Jeśli czuję, że ktoś wyciąga mi z tylnej kieszeni portfel i sięgam za siebie i łapię cudzą dłoń z moim portfelem, to po prostu – bez jakiegokolwiek spoglądania na zegarek i w kalendarz – walę go w mordę, żeby nawet to było w lepszym lokalu. Odbieram portfel i w sumie po moich zabiegach prewencyjno-resocjalizacyjnych mało mnie tam obchodzi, co on na to i czy przyjedzie policja.
Pewnie, że z wybitymi zębami pójdzie potem na wódkę, ale jeśli ma strzęp złodziejskiego honoru, to do głowy mu nie przyjdzie użalać się przed kumplami nad swoim losem.
Jest złodziejem, kradł, raz miał wpadkę, dostał w ryja – takie są mielizny statusu „bycia złodziejem”.
Co ja widzę w TV?
Złodziejka złapana za rękę nie siedzi w Areszcie Śledczym, gdzie miejsce każdego złodzieja złapanego na gorącym uczynku, tylko gada do mnie z telewizora???!
I płacze.
Szkoła Lwowska i pół przedwojennej Pragi w grobie się przewraca. Wam w tej Polsce już naprawdę odbiło?!


Komentarze
Pokaż komentarze (2)