Zmarła Zyta Gilowska i jest to dla mnie wydarzenie, którego skali opisać nie potrafię. Z jednej strony ja ją zawsze traktowałem szczególnie, nawet wtedy gdy politycznie sytuowała się jeszcze w okolicach Platformy Obywatelskiej, no ale – i to jest dla mnie już wyjątkowy powód do żalu, jaki dziś czuję – Zyta Gilowska była bardzo uważnym czytelnikiem tego bloga, kupowała moje książki, no a przede wszystkim zaszczycała mnie swoją osobistą znajomością.
Przez ostatnie lata Zyta Gilowska bardzo chorowała i muszę przyznać, z każdym kolejnym rokiem czuła się coraz gorzej i faktem jest, że od pewnego czasu nasze kontakty były już wybitnie jednostronne, czyli ograniczające się do mojej świadomości, że ona czyta te notki i kupuje książki. Do dziś jednak przechowuję całe mnóstwo wiadomości, jakie od Zyty Gilowskiej regularnie otrzymywałem i daję słowo, że jeśli wciąż je tu trzymam, to nie tylko dlatego, że to są maile od osoby znanej i zasłużonej, ale dlatego, że zawsze wiedziałem, że waga tych słów jest tak wielka, że one nie mogą zostać ot tak sobie wystrzelone w niebyt.
Kiedy jeszcze żyła, prosiła mnie, bym traktował nasze rozmowy ściśle osobiście, dziś jednak nie mogę się powstrzymać, by przytoczyć jeden mały fragment z jednego z wiadomości, jaką od niej otrzymałem w odpowiedzi na pytanie, czy to, z czym mamy dziś do czynienia to bardziej zło, czy głupota, a który – w co głęboko wierzę – pozwoli wszystkim pojąć choćby w przybliżeniu, o jakiej skali stracie dziś mówimy. Bardzo proszę się skupić:
„Oczywiście ZŁO. Jest metafizyczne przecież. Zatem trwałe, energiczne i
zdeterminowane. Głupota jest materialna, biologiczna, (może to jakaś
plątanina przetok po wyrwie spowodowanej grzechem pierworodnym?).
Głupota jest niby rozległa i rozlana, ale miękka i podatna na
perswazję, a także na wytrwałe ostrzeżenia. Zło chętnie karmi głupotę
- to jest fantastyczne narzędzie dla zła. Dlatego Kościół ustanowiony
przez Chrystusa musi wypełniać misję nauczycielską, to jest zasadniczy
cel Kościoła Powszechnego - zaraz po głoszeniu Dobrej Nowiny i
udzielaniu Sakramentów. A tego właśnie ostatnio dramatycznie
zabrakło. Straszny czas zaczął się praktycznie natychmiast po śmierci
Jana Pawła II. Jakby puściły jakieś potężne hamulce. Trzeba się modlić
i porządnie żyć. Nic więcej pojedynczy człowiek nie może zrobić, chyba
że jest lewakiem albo innym postępowcem”.
Komentarze
Pokaż komentarze (15)