W „sprawie Zakajewa” Polski rząd miał generalnie cztery wyjścia. Pierwsze dwa to zadeklarowanie jakiejś reakcji, a następnie jej realizacja. Czyli obiecujemy Rosjanom zatrzymanie Zakajewa, a następnie wykonujemy to - lub odwrotnie, czyli mówimy Rosjanom, że Zakajewa nie zatrzymamy i go nie zatrzymujemy. Rząd nie skorzystał z tych wariantów.
Kolejne dwa wyjścia to zadeklarować jedno, zrobić drugie.
I teraz, wariant optymalny byłby taki: deklarujemy Rosjanom, ż zrobimy wszystko aby terrorystę Zakajewa zatrzymać (a może nawet i wydać), a następnie… nie zatrzymywać go (o wydaniu nie wspominając). Tłumacząc się oczywiście takimi względami jak procedury, państwo prawa etc. Ten wariant dałby Polsce dwie korzyści. Z jednej strony deklaratywnie przedstawilibyśmy się Rosji jako państwo chcące współpracować i rozwijać partnerskie relacje (takie postrzeganie Polski jest jak najbardziej w naszym interesie), z drugiej strony zrobilibyśmy Rosji psikusa. W sumie niewielkiego, bo to tylko Zakajew, a nie np. kontrakt gazowy, ale zawsze coś. To dla nas też dobrze, bo interesie Polski jest grać na niekorzyść Rosji. Zawsze i wszędzie. Byleby nieoficjalnie.
Rząd tymczasem wykonał najgorszy ruch z możliwych. Obiecał Czeczenom (i Rosji), że Zakajewowi włos z głowy nie spadnie (co niby z tego ma mieć Polska oprócz tego, że znowu polecieliśmy z szabelką na czołgi?), a następnie Czeczena zatrzymał (i znów, co z tego mamy oprócz ścięcia z Rosją? Teraz trzeba będzie to albo odkręcać, albo Zakajewa wydać).
Reasumując Polska kontynuuje długą tradycję rządzenia przez szkodników. Ile to już dekad? Albo i stuleci?


Komentarze
Pokaż komentarze (7)