Krzysztof Osiejuk
Posłuchaj, to do Ciebie
139 obserwujących
1441 notek
4725k odsłon
3192 odsłony

O okazjach, których On nie przepuszcza, czyli i Ty zostaniesz okultystą

Wykop Skomentuj30

      Czy Zaremba był zdrajcą? Sądzę, że nie… Mam nadzieję, że nie… Myślę, że on był tylko zmęczonym żołnierzem, który w pewnym momencie dostrzegł, że nie da się dłużej „fanatycznie” opowiadać za tzw. „wartościami” (Bóg! Wolność!), bo po pierwsze nic to nie daje samym wartościom, a po drugie, jest to mało korzystne dla niego i dla jego rodziny. Przemyślawszy więc sobie wszystko dogłębnie, pan Józef rzekł mniej więcej coś takiego: „Co mi tam! A niech tu nawet diabeł rządzi, byleby mnie i mojej rodzinie było dobrze!” – po czym plunął na swą konfederacką przeszłość i sarmacko-katolicką tożsamość, czyli ucałował królewską rękę, zgolił wąsy i poszedł zamówić pudrowaną perukę.

      Cóż ta opowieść ma wspólnego z tematem okultyzmu, bądź wprost: satanizmu? Dlaczego ją przytoczyłem? Otóż dlatego, że jest to opowieść o przekraczaniu wspomnianej na wstępie granicy: granicy między tym co dobre, a tym co złe; tym co wzniosłe, a tym co podłe; tym co boskie, a tym co demoniczne. Gdy człowiek tę granicę przekracza, to choćby czynił to w imię zabawy (a cóż dopiero wtedy, gdy jak pan Zaremba czyni się to w imię bezpieczeństwa i dostatku swych najbliższych), zaczyna „wchodzić” na serio w coś, co początkowo jawi się jako atrakcyjne, czy ciekawe, a z czasem okazuje się być jedyną możliwą, życiową drogą: jedyną możliwą, bo już za daleko się ową drogą zaszło i siły nie ma, by zawrócić.

      Dlaczego na taką drogę ludzie wchodzą? Bywa różnie. Zaremba wszedł na tę drogę, gdyż zaczęło mu się wydawać, że wszelkie jego wysiłki zmierzające do osiągniecia jakiegoś dobra – wysiłki oparte na wierze w Boga i własnych zdolnościach – nie przyniosły spodziewanego efektu. To częsta sytuacja. Zrozumiała. Człowiek próbuje raz, drugi, trzeci i… i nic. Pojawia się wtedy zmęczenie i towarzyszące temuż zmęczeniu rozgoryczenie: „Tak bardzo się starałem – modliłem się, pracowałem jak wół, walczyłem – i nic z tego nie wyszło!” Tego rodzaju rozgoryczenie jest okazją, której TenKtóryNiePrzepuszczaŻadnejOkazji z definicji przepuścić nie może. I właśnie wtedy w sercu człowieka odzywa się głos, który zwyczajowo nazywamy pokusą. Głos ten tłumaczy nam pewne sprawy mniej więcej w taki sposób: „Nie radzisz sobie. Bóg o tobie zapomniał. A problemy będą coraz większe. Jak je przezwyciężysz? Na pewno jest jakieś wyjście.” I szukając tego wyjścia (wyjścia bez Boga, „bo przecież o mnie zapomniał”), człowiek wyrzeka się tego, co do tej pory było mu drogie (tzn. „całuje królewską dłoń i goli wąsy”) i wkracza na drogę okultyzmu. Dlaczego akurat okultyzmu? Bo pojawia się on zawsze wtedy, gdy człowiek mówi: „Co mi tam! A niech tu nawet diabeł rządzi, byleby było dobrze!” Mówiąc ściśle, nie potrzeba tego nawet mówić. Nie potrzeba diabła przywoływać. Wystarczy pomyśleć, że „Bóg o mnie zapomniał”, albo że „Jezus: TAK!; Kościół: NIE!”, lub też, że „chrześcijaństwo jest passé, bo nie daje możliwości  by się otworzyć i zaznać innych stanów świadomości”… Wystarczy o tym, bądź o czymś w tym guście pomyśleć, czyli tym samym dać TemuKtóryNiePrzepuszczaŻadnejOkazji świadectwo, że przestało się Bogu ufać. A tego rodzaju postawa, jest postawą od fundamentu okultystyczną. Okultyzm bowiem, w swej najgłębszej istocie, jest niczym innym jak odrzuceniem ufności wobec Boga, a jednocześnie jest zwróceniem się – z ufnością! – ku każdemu, kto zapewni, by było dobrze. I nieważne kim/czym jest to, co sprawia, że owo dobro (w postaci zdrowia, bogactwa, kariery, sławy, dzieci, młodości, itd.) zaistniało: Niechby to nawet był szatan! Grunt, że to dobro jest!

      Istotne jest też w tym to, że okultyzm wcale nie musi prowadzić do zanegowania wiary w Boga. On tylko przekierowuje ufność (która od nas jedynemu Bogu się należy) ku tej rzeczywistości, która sama w sobie jest dość tajemnicza, nieuchwytna, czy wręcz ukryta, ale to jedno da się odnośnie tej rzeczywistości wyczuć: ona Boga lekceważy, bądź jest pośrednio, lub bezpośrednio wobec Boga wroga.

      Jakie są konsekwencje utraty ufności wobec Boga? Otóż, gdy człowiek nie ufa Bogu, to nie ufa też Jego przykazaniom. Znikają tym samym wewnętrzne hamulce i człowiek w tym momencie bez większego trudu potrafi sobie i innym wytłumaczyć, że aby osiągnąć pożądane dobro można kraść, kłamać, zdradzać, zabijać itd. Oprócz tego, gdy człowiek nie ufa Bogu, to nie ufa też mocy modlitwy i przestaje się modlić. A gdy nie modli się do Boga, to – jak poucza nas papież Franciszek – modli się do szatana, czyli oddaje się praktykom magicznym.

      Czy potrzeba czegoś więcej? Z punktu widzenia TegoKtóryNiePrzepuszczaŻadnejOkazji niczego więcej nie potrzeba, ponieważ człowiek przekierowując swoją ufność tam, gdzie Boga nie ma, staje się okultystą i tym samym przekracza granicę, zza której jest bardzo trudno wrócić.

      Zauważmy, że okultyzm jawi się tutaj jako pewna forma fałszywej wiary, w której Bóg Jedyny zastąpiony jest przez… Już słyszę jak niektórzy wołają: „Nie! Nie! – wcale nie przez szatana! Cóż to za przedziwna maniera, by wszędzie doszukiwać się diabła. Nie przesadzajmy!” W porządku. Nie przesadzajmy. Bo czy rzeczywiście szatan musi być obecny tam, gdzie Boga Jedynego i zaufanie do Niego zastępuje się zaufaniem do „nauki”, „wiedzy tajemnej”, „szczęśliwego układu gwiazd”, „siły woli”, „istot nadnaturalnych”, „energii”, „mocy tajemnych”? Jasne, że nie musi być obecny. Tyle tylko, że – jak uczy nas ludzkie doświadczenie – najczęściej pojawia się on właśnie w tym miejscu, z którego wcześniej Bóg został przez człowieka usunięty.

Wykop Skomentuj30
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo