Za chwilę meczyk ze Szwecją, ja oczywiście mam nadzieję, że będzie to szwedzki stół, a nie żaden pludracki wywóz polskich precjozów za morze, czas pokaże. Korzystając z niefrasobliwego mimo wszystko klimatu podzielę się odkryciem i zdementuję rzecz pewną.
Odkryłem oto, że wśród szanownych czytelników tego bloga żywi się w niektórych przypadkach przeświadczenie, że postaci na zdjęciach czarno-białych obok zamieszczonych (patrz w prawo) mają coś wspólnego z oranje czyli ze mną pod nickiem ukrytym. Wprost czas jakiś temu zapytano czy mam coś wspólnego z Teatrem Ochota z roku 1975 i tylko niezwykła lotność moich półkul mózgowych pozwoliła mi natychmiast połączyć pytanie z jego intencją i przyczynami.
Że niby ja to ten, albo tamten* aktor.
Był to jednak przypadek nieodosobniony. Chcąc zatem przeciąć ew. wątpliwości oświadczam, że zarówno Ziutek Kaziuków Bartoszko vel Bartosiewicz vel Bartoszewicz jak i Stanisław Tarkowski znany z wypowiedzi Nell jako „Stasju-Stasju” są jedynie wizualizacją moich fantazmatów życzeniowych (jakkolwiek bzdurnie to brzmi).
Stasju-Stasju wyobrażony na zdjęciu z butelką jest bardziej, bo czytając kiedyś w książce o tym, że na afrykańskiej skale dłutem wykuwał pierwsze wersy Mazurka Dąbrowskiego wzruszył mnie bardzo.
Wzruszało mnie zawsze też jego nie-pożycie z Nell, wzruszał los Ziutka bez żadnego na razie pożycia, słowem – na podściółce wzruszeń legł pomysł zamieszczenia omawianych fotek. (Tu dodam, że los Kunta-Kinte też mnie wzruszał, ale nie aż tak bardzo, dlatego to nie znajdziecie na tym blogu jego wizerunku).
No, to sprawy formalne są wyjaśnione, czekamy na meczyk!
* (prawdą jest jednak, że zagrałem w dwóch prawdziwych filmach polskich, ale w kolorowych, a nie czarno-białych).




Komentarze
Pokaż komentarze (2)