Powiem krótko; czekałem na dopchanie się do ambasady i zagłosowanie około 2 godzin. Pryszcz, że na początku dowiedziałem się, że powinienem z Magdalenką jechać do Londynu głosować, bo tam jesteśmy zarejestrowani.
W końcu się okazało, że rejestracja internetowa na dublińskiej stronie ambasady RP w naszym akurat przypadku zawiodła i że "sorry" w ogóle.
Pryszczem również jest i to, że część wyborców podzielonych od A do N głosowała w rezydencji ambasadora, a ta druga (M-Ż) w "starym konsulacie" o czym nikt nikutki wcześniej nie miał pojęcia.
Żaden problem, bo to po drugiej stronie ulicy, ale błąkali się z jednej strony na drugą osobnicy na Z chcący iść z tymi na B.
Ważne jest akurat coś innego.
Kiedy opuszczałem gościnne progi po spełnieniu obowiązku (ręcznie mnie wpisali na listę, bo pewnie dzwonili do tamtych w Londynie) kolejka jednych zawijała się aż pod parking tesco, a drugich sięgała po drugą przecznicę wgłąb Aisbury Road.
Nie ma szansy, powtarzam, nie ma szansy, żeby wszyscy oddali swój głos.
Co zrobią?
Zamkną bramkę i kto na dziedzińcu to jeszcze może?!
Będzie zgrzytanie zębów i krzyk.
A jeden ochroniarz nie przejmował sie w ogóle urną (nikt nikutki sie nie przejmował, bo po prostu wewnątrz kłębiło się i o "tajności wyborów" niech mi nikt nie mówi), a przejmował się mną, że cykam foty! I że nie wolno.
A ja na to: A kto zabrania?
A on: Ano nie wolno, co pan zrobił musi pan wykasować.
A ja na to, że "jakim prawem?"
No i tu dołączyła jakaś panienka z plakietką i mówi, że sobie nie życzymy.
- Kto sobie nie życzy?
Musiałem się wylegitymować i postraszyć Państwową Komisją Wyborczą, a i tak uważam, że wybory w Dublinie nie były ani tajne ani powszechne.
Poza tym członkowie komisji wrzeszczeli raz po raz: - Kto jest na S tutaj..., pan nie, pan na W to do koleżanki i wychodziła panienka az przed ambasadę i krzyczała: - Ludzie na "S" nie pchajcie się, teraz wszyscy na W...
No i oczywiście ci na S nie chcieli się zgodzić przepuszczać poza kolejką, jaja panie, a wieczorem jak im nie pozwolą zagłosować, to budę spalą i tyle będzie!


Komentarze
Pokaż komentarze (8)