Berlińska szopka, która trwa od paru dni przywodzi mi na myśl kilka spraw.
Po pierwsze, przy okazji premiery filmu Polańskiego wspomina się, że generalnie festiwal berliński zawsze miał i ma nadal podtekst antyamerykański. Mówią tak właściwie wszyscy eksperci od filmu, którzy raczyli coś na ten temat powiedzieć w telewizji, w ostatnich dniach. Tu pojawia się jednak pytanie: antyamerykański, czy antyrepublikański? Wiadomo wszak, że całe niemal Hollywood to klaka demokratów i innego lewactwa jeszcze bardziej niż Obama postępowego. Aktorzy, reżyserzy i scenarzyści o poglądach innych są przedmiotem kpin, szyderstw i kampanii pokazujących ich jako oszołomów, żeby nie powiedzieć wariatów, a nawet i faszystów. Berliński festiwal musi być zatem po prostu antyrepublikański, co dzięki kadencji G.W. Busha było tym bardziej modne. Skoro zaś tak to Berlinale stoją w tym samym rzędzie co oscarowa Akademia, z tą różnicą, że republikanów i prawicę krytykuje z zewnątrz USA.
Po drugie, pojawia się po raz kolejny pytanie, czy odbiór dzieła powinien być zależny od moralności jego twórcy? Na filmie znam się słabo, więc ani myślę głosić, że Autor Widmo to film dobry, zły, wybitny czy beznadziejny. Tego nie wiem. Wiem jednak jedno, że nawet gdyby filmowym ekspertem był, to też bym niczego o filmie nie chciał mówić. Bo po prostu bym go nie obejrzał. Tak, nie obejrzałbym go wiedząc kto jest jego twórcą. Tak jak pewnym ludziom ręki się nie podaje, tak dzieła niektórych artystów się ignoruje. Przerysowując trochę sytuację można wspomnieć jakie emocje wzbudziła jakiś czas temu informacja, że na jakiejś aukcji sprzedane zostały malunki Hitlera. Z tego co wiem większość odbiorców tego newsa była, moim zdaniem słusznie, co najmniej zniesmaczona. Owszem, Polański nie Hitler ale jednak przestępca. Nie jakiś tam złodziejaszek czy oszust ale gwałciciel dziecka, a to doprawdy niemało. Krótko mówiąc publiczność winna była dzieło(a) Polańskiego ignorować i już. Osobiście od kiedy mam świadomość i wiedzę o czynach Romana P. (ciekawe, że przez tyle lat się o tym nie mówiło?) takoż właśnie czynię.
Po trzecie w końcu, kwestia odbioru przez ludzi pokroju aktora Brosnana sprawy gwałtu sprzed lat. Jako się rzekło Hollywood to towarzystwo na tyle postępowe, że bynajmniej nie jest dla niego seks z nieletnią niczym złym. To dla niego nie gwałt, to norma. Sam aktor Brosnan rzekł jedynie, że Polański miał „intensywne życie” i z trudem tylko ukrywał, że mu to imponuje, że mu takiego życia zazdrości. Co więcej, dla Brosnana Polański to wielki człowiek. Nie „wielki artysta” (co jeszcze można by zrozumieć) tylko „wielki człowiek”! Sam słyszałem: powiedział „great man”. W głowie mi się nie mieści jak można coś takiego mówić o człowieku mającym na sumieniu czyny tak niegodne. Brosnan bynajmniej nie jest w tym względzie odosobniony. Tak sądzi zapewne większość nie tylko hollywoodzkich artystów, a kibicuje im w tym cała lewicowa publiczność. Najgorsze jest w tym wszystkim to, że przejście z myślenia „seks z nieletnią = gwałt”, na „seks z nieletnią = ekstrawagancja” jest nazywane „postępem”, a nie jawną degeneracją obyczajów.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)