Krzysztof Osiejuk
Posłuchaj, to do Ciebie
139 obserwujących
1440 notek
4767k odsłon
  1725   0

Dlaczego kumple Saryusz-Wolskiego przyszli do niego z życzeniem śmierci?

Dziś jeszcze proponuję pociągnąć temat poruszony wczoraj, tyle że z zupełnie innej perspektywy, a mianowicie rzucimy okiem na Jacka Saryusz-Wolskiego i to, co jego znany powszechnie gest zrobiuł w głowa jego kolegów, znajomych i części sympatyków. Poniższy tekst został napisany we wtorek, a przedwczoraj ukazał się w „Warszawskiej Gazecie”. Bardzo polecam.



      Jak sięgnę pamięcią, a pamięć moja tu akurat sięga bardzo daleko, cała historia najpierw Porozumienia Centrum, a następnie Prawa i Sprawiedliwości była wręcz usłana czy to nieustanną dezercją, czy wręcz zdradą. Praktycznie od pierwszego dnia, gdy upadł rząd premiera Olszewskiego, Porozumienie Centrum zaczęli opuszczać zarówno zwykli sympatycy, jak i ważni politycy, i tak to było aż do ostatecznego upadku partii, gdzie na placu boju poza mną i moją żoną pozostali już chyba tylko przedstawiciele tak zwanego Zakonu, czyli Adam Lipiński, Marek Suski, czy Marek Kuchciński i być może paru mniej znanych działaczy. Podobnie później, przy kolejnych kryzysach już w Prawie i Sprawiedliwości. Wtedy również nie starczyłoby palców, by zliczyć polityków, często z pierwszego szeregu, którzy opuszczali Jarosława Kaczyńskiego. Dorn, Bielan, Mężydło, Kamiński, Kluzik-Rostowska, Ziobro, Cymański – można wymieniać.

      A ja pamiętam, że chyba tylko w przypadku Kamińskiego zdarzyło się parę razy, że czy to Prezes, czy któryś z polityków Prawa i Sprawiedliwości zadał sobie trud, by rzucić w jego kierunku jakąś złośliwość. Oczywiście, w Internecie żadnego z nich nie oszczędzono, no ale wszyscy wiemy, że tam akurat nie oszczędza się nikogo, nawet zmarłych, natomiast, jak mówię, nie umiem sobie przypomnieć, by po odejściu któregokolwiek z nich, którykolwiek z liczących się prawicowych polityków, czy komentatorów, powiedział na ich temat marne słowo. To prawda, Kamiński miał niekiedy ciężko, ale przyznajmy, że on też się w żaden sposób nie oszczędzał.

      I oto Rząd zgłosił kandydaturę Jacka Saryusz-Wolskiego na stanowisko Przewodniczącego Rady Europejskiej, ten ową propozycję, wbrew opinii swojej partii, przyjął i w tym momencie podniósł się hejt, jakiego świat nie widział. Ja oczywiście biorę pod uwagę opinię wyrażaną przez polityków Platformy, że za decyzją Wolskiego, wbrew jego zapewnieniom, nie stoi interes Polski, lecz jego osobiste polityczne ambicje, ale nawet wtedy, nie jestem w stanie pojąć, dlaczego oni go niemal w jednej chwili za ów gest najpierw wyrzucili z partii, następnie pozbawili europejskich stanowisk, by w końcu zmusić do odejścia z Europejskiej Partii Ludowej, a wszystko przy akompaniamencie ataków tak brutalnych, że jak mówię, świat tego typu słów dotychczas nie słyszał… no może tylko w wykonaniu niektórych najbardziej radykalnych środowisk artystycznych Stanów Zjednoczonych w odniesieniu do Donalda Trumpa.

      Powtarzam, ja biorę pod uwagę możliwość, że Saryusz-Wolski postąpił bardzo brzydko w stosunku do swojejdawnej partii i że zrobił to z niskich pobudek, ale, przepraszam bardzo, czy inaczej było w przypadku Michała Kamińskiego? Tylko czy za nim biegali dziennikarze z mikrofonem, pytając: „Panie pośle, czy pan się wysługuje Platformie Obywatelskiej?” Czy może znani prawicowi intelektualiści sugerowali, by popełnił samobójstwo? Ja sobie czegoś takiego nie przypominam. Skąd więc tu aż takie nerwy? Ciekawe pytanie, prawda? Kiedy ten felieton się ukaże, część odpowiedzi już poznamy. Ale wciąż nie całą. Jeszcze nie całą.


Zapraszam wszystkich do odwiedzania księgarni pod adresem www.coryllus.pl i kupowania moich książek.

Lubię to! Skomentuj11 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka