pioruna, który strzeli w sam środek Polski, tej, którą owe 30% zna jako swoją i sądzi, że ona jest mimo wszystko "nie do ruszenia".
Żachnąłem się ostatnio (przy każdym w zasadzie rozdziale „żachałem się”) bo wziąłem z biblioteki „Bulblina z jednosielca” Józefa Mackiewicza, gdzie zamieszczono jego reportaże i felietony z tzw. przedwojnia. Ot – taka społeczna publicystyka wyposażona w antykomunizm, ale przecież dotycząca tego, że Wilno brudne, a Poznań czysty albo tego, że dorożki i obyczaje dorożkarzy krakowskich są lepsze (albo gorsze) od tych widywanych w okolicach Ostrej Bramy.
Mackiewicz nie dostrzegał (w tym akurat zbiorze jego tekstów) zbliżającej się burzy i pioruna, dwóch właściwie, które spadną na Polskę we wrześniu 1939 roku. Podobnie teraz można oceniać publicystykę, co tam zresztą publicystykę, postrzegać można stan polskich umysłów przed 10 Kwietnia. Przyszłoby komuś do głowy, że zdarzy się Smoleńsk?! No, to i zajmowaliśmy się dorożkami.
Jestem przy piątym akapicie, więc czas: boję się, w kościach czuję, że przed nami, że przed tymi pięcioma milionami zdecydowanych otwiera się, już tam za tamtą górką, nowa przepaść. Coś porównywalnego ze Smoleńskiem właśnie, coś, co uderzy w sam środek zdecydowanych, coś, co reszta społeczeństwa pominie mniej lub bardziej wymownym wzruszeniem ramion.
I nie chodzi mi o to, że Palikot zdejmie krzyż w Sejmie, ani też o to, że podejrzenie o kaczyzm skutkować będzie zwolnieniami w urzędach i firmach prywatnych, ani o to, że ktoś wymyśli np. antypielgrzymkę na Woodstock do wizerunku Owsiaka pod tęczowymi sztandarami. Ani o czystki w mediach (hehe) ani o benzynę po 6 złotych. Nie. Ja mam na myśli jakiś sztych, który w założeniu ma nas – zdecydowanych – powalić.
I każdego dnia odpalając rano BBC News w TV boję się, że na czarno-żółtym pasku znowu będzie wersalikami wypisane: POLAND:……….
Jesteśmy policzeni, ale nie wiem, czy jesteśmy strzeżeni. Wiadomo kogo Pan Bóg strzeże! Więc nakazuję sobie niniejszym jątrzącą czujność na każdym kroku: czujność, nieufność, prewencję, aktywną samoobronę jakkolwiek niepolitycznie to brzmi. A im wyżej, tym więcej powinno być tej nieufności, prewencji i aktywności. I tyle. Żeby nie było: - No, ale kto się mógł spodziewać, no kto?!


Komentarze
Pokaż komentarze (39)