Ortodoks Ortodoks
133
BLOG

Wallander, czyli "społecznie zaangażowany kryminał”.

Ortodoks Ortodoks Kultura Obserwuj notkę 2

Z pewnym zainteresowaniem obserwuję jak rośnie popularność serialu kryminalnego Wallander. Moja luba nie tylko namiętnie go ogląda ale też zaczytuje się w książkach autora serialu. Widząc to zacząłem dostrzegać, że nie tylko ona tak ma. Ciekawe, pomyślałem.
 
Jednocześnie niedawno wpadł mi w ucho wywiad poprzedzający emisję któregoś tam odcinka. Dowiedziałem się od perorujących suflerów, że Wallander to nie ot taki sobie serialik. To coś więcej niż jakieś tam Miami Vice czy inne CSI. To kino (książka) zaangażowane społecznie!
 
Noooo. No to ładnie, pomyślałem dalej. Jąłem wsłuchiwać się w wywiad i zrozumiałem, że w kryminale zaangażowanym społecznie chodzi o coś więcej niż ściganki, krew i bandziorów. Tu chodzi o problemy społeczne!
 
Obejrzałem więc kilka odcinków. Od razu powiem cytatem z Rejsu: „nuda... Nic się nie dzieje, proszę pana. Nic. (…). W ogóle brak akcji jest. Nic się nie dzieje.”
 
 Jest za to zaangażowanie społeczne.
 
Polega ono mniej więcej na tym, że bandziorem okazuje się zwykle jakiś imigrant (bywa, że  Polak; raz było to nawet polskie dziecko adoptowane przez szwedką rodzinę), wykolejeniec społeczny, zdegenerowany bogacz. Z moich skromnych obserwacji wychodzi, że najczęściej są to ci pierwsi. Przemycają, kradną, handlują narkotykami i – rzecz jasna – mordują.
 
Niby nic nowego. Tak zwykle bywa. No ale ta otoczka! Toż to ona definiuje „zaangażowanie społeczne” kryminału. A otoczka jest specyficzna. Bywa nader często, że bandziorom współczujemy nawet nieco bardziej niż ofiarom. Są to ludzie pokrzywdzeni przez społeczeństwo, ludzie którym nie dano szansy, którzy mieli upośledzony start.
 
Wiadomo zatem co należy zrobić. Przekaz Wallandera wydaje się być taki, że jak nie pomożemy potencjalnym kryminalistom w odpowiednim czasie, to oni mogą zejść na złą drogę. Wallander nie podpowiada jak mamy im pomóc ale bardzo prosto można się tego domyśleć.
 
Gdyby chodziło wyłącznie o dobroczynność dobrowolną byłbym jak najbardziej za. Ludziom oczywiście należy pomagać. Znając jednak „szwedzki model państwa” przypuszczam, że chodzi o coś innego. Że za pośrednictwem państwa mamy zapewne płacić za ich szkoły (nawet jeśli nie chcą do nich chodzić), fundować zasiłki (nawet jeśli nie chcą pracować) i generalnie użalać się.
 
Cóż, ja mam inny pomysł. Ponieważ metoda „zapłaćmy im, bo jak nie to dobiorą się nam do tyłków” kojarzy mi się z kryminalnym szantażem, to wolałbym po prostu przywrócić karę śmierci, rzetelną egzekucję kar pomniejszych i generalnie: przestać się użalać! Każdy winien być kowalem swego losu z pełną za to odpowiedzialnością.
Ortodoks
O mnie Ortodoks

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Kultura