26 obserwujących
170 notek
106k odsłon
  2937   0

Latający suweren czyli o przepływach elektoratu

Zauważyłem ostatnio, że wiele osób podczas oceniania wydarzeń na polskiej scenie politycznej często nie rozumie absolutnych podstaw marketingu politycznego. Socjologowie telewizyjni starej daty, którzy kończyli studia jeszcze "za komuny" często również nie posiadają odpowiedniej wiedzy na temat panujących obecnie zasad gry i tworzą własne protezy różnych teorii tłumaczące różne działania PiS. 

W związku z brakiem edukacji obywatelskiej sytuację mamy taką, że pewne mechanizmy stały się tajną wiedzą magiczną posiadaną przez sztab PiS, a cała reszta - z szefami tzw. opozycji na czele nie ma praktycznie pojęcia co się wokół nich dzieje i błądzą jak zagubieni we mgle. 

Segmentacja elektoratu

Do napisania tego tekstu zmotywowała mnie reakcja na post p. Krystyny Pawłowicz, która za odsunięcie od władzy Macierewicza obwiniła lewacki spisek. Oczywiście w necie jest to powód do "beki" z rzekomej głupoty PiS i niektórzy wróżą już jakieś rozpady. Tymczasem ona po prostu wykonuje zadanie do którego została oddelegowana. Bo PiS w odróżnieniu od reszty polskich partii ma świadomość segmentacji swojego własnego elektoratu, a dzięki zrozumieniu tematu może przewidzieć pewne zachowania i prowadzić politykę pro-aktywną, podczas gdy cała reszta nie prowadzi polityki, tylko reaguje na to co robi PiS - często w sposób bardzo rozpaczliwy i ich działania można nazwać polityką reaktywnego samozaorania.

Elektorat smoleńsko-rydzykowy jest bardzo podatny na teorie spisku, dodatkowo ich mentalność wymaga wskazania winnego, którego można by obwiniać za dymisję Antoniego Macierewicza. W związku z tym nie można było zrobić nic lepszego niż wskazanie temu elektoratowi winnych - nieokreślonych lewaków i nieokreślonych służb. Elektorat ten teraz będzie się zajmował tropieniem kto jest lewakiem, a kto ze służb i będzie publikował w necie swoje przypuszczenia i teorie, tak jak to dotąd robił na temat katastrofy Smoleńskiej. A gdy przyjdzie czas wyborów - czy to samorządowych, czy do Sejmu, to ten elektorat trzymany w kupie i tak zagłosuje na PiS. Nawet podczas prezydenckich wytłumaczy się smoleńczykom, że Duda jednak nie jest agentem WSI i że niestety "z bólem serca" trzeba mu dać szansę i wtedy różne Sakiewicze będą odszczekiwać i przepraszać za to, co wypisują dziś. Poza tym nikt już ne będzie o wpisach Sakiewicza pamiętał. 

Zatem na tym przykładzie - PiS mając świadomość jaki ma elektorat daje mu to, czego on potrzebuje - zabawę w szukanie spiskowców, a w tym czasie opozycja cieszy się, że Pawłowicz znów "gada głupoty", albo wieszczą jakieś rozłamy.

Sama wymiana ministrów była natomiast wyjściem po elektorat bliżej centrum - czyli po tych, dla których Macierewicz, Waszczykowski, czy Szyszko byli nieakceptowalni, ale generalnie poza tym zgadzają się z PiSem. Wybudzenie tego "stonowanego" elektoratu przyda się przy najbliższych  wyborach samorządowych.


Jak lata suweren czyli o przepływach elektoratu

A teraz o przepływach elektoratów, czyli o tym, czego nie rozumieją ludzie poza PiS, w tym absolwenci uczelni ekonomicznych, którzy taką wiedzę marketingową powinni mieć w małym palcu, a tymczasem tworzą jakieś abstrakcyjne wizje petruplanów. 


Pierwsze czego nie rozumie cała opozycja - od tzw "totalnej" poprzez Kukiz'15, aż po planktonowo - kanapową jest to, że elektorat to nie zbiornik z kulkami, które można dowolnie przesypywać i te kulki będą posłuszne woli przesypującego. Elektorat to grupa wyborców - myślących ludzi. Część z nich jest wprawdzie łatwiej manipulowalna, a inna część sprawia większe opory, ale generalnie są to myślący ludzie. I to oznacza, że w przypadku elektoratów nie ma zastosowania zwykła matematyka dotycząca sumowania kulek. 

Weźmy taki abstrakcyjny przykład. Załóżmy, że PO i Nowoczesna postanawiają się połączyć.

Według statystyk mają odpowiednio 20% i 5%. "Geniusze" marketingu - Petru i Schetyna wpadli na pomysł, że z powodu panującej obecnie ordynacji wyborczej lepiej jakby weszło jedno ugrupowanie z 25% poparciem niż dwa mniejsze, bo przy połączeniu będzie więcej mandatów.  I w przypadku bezmyślnych metalowych kulek miałoby to sens. 

Ale jak spojrzymy na elektorat jako na grupy ludzi, to podstawową rzeczą dzielącą wyborców PO i N było to, że ci drudzy uznali, że PO się skompromitowała i dlatego zagłosowali na N, zamiast na PO. Scalenie tych dwóch partii w jedną nie da zatem wyniku 25, bo część wkurzonych odejdzie gdzie indzie, albo nie pójdzie głosować. Teoretycznie nowy wynik takiego sojuszu może być nawet niższy od 20%, bo elektorat PO może nie zaakceptować "odszczepieńców", którzy wcześniej obniżyli wynik jego ugrupowaniu.

Jeszcze gorzej sprawa wygląda przy próbie łączenia się z partiami, pomiędzy którymi przepaść światopoglądowa jest większa niż pomiędzy PO i Nowoczesną. Załóżmy, że do tej pary dokładamy jeszcze SLD, Razem i jakiś jeszcze plankton. Wtedy należy w zasadzie tylko chwilę poczekać, aż te elektoraty się nawzajem powybijają.

Lubię to! Skomentuj70 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka